Dwa razy do roku wszystkie gałęzie skupione w Duszpasterstwie Akademickim "Centrum" spotykają się, aby wspólnie spędzić czas, a przez to poznać się wzajemnie i niejako zintegrować ze sobą. Na co dzień działamy w różnych grupach, które spotykają się w różne dni tygodnia, a więc raczej się ze sobą nie widzimy. Może jedynie w niedzielę podczas Mszy świętej, ale to też nie wszyscy i nie zawsze jesteśmy. A skoro wszyscy działamy w jednym duszpasterstwie to w założeniu jego opiekuna, czyli księdza Krzysztofa, musimy też mieć czas i przestrzeń do tego, aby wzajemnie się poznać. Jedną z takich okazji jest spotkanie wigilijne, o którym pisałam >>tutaj<<, a drugą - śniadanie wielkanocne.
W jednym z ostatnich wpisów wspominałam, że tego typu spotkanie jest dla mnie nowością. W Oratorium i scholi były spotkania wigilijne, ale wielkanocne - jeszcze nie. Dlatego kiedy Madziałek wraz z Bartolinim po którymś spotkaniu powiedzieli mi o nim, aż podskoczyłam z wrażenia. Wiedziałam, że po prostu chcę na nim być. Tym bardziej, że atmosfera podczas Wigilii bardzo, ale to bardzo mi się podobała i tak jakoś człowiekowi cieplej zrobiło w środku, kiedy tak wszyscy razem siedzieliśmy przy stole.
Podczas wielkanocnego spotkania było nas mniej niż na Wigilii, ale atmosfera była nie mniej podniosła i radosna. Podobnie jak przed rokiem*, także i teraz gościła nas redakcja "Gościa Niedzielnego" oraz "Radia eM" udostępniając nam jedną ze swoich przestronnych sal. Ciekawostką jest, że tuż za ścianą znajduje się Wydział Teologiczny.
Uroczyste śniadanie rozpoczęło się o 9:00 wspólną modlitwą oraz słowem wstępnym księdza Krzysztofa. Zaznaczył w nim, żebyśmy starali się podczas spotkania podejść do każdego, zwłaszcza do tych, których nie znamy i zamienić z nim kilka słów. Argumentował to tym, że jeżeli za życia nie nauczymy się nawiązywać i utrzymywać ze sobą relacji, to tym bardziej nie będziemy potrafili nawiązać ich w życiu wiecznym, do którego każdy z nas dąży. Nawet sam wystrój sali miał na celu nas do tego zmotywować - na środku stał stół, ale nie było wokół niego krzeseł, które stały pod ścianami. Tak więc każdy z nas owszem mógł na nich w razie potrzeby usiąść, ale raczej preferowano chodzenie i rozmawianie ze sobą wzajemnie. Mi samej udało się zamienić kilka słów z nieznanymi wcześniej osobami. Nie było to dla mnie łatwe, takie wyjście ze strefy komfortu i dobrze znanego sobie grona, ale chyba w pewnym stopniu się to udało.
Na spotkania zawsze każdy coś przygotowuje. Ogólnie wcześniej wypełnia się formularz uczestnictwa, w którym każdy deklaruje co przyniesie. Na Wigilię robiłam sałatkę, teraz zdecydowałam się na mazurek. Jak już wspominałam kilka dni temu - był to mój debiut i tak naprawdę nie wiedziałam, czy w ogóle mi on wyjdzie, czy masa się uda, czy będzie smakować itp. W sobotni wieczór, kończąc dekoracje, zastanawiałam się nawet, czy nie porwałam się z motyką na słońce. Na szczęście już podczas śniadania okazało się, że wypiek smakował wszystkim, którzy go skosztowali. Duże podziękowania skierowałam tutaj w kierunku Janka, który bardzo sprawnie pokroił całość na mniejsze części. Mnie by się to nie udało, a na pewno nie podzieliłabym tego aż tak ładnie. Poza tym było sporo innych ciast, sałatek, jajek, pieczywa, wędlin i kiełbas. Myślę, że nawet najbardziej wybredna osoba znalazła w tym wszystkim coś dla siebie. Chociaż niektóre potrawy wyglądały tak ślicznie, że aż żal było ich jeść.
![]() |
| Pamiątkowe zdjęcie uczestników duszpasterskiego śniadania wielkanocnego |
Spotkanie trwało ok. dwóch godzin, po czym udaliśmy się do kaplicy na Wydziale Teologicznym, gdzie odbyła się Msza święta. Ponieważ na wydziale odbywała się jakaś wystawa piór wiecznych, nie mogliśmy jak zwykle wystawić części krzeseł przed kaplicę i zmuszeni byliśmy zmieścić się w jej środku. Jak to na końcu Mszy stwierdził ksiądz Krzysiu - chyba nawet projektanci tej kaplicy nie przewidzieli, że zmieści się w niej ok. 100 osób. Było ciasno, czasami nawet duszno, jednak jakoś dało się wytrzymać. Zwłaszcza, że ksiądz nie rozwodził się podczas kazania, którego główna myśl skupiała się wokół stwierdzenia, że Jezus przychodzi do każdego z nas, nawet jeżeli drzwi naszych domów są niejednokrotnie zamknięte, chcąc tym samym abyśmy wyszli na zewnątrz z naszych własnych wieczerników, tak samo jak chciał w Ewangelii, aby apostołowie opuścili z pozoru bezpieczny wieczernik i wyszli do ludzi. Również i my powinniśmy wychodzić do ludzi i po prostu być z nimi. A właśnie takie spotkania jak to wielkanocne są doskonałą ku tego okazją.
* rok temu jeszcze nie było mnie w Duszpasterstwie, ale wiem od innych

Ten zwyczaj chyba tez przyszedł do nas z innych kultur , religii ?
OdpowiedzUsuńjotka
A czy to coś złego??
UsuńNie, tak mi się skojarzyło 😉
UsuńJotka
Tyle ludzi. Przypuszczam, że to piękne spotkanie i wielkanocne śniadanie na długo zapadnie w Twojej pamięci.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Szczerze powiedziawszy to na spotkaniu wigilijnym było więcej, ale zazwyczaj tak jest. A samo spotkanie było bardzo udane. Pozdrawiam
UsuńSuper pomysł na takie spotkania i jest Was całkiem sporo :).
OdpowiedzUsuńFajny ten ksiądz Krzysztof :).
Szkoda, że nie pokazałaś nam swojego mazurka. Ja nigdy nie piekłam...
Mazurek znajduje się tutaj -> https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2024/04/1904-mazurek.html. A spotkanie rzeczywiście było ciekawym pomysłem na zgromadzenie wszystkich razem w jednym miejscu. Pozdrawiam
UsuńWzruszające są takie spotkania.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Karolino :-)
I na długo zapadają one w pamięć.
UsuńPozdrawiam serdecznie
Bardzo fajne są takie składkowe spotkania. Na pewno był to bardzo przyjemnie spędzony czas i spotkanie nowych ludzi. Nie mówiąc o jedzonku do skosztowania. I końcówka też taka budująca. Trzeba wychodzić ze strefy komfortu do ludzi, do świata. I nie bać się wyzwań. 👍
OdpowiedzUsuńWiesz, z każdym spotkaniem coraz bardziej przekonuję się do tego, że wstąpienie do Duszpasterstwa to był bardzo dobry pomysł, przynajmniej w tym momencie mojego życia. Pozdrawiam
UsuńKarolinko, takie spotkania są bardzo ważne i mają wielką wartość. Na pewno Twój mazurek smakował wyśmienicie.
OdpowiedzUsuńUściski.
Ja tylko żałuję, że tak późno trafiłam do Duszpasterstwa... Pozdrawiam
UsuńPiękne i wartościowe spotkanie. Pozdrawiam Karolino.
OdpowiedzUsuńDokładnie było tak, jak piszesz. Pozdrawiam
Usuń