Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 9 maja 2025

2183. W grupie raźniej jest przeżywać ważne i historyczne chwile

Biała koszulka i żółte poduchy nawiązują do kolorów flagi Watykanu
Wraz z rozpoczęciem się konklawe ludzie na Wydziale Teologicznym obstawiali ile będzie trwało tym razem konklawe. Duch Święty i jego natchnienie to jedno, ale patrząc na długość ostatnich dwóch wyborów papieży (Benedykta XIV oraz Franciszka) obstawiałam, że wszystko potrwa góra dwa dni. Wiadomo, nigdy człowiek nie zgadnie ile to potrwa, bo równie dobrze głosowania mogły trwać tygodniami, ale te czasy chyba już minęły. Jak się okazało, przeczucie mnie nie myliło.
W środę raczej nie spodziewałam się niczego konkretnego. Wieczorem obejrzałam retransmisję rozpoczęcia konklawe, potem czarny dym. Można się było tego domyśleć. Jeszcze przejrzałam faworytów do objęcia trony papieskiego. Gdzieś tam mignął mi kardynał Krajewski. Nie spodziewałam się, aby ponownie przyszedł czas na papieża-Polaka, chociaż znowu nie było wiadomo, jak powieje Duch Święty.
W czwartek rano zaczepiła mnie na osiedlu przyszywana ciocia z pytaniem, czy wybrali już papieża, bo ktoś już mówił, że tak. Odpowiedziałam jej, że jeszcze nie, ale może już tego wieczoru, może nazajutrz będzie już wszystko wiadomo. Chyba. 
Na uczelnię jechałam czytając dopiero co wydaną w Polsce autobiografię papieża Franciszka zatytułowaną po prostu "Nadzieja". Jak dla mnie jest to znakomite podsumowanie nie tylko pontyfikatu papieża, ale też całego jego życia. Piękna, poruszająca książka, taka od serca, co się czuje podczas lektury.
Podczas zajęć wszyscy byli poruszeni. Chociaż nie mam internetu ani w komórce, ani na laptopie, to mniej więcej wiedziałam co się dzieje w Watykanie z relacji innych. A w Watykanie nie działo się nic. szczególnego - czarny dym zwiastował, że kardynałowie jeszcze nie doszli do porozumienia. To też było do przewidzenia. Po zajęciach na uczelni poszłam do pracy, a po pracy - na "Piekarnik". Tego dnia jednak ksiądz Kris świętował rocznicę swoich święceń kapłańskich z kolegami z rocznika, więc my poszliśmy na wieczorną Mszę do archikatedry.
Msza już trwała, już było po Ewangelii, kiedy z zakrystii wyszedł (chyba) kościelny i żwawym krokiem podszedł do kapłana sprawującego Mszę świętą. "Wybrali" - przebiegło mi po głowie, a moje przypuszczenia zostały potwierdzone chwilę potem przez celebransa. Chwilę potem, po kilkunastodniowej przerwie, w modlitwie po przemienieniu, ponownie modliliśmy się za papieża, choć nawet nie wiedzieliśmy za jakiego. Po okolicy roznosił się przez dłuższy czas donośny dźwięk dzwonów, oznajmujący wybór głowy Kościoła, a na moją komórkę, oczywiście z wyłączonym dźwiękiem, próbował dodzwonić się tata z radosną nowiną. W 1978 roku, ten, który żył z dala od cywilizacji, o wyborze papieża Polaka dowiedział się bardzo szybko podczas zajęć katechetycznych w Domu Katolickim. Ów Dom znajduje się natomiast tuż przy bazylice, w której Wojtyła przyjmował pierwsze sakramenty i kilkadziesiąt kroków od domu, w którym się urodził. Nie wiem, jak to było w innych kościołach, ale w archikatedrze na zakończenie wybrzmiało donośne "Te Deum".
Po zakończonej Mszy udaliśmy się do seminarium, gdzie mieliśmy się modlić za diakonów, którzy dwa dni później mieli przyjąć święcenia kapłańskie. Zamiast tego zgromadziliśmy się w auli, gdzie na ekranie wyświetlano transmisję z Watykanu. Poczułam się niczym w kinie. Trochę to trwało, zanim 268 następca św. Piotra pokaże się wiernym, więc dałam tacie znać, że już wszystko wiem.
W końcu, po niecierpliwym oczekiwaniu, padły te znamienne słowa: "Habemus Papam":
Z niecierpliwością czekałam tych kilka chwil, aż padnie jego nazwisko i chociaż Prevost nic mi nie mówiło, to i tak cieszyłam się na ten wybór. Atmosfera była wyjątkowa - kiedy ogłoszono nazwisko kardynała, który został papieżem i jakie wybrał imię, wszyscy zgromadzeni na auli zaczęli bić brawo, a spora część odpaliła internet, aby zobaczyć kto to jest. Zaś kiedy udzielał swojego pierwszego błogosławieństwa "Urbi et orbi", wszyscy wstali z miejsc. Myślę, że gdybym była w domu, to zachowałabym się zupełnie inaczej. No, ale siła tłumu robi swoje.
Po skończonej transmisji udaliśmy się do kaplicy seminaryjnej na zaplanowaną modlitwę. Każdy z nas na swój sposób przeżywał to, co się przed chwilą stało. Dla większości z nas to trzeci wybór papieża w życiu, dla większości - pierwszy w miarę świadomy. I naprawdę cieszę się, że miałam okazję go przeżyć w takich okolicznościach. I czekam na spotkanie z nim na przełomie lipca i sierpnia.
W seminarium

7 komentarzy:

  1. Witaj pourlopowo Karolinko
    Takie chwile zapamiętujemy na zawsze. Dlatego dobrzeje przeżywać w miłym towarzystwie...
    Dla mnie to już piąty wybór papieża...
    Pozdrawiam zapachem akacji

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo sympatyczna z Was Grupa :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od pojawienia się białego dymu do wyjścia nowego papieża na balkon upływa tyle czasu po to, żeby ludzie z Rzymu i okolic zdążyli dotrzeć na plac :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to dobrze mieć taką grupę życzliwych i podobnie myślących ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie bardzo interesują mnie papieże, ale też byłam ciekawa, jakie nazwisko padnie. Nie wiem, czy w historii papiestwa był już Amerykanin.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, Karolino.

    Zgadzam się z Tobą całkowicie - w grupie raźniej, zwłaszcza w tak sympatycznej, na jaką Wy wyglądacie:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna i pełna emocji relacja — świetnie oddaje atmosferę tych historycznych dni! Cieszę się, że mogłaś to przeżyć wspólnie z innymi, w tak wyjątkowym miejscu. Czytanie autobiografii papieża Franciszka musiało dodatkowo wzbogacić to doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń