W zasadzie miało mnie nie być na tym biegu nie być. W końcu wyjazd studyjny pokrywał mi się z nim terminowo. Dlatego kiedy organizator sam do mnie napisał, czy w tym roku będę i im pomogę, z ciężkim sercem odmówiłam. Potem jeszcze Baca pisał do mnie czy będę, ale też odpisałam mu, że niestety nie.
Jednak, jak wiecie z poprzedniego postu, wyjazd nie doszedł do skutku, w związku z czym miałam wolny weekend. Na zapisywanie się na zawody do Słubic(a konkretniej na III Rundę Paralekkoatletycznego Grand Prix) było już za późno. Dlatego nie oczekując niczego wielkiego w ubiegłą sobotę postanowiłam napisać do organizatora Górskiego Biegu Frassatiego wiadomość z zapytaniem, czy nie znalazłoby się jakieś zajęcie na imprezie dla jednej zabłąkanej owieczki(w sumie, zważając na to, że wszystko działo się w Beskidzie Żywieckim, to określenie to nie było takie całkiem głupie). Niemal od razu dostałam jasną i konkretną odpowiedź - "Przyjeżdżaj".
Jednak, jak wiecie z poprzedniego postu, wyjazd nie doszedł do skutku, w związku z czym miałam wolny weekend. Na zapisywanie się na zawody do Słubic(a konkretniej na III Rundę Paralekkoatletycznego Grand Prix) było już za późno. Dlatego nie oczekując niczego wielkiego w ubiegłą sobotę postanowiłam napisać do organizatora Górskiego Biegu Frassatiego wiadomość z zapytaniem, czy nie znalazłoby się jakieś zajęcie na imprezie dla jednej zabłąkanej owieczki(w sumie, zważając na to, że wszystko działo się w Beskidzie Żywieckim, to określenie to nie było takie całkiem głupie). Niemal od razu dostałam jasną i konkretną odpowiedź - "Przyjeżdżaj".
![]() |
| Śliczne te medale |
To był kolejny dzień, kiedy pora wstania z łóżka mijała się z ludzkim rozsądkiem. Ale z drugiej strony, pociąg odchodzący z dworca głównego w K-cach o 5:55 był jedyną szansą na dotarcie do Bielska-Białej, a stamtąd do Międzybrodzia Bialskiego w miarę na czas. Co prawda mogłam jeszcze jechać autobusem o 5:05, jednak mój organizm skutecznie zbuntował się przeciwko pobudce o godzinie 3:00 rano. Został więc pociąg, który teoretycznie odjeżdżał przed 6:00. Piszę "teoretycznie", ponieważ w praktyce odjechał on jakieś 20 minut później bez słowa wyjaśnienia*. Później jeszcze stał chwilę przed Czechowicami-Dziedzicami, aż w końcu, spóźniony ok. półgodziny, wjechał na bielski peron. Szybko przedostałam się na Dworzec Autobusowy, z którego miałam dojechać do Międzybrodzia Bialskiego. Oczywiście, upatrzony przeze mnie autobus już dawno odjechał. Nie pozostawało mi nic innego, niż poczekać na kolejny. Na szczęście następny jechał przed 9. Aby nie marnować czasu wyciągnęłam z plecaka książkę i usiadłam na ławce, aby pogrążyć się w jej lekturze.
Kiedy autobus podjechał na stanowisko, wsiadłam do niego. Po chwili za oknami przesuwały się malownicze obrazy, najpierw Bielska-Białej, a następnie otaczających ją miejscowości i tego, co Lolki lubią najbardziej, czyli gór. Trochę mnie zaskoczył wielki remont drogi, zwłaszcza że, jak to określił kierowca - "To wszystko na razie jest na >>W imię Ojca<<"(czyli na początku prac).
Na miejsce dotarłam ciut spóźniona. Kiedy wychodziłam z autobusu biegacze akurat skręcali w trasę prowadzącą w góry. Nawet wyszukiwałam wśród nich czupryny bacy - bezskutecznie. Najszybciej jak tylko mogłam udałam się w miejsce, z którego od czterech lat startują i gdzie finiszują biegacze. Niemal od razu natrafiłam na organizatora, który skierował mnie do strefy medalowej. Na początku trochę się obawiałam, że zostanę stamtąd przegoniona, na szczęście dla mnie okazało się, że w pobliżu są praktycznie sami starzy znajomi.
Na początku trochę sobie pogadałam z panią ochroniarz, którą również znam z poprzednich edycji biegów. Tak naprawdę nie spodziewaliśmy się nikogo z biegaczy szybciej niż po 2 godzinach. Dlatego jakież było nasze zdziwienie, kiedy po zaledwie 1,5 godziny dotarła do nas informacja, że pierwszy zawodnik już się zbliża do mety. Trzeba było w błyskawicznym tempie rozłożyć wszystkie medale, bo za pierwszym biegaczem, zazwyczaj jest drugi, potem kolejny i kolejny. I tak naprawdę to oni szybciej wbiegają na metę, niż my nadążamy z medalami...
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
Rozkładałam medale, ale uważałam też na to, czy spiker nie oznajmia, że oto Baca przekracza linię mety. Jednak nie było o nim ani widu, ani słychu. W końcu wszystkie medale zostały rozłożone na stole dzielonym z redakcją Gościa Niedzielnego, a ja mogłam założyć czapkę z daszkiem(jednak tego dnia było nieco słonecznie) i iść pomagać przy rozdawaniu medali.
Szczerze powiedziawszy, to coraz bardziej się niepokoiłam tym, że Baca jeszcze nie dobiegł na metę... I nagle słyszę za sobą:
- Lolek? A co ty tutaj robisz? Przecież miało cię nie być.
Odwróciłam się i zobaczyłam zmierzającego w moją stronę Bacę. Spryciarz, zapisał się dla medalu, a jak przyszło co do czego to zdezerterował robić zdjęcia zawodnikom...
- Taka mała zmiana planów - wyjaśniłam, czując jego dłonie na moich barkach.
- Ale jak pytałem jeszcze w wtorek Wojtka to mi powiedział, że cię nie będzie...
Chyba sama bym zapomniała o jednym wolontariuszu, gdybym była organizatorem takiego biegu. A swoją drugą, to boję się nawet pomyśleć, o czym oni jeszcze ze sobą rozmawiają przy okazji.
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
Kolejne minuty mijały, na mecie pojawiali się kolejni biegacze, a medali stopniowo ubywało. W zasadzie na mecie każdy dostawał nie tylko upragniony medal, ale i gratulacje za ukończenie biegu. Należą im się, w końcu to 21,8 km w górskim terenie, a i temperatura tego dnia była nie najniższa. Jak sobie przypomnę edycję biegu z 2020 roku, kiedy lało i tak wiało, że aż wszystko fruwało, to myślę, że ta sobota była całkiem względna.
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
Chwilę po przekroczeniu przez ostatniego zawodnika linii mety nastąpiło to, na co wszyscy, a w szczególności najszybsi tak bardzo czekali - dekoracja najszybszych zawodników w poszczególnych kategoriach. Co prawda razem z Bacą i jeszcze jednym redaktorem z Gościa Niedzielnego zbieraliśmy banery(a przy tym tłumiłam ataki kaszlu, co by nie wzbudzać w nich złości), ale kątem oka spoglądałam co się dzieje na podium. A działo się sporo - zwłaszcza, że zwycięzca biegu ustanowił nowy rekord biegu: 21,8 km pokonał w zaledwie 1 godzinę i 34 minuty. Jak tego dokonał? Nie mam pojęcia. Na podium pojawili się również duchowni, którzy mieli osobną kategorię biegową.
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
- Szkoda, że nie dałaś mi znać, że będziesz - usłyszałam w pewnym momencie Bacę. - Przyjechałbym samochodem, a teraz podrzuciłbym cię do Bielska. Zaraz się podpytam, czy ktoś nie jedzie w tamtym kierunku...
No, ręce mi opadły. Naprawdę, dałabym sobie radę. Są jeszcze autobusy podmiejskie. Co prawda przez ten cały remont dróg bardziej się wleką niż jadą, uznajmy to jednak za siłę wyższą. Ale Baca tak długo molestował innych, że załatwił mi podwózkę nie tyle do Bielska - Białej, ile do samych K-wic. Szaleństwo!
Zmęczona, ale szczęśliwa wróciłam do domu. Na pamiątkę dostałam jeszcze ten sam medal, co biegacze, czapkę z daszkiem oraz opaskę do biegania. I komentarz Bacy, że widzimy się najpóźniej na sierpniowym "Biegu Zbója"😀 i żebym doleczyła ten kaszel(a jednak go usłyszał). Dobrze, że nie przebrałam spodni na krótkie, bo jeszcze skomentowałby moje siniaki na kolanach we wszystkich kolorach tęczy.
* Co prawda pociąg, którym wracałam w czwartek z pogrzebu miał ok 70 minut opóźnienia, ale maszynista i wyjaśnił okoliczności i przeprosił za sytuację.













