Chociaż ksiądz Krzysztof przebywa u swoich przyjaciół w Panamie, to spotkania naszego piekarnika trwają w najlepsze. To głównie za sprawą naszych animatorów, którzy dbają o to, aby tematyka spotkań była różnorodna i wszechstronna, i w razie potrzeby są w stanie poprowadzić je bez udziału duszpasterza. Myślę, że to jest dobre rozwiązanie dla wszystkich - ksiądz nie musi się martwić, że skoro go nie ma, to i nie będzie spotkania, my mamy ciągłość spotkań, a animatorzy zdobywają różne kompetencje miękkie, tak bardzo przydatne w dorosłym życiu. Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego to tak nie działa w Oratorium w mojej parafii. Przecież proboszcz, który jest jego opiekunem (i właściwie nic nie robi), mógłby wyznaczyć 2 - 3 osoby (nie koniecznie mnie, bo raczej nie mam ku temu kompetencji), które by były odpowiedzialne za organizację zajęć dla dzieci. Tak samo jak mógłby rozeznać, kto z nas ma uprawnienia wychowawcy kolonijnego i zgodzić się na organizację półkolonii parafialnych (od biedy mogłabym być ich kierownikiem, bo mam zrobiony odpowiedni kurs, ale wychowawcą też bym nie pogardziła). Przez lata je organizowaliśmy i zawsze był komplet dzieci, a nawet lista rezerwowa. Ale nie, lepiej zorganizować dużo droższy wyjazd dla dzieci do Włoch.
Na ostatnim spotkaniu naszej wspólnoty duszpasterskiej oglądaliśmy odcinek dosyć popularnego serialu "The Chosen" opowiadający o weselu w Kanie Galilejskiej. A następnie dyskutowaliśmy nie tylko o roli Maryi podczas tej historii, ale też o tym, jaką ona rolę odgrywa w naszym prywatnym życiu. Jak dla mnie jest to doskonałe przeniesienie teorii na praktykę tego, o czym uczyła nas jedna z wykładowczyń na zajęciach z Zagadnień kultury współczesnej. Dużo mówiliśmy na nich o tym, jak doskonałą bazą do rozmowy są obejrzane filmy bądź seriale. I to nie tylko na tematy religijne, ale właściwie na wszystkie.
Z rozmowy wynikło, że maryjna pobożność jest bliska sercu właściwie każdego z nas. Wiele osób skupionych w duszpasterstwie odmawia różaniec, w miarę możliwości uczęszcza na nabożeństwa majowe, "uczymy się" tej pobożności od świętych i błogosławionych, którzy nam imponują, a dla których kult maryjny jest bardzo ważny. Dla wielu jest to Pier Giorgio Frassati, dla innych św. Maksymilian Maria Kolbe - czciciel Maryi Niepokalanej, dla jeszcze innych jakieś szczególne miejsce związane z czczonym w nim wizerunku Maryi. Wymieniano tutaj chociażby Częstochowę, Ludźmierz, Leśniów, Piekary Śląskie, Licheń, moją ukochaną Kalwarię Zebrzydowską. Z tego wszystkiego zapomniałam powiedzieć, że w moim mieście też jest szczególny kult figury Matki Bożej Anielskiej Patronki Zagłębia znajdującej się w miejskiej bazylice. Kilkoro z nas należało w dzieciństwie do Dzieci Maryi, gdzie ten kult jest dosyć silny. Ja z kolei jestem związana z parafią, w której posługują księża salezjanie, a tam szczególnie uroczyście obchodzone jest i wspomnienie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (8 grudnia - rocznica założenia pierwszego Oratorium), i Maryi Wspomożenia Wiernych (24 maja), dodatkowo od 24 lat noszę szkaplerz karmelitański, co też w jakiś sposób łączy się z pobożnością maryjną. Każdy z nas też podkreślał, że traktuje Matkę Boską nie jako ktoś na równi z Bogiem, ale jako pośredniczkę w drodze do niego. To trochę tak jak w rodzinie - czasami łatwiej jest nam z czymś przyjść do mamy, niż do taty. Co nie oznacza, że potem tata się o tym nie dowiaduje. Myślę, że tak samo jest z osobami boskimi - mówimy o czymś Matce Bożej, a Bóg Ojciec i tak się o tym dowiaduje. A więc Maryja jest tylko pośrednikiem w tym kontakcie.
Zastanawiać może to, dlaczego w Kościele Katolickim jest tyle tytułów Maryi. Dlaczego nie zwracamy się do Maryi po prostu Maryja? I skąd to się w ogóle wzięło? Mnie też to nurtowało. Na portalu mateusz.pl. znalazłam dosyć ciekawe i wyczerpujące wytłumaczenie tej praktyki:
"W Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK 487) czytamy zdanie: >>Wiara katolicka w odniesieniu do Maryi opiera się na wierze w Chrystusa, a to, czego naucza ona o Maryi, wyjaśnia z kolei wiarę w Chrystusa<<. Dlatego też dogmaty maryjne (Boże Macierzyństwo, Niepokalane Poczęcie, Dziewictwo Maryi, Wniebowzięcie Maryi) naprowadzają nas na wielość >>Imion<<, którymi zwracamy się do Niej lub przez Nią do Boga. W encyklice papieża Jana Pawła II: >>Redemptoris Mater<< (Marka Odkupiciela), poświęconej Maryi, w punkcie 33 możemy przeczytać orzeczenie Soboru Ekumenicznego z Nicei (787 r.) na temat czci obrazów: >>...według nauczania Ojców i powszechnej Tradycji Kościoła wierni mogą czcić razem z krzyżem także wizerunki Matki Bożej, Aniołów i Świętych, w kościołach, w domach i przy drogach<<. Tę starożytną praktykę czci i pobożności maryjnej potwierdził ostatni sobór powszechny - Watykański II. Dlatego >>Maryja Częstochowska, Licheńska, Hodowicka, Piekarska...<< to tytuły poszczególnych wizerunków, wzięte od miejsca szczególnego ich kultu (sanktuaria). W tych wizerunkach ci, którzy kochają Maryję, daną im przez Jezusa Chrystusa za Matkę, po prostu czczą Ją i proszą, by Ona wstawiała się za nimi. Trzeba przy tym pamiętać, że wstawiennictwo Maryi jest całkowicie uzależnione od zbawienia dokonanego przez Chrystusa i czerpie z Jego mocy. Nasza ufność we wstawiennictwo Maryi daje w szczególny sposób wyraz tej tajemnicy, że Bóg posługuje się wybranymi ludźmi, aby obdarzyć zbawieniem innych ludzi.
W kulcie obrazów nigdy nie czcimy danego przedmiotu (obrazu, figury), ale osobę, którą one wyrażają. Ikona bowiem odsyła do osoby, którą przedstawia i uobecnia. Ikony i obrazy (analogicznie tytuły: Róża Duchowna...) wspomagają naszą wiarę, wspomagają naszą wyobraźnię, pomagają nam trwać w modlitewnym skupieniu. Spełniają więc tylko funkcję pomocniczą. Aczkolwiek ta rola jest dosyć znaczna. Wiele wizerunków uznaje się za cudami słynące, bowiem w tych konkretnych miejscach (np. Lourdes, Fatima, Częstochowa) dokonały się (medycznie udokumentowane) cuda. Dlatego też te miejsca są uprzywilejowanymi ośrodkami urzeczywistniania się zbawczego pośrednictwa Kościoła.".
A więc Maryja jest jedna, ma tylko wiele przydomków związanych z jej cechami lub miejscami jej szczególnego kultu. Czcimy Matkę Bożą jako osobę, a nie jako wizerunek przedstawiony na obrazie lub w postaci figury. I Maryja jest tylko pośredniczką w naszej rozmowie z Bogiem.
W sumie to nie wiem co napisać. Przyzwyczaiłam się do postów rękodzielniczych a te na temat kościoła i wiary są mi niejako obce, aż tak wierząca to nie jestem , ale czytam co macie do powiedzenia a nóż coś ciekawego się dowiem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Rozumiem. Chociaż nie wydaje mi się, abym i ja była jakoś specjalnie pobożna. Pozdrawiam
UsuńSęk w tym, że niektórzy oddają cześć figurom i obrazom...
OdpowiedzUsuńjotka
I w tym tkwi problem. Że ludzie przekładają kult przedmiotów ponad kult osób. I taka powstaje bałwochwalstwo. Pozdrawiam
UsuńPiękny wpis o Maryi, kult ten jest bardzo mocny w Polsce , mieliście wartościowe spotkanie,pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Wydaje mi się, że Polska jest jednym z najbardziej rozwiniętych pod tym względem miejsc. Pozdrawiam
Usuń