Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 21 czerwca 2015

O kroku w przód i trzech w tył

Coraz częściej zastanawiam się, czy warto się starać i robić różne na pozór niemożliwe rzeczy, skoro zawsze znajdą się ludzie, którzy zepchną nas na margines życiowy, tylko dlatego, że komuś się coś wydaje. I czy gdybym była pełnosprawna, to czy byłabym bardziej brana pod uwagę przy organizacji wielu parafialnych przedsięwzięć? Pewnie tak. Pewnie w scholi miałabym częściej mikrofon(w tym roku byłam przy mikrofonie zaledwie na czterech majówkach, a na Mszy świętej ostatni raz miałam go w kwietniu zeszłego roku), dawali by mi czytania, a mój czynny udział w festynach i festiwalach byłby pewniakiem. Ale jest inaczej i to boli. Boli tym bardziej, że słyszę to od osób, które przez X lat powinny mnie już na tyle poznać, że wiedzą, że bardzo dużo rzeczy potrafię zrobić. Chciałam być animatorką na parafialnych półkoloniach - byłam, uparłam się na kurs wychowawcy kolonijnego - zrobiłam, na uczelni potrzebowali wolontariatu na międzynarodowe seminarium naukowe - zgłosiłam się. Więc dlaczego na festynie parafialnym mieli ale? Jeszcze gdyby twierdzili tak na podstawie jakiejś sytuacji, to może bym to zrozumiała. Ale tłumaczenie typu "bo możesz sobie nie dać rady" całkowicie do mnie nie dociera. Bo to są tylko domysły. Wiem, że przez moje schorzenie, w tym atetozę, wiele czynności robię wolniej, ale robią. Czasami nawet wolniejsze wykonanie danej czynności jest lepsze, niż szybsze, bo dokładniejsze. Poradziłabym sobie, w czasie, gdy pani B. odeszłaby na chwilę od loterii. To nie sztuka podać komuś kulę z losami, potem nagrodę, a na końcu wrzucić pieniądze za los do kasetki. No, ale nie. Nie napala to optymizmem, bo jak mam w przyszłości znaleźć pracę, skoro osoby które wydawałoby się doskonale mnie znają, nie dają mi się wykazać? Już przeżyję to, że na festiwalu piosenki maryjnej też nie pomyśleli, żeby mnie czynnie zaangażować, bo po co dawać coś kalece? Przecież ona i tak nie zrobi nic dobrze. Ech, pocieszające jest to, że nie wszyscy tak myślą. Ale co z tego, skoro zrobię krok w przód i kilka w tył. Dziwi mnie to, że ludzie widzą też chęć pomocy od pełnosprawnych, a w stosunku do mnie zdają się mieć klapki na oczach. Nawet nie pomyśleli, żeby mnie poinformować mnie o zebraniach w sprawie festynu, a potem się dziwią, że bardziej wolę parafialną wspólnotę! Ale przynajmniej ona o wszystkim mnie informowała, nawet rok temu to od nich wiedziałam o zebraniach w sprawie festynu. A teraz cisza.

To nie jest tak, że jestem wściekła na niektórych ludzi, bo ze wszystkimi staram się żyć w zgodzie. Ale czasami zastanawiam się, dlaczego ludzie ciągle widzą we mnie zupełnego nieudacznika, który nic nie potrafi i do niczego się nie nadaje. Dlaczego dzielą innych na równych i równiejszych? Dlaczego czegoś nie sprawdzą, tylko z góry zakładają, że nie-da-się? A może po prostu to ja za dużo od nich wymagam? Bo jedyne czego chcę, to aby traktowali mnie na równi z innymi?

Festyn niezbyt się udał, wszystko przez pogodę. Święty Iksiński(bo nadal nie wiem kogo mam szukać) tym razem nie pomógł i jak lunęło, to klękajcie narody. Ale za to po raz kolejny poczułam, że są osoby, które naprawdę mnie akceptują taką, jaka jestem.

3 komentarze:

  1. Nasz Jacek , w kościele również nie może według księdza służyć do Mszy ( czyli być ministrantem) bo jak to określił, " może sobie nie poradzić". Natomiast w Warszawie u Oblatów, służy do każdej Mszy, i świetnie się spisuje. Tam w stolicy nikogo nie interesuje " co powiedzą ludzie"
    Ty pewnie również świetnie byś sobie poradziła, i jestem tego pewna na 100%.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś świetną, zaangażowaną młodą kobietą. Kto tego nie widzi to .... ach szkoda gadać. Popraw koronę i walcz dalej:))

    OdpowiedzUsuń
  3. podpisuję się pod Inną Mamą - popraw koronę i zasuwaj

    ps. jak to masz napisane u góry "wszyscy jesteśmy niepełnosprawni"... nie szukaj winy w sobie!!!

    włącz sobie Dżemowe Do przodu - i idź zawsze do przodu!!!

    OdpowiedzUsuń