Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 26 lutego 2017

Lubię góry

ZIMOWA GÓRSKA CISZA
Ośnieżone szczyty napawają nostalgią,
Skrzypiący pod butami śnieg
sprzyja cichej modlitwie,
Wydobywającej się z moich warg,
wraz z parą z ust przy każdym słowie.
Zaś zimne powietrze przy każdym wdechu
wiąże moje płuca, niczym sznur ręce skazańca.
Zmniejszając siły do dalszej wędrówki.
Ale ja kroczę,
nie poddaję się,
chcę wyjść na samą górę,
Która jest nie pierwszą i nie ostatnią
W moim życiu.

Wędrówki górskie lubiłam od zawsze. Czułam się tam bliżej Boga i natury. W albumach mam zdjęcia, w których jako kilkuletni brzdąc wspinam się na położony nieopodal Wadowic Leskowiec, tą samą górę, na którą w czasach swojego dzieciństwa wchodził sam Karol Wojtyła. Zresztą do dzisiaj lubię ją zdobywać. Potem po piątej klasie zostałam wytypowana przez szkołę do wyjazdu organizowanego przez miasto do Rabki. Tam razem z pełnosprawnymi rówieśnikami zdobywałam okoliczne szczyty. A potem były Bieszczady, Beskidy, Tatry. Moje ograniczenia ruchowe zdawały się nie istnieć. A może inaczej - istniały, ale nie przeszkadzały mi tak bardzo we zdobyciu każdego szczytu. Przez wiele lat jeździłam na zimowe obozy sportowe do Ośrodka Przygotowań Paraolimpijskich w Wiśle. Tam, jednym z punktów treningu, było wbiegnięcie na jeden z okolicznych szczytów Stożek(979 m.n.p.m.) i zbiegnięcie z powrotem do Ośrodka. W sumie około 15 kilometrów w obie strony, co dla ludzi z ograniczoną sprawnością stanowiło nie lada wyczyn. Oczywiście każdy biegł w swoim tempie, coby po drodze nie paść i nie potrzebować pomocy np. GOPR. Dzięki temu wszyscy przebiegli ten odcinek, chociaż potem do końca obozu nie mieliśmy na nic siły.
Wczoraj ponownie zawitałam do Wisły, tym razem nie z klubem sportowym, a z innymi wolontariuszami tegorocznych półkolonii w ramach zapłaty. I znowu przyszło zmierzyć mi się z moim ukochanym Stożkiem, tym razem jednak na spokojnie, bez żadnego pośpiechu. Po dziesięciu latach mogłam na nowo delektować się pięknem Stożka. Chociaż w mieście śnieg już stopniał, góry były pokryte jego obfitą czapą. Czyli czymś, co kocham najbardziej, bo przy każdym kroku słychać ten piękny, charakterystyczny dźwięk. Coś pięknego!
W dodatku towarzystwo było wyborne. Ksiądz ze złamaną ręką(biegał dla zdrowia podczas rekolekcji) i 14 młodzieży, żyjącej bardziej dla innych, niżby dla siebie samych. Było dużo śmiechu i zabawy. Zwłaszcza po  posiłku w jednych z lokalnych karczm. Jeżeli będziecie szukać jakiejś smacznej jadłodajni w Wiśle, to polecam Karczmę Drewutnia. Co prawda trooochę na uboczu(za to blisko słynnej Wisły-Malinki), ale za to ma smaczne jedzenie w miarę przystępnych cenach, co widać na zdjęciach obok. Naprawdę można było się najeść do syta. Cała karczma stylizowana jest na góralską nutę, w naszej izbie paliły się polana w kominku, co zapewniało nam względne ciepło. W dodatku mieliśmy całą salę tylko dla siebie, dzięki czemu po posiłku mogliśmy pograć sobie w "mafię". Wyeliminowanie księdza w pierwszej rundzie było boskie. Za to ja za każdym razem wytrwałam do końca. No, ale czy na prawdę wyglądam na kogoś, kto należałby do mafii: 
Jedyny widoczny dowód na to, że byłam na tej wycieczce
Karczma w całej swojej okazałości
Naprawdę moglibyśmy tak siedzieć do końca świata, ale przyszedł czas na powrót do domu. Zwłaszcza, że ostatni bezpośredni pociąg do naszego miasta był po 17. A przecież musieliśmy jeszcze do niego dojść. Trochę zmęczeni ruszyliśmy przed siebie. Nie wiem co sobie myśleli przechodnie, kiedy widzieli grupkę rozkrzyczanej młodzieży. W każdym razie ciekawie oglądali się za siebie. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy na peron, na który wkrótce wtoczył się pociąg do Częstochowy. Grzecznie zapakowaliśmy się do środka i zajęliśmy miejsca. O ile podróż w jedną stronę upłynęła mi pod znakiem czytania:
o tyle w drodze powrotnej nastąpiła pełna integracja grupy i graliśmy np. w tabu, albo w "Jaka to melodia". Tutaj gratulacje dla współpodróżnych, że nas nie wyrzucili na pierwszej lepszej stacji, bo nasze śmiechy i chichy słychać było dosłownie w całym pociągu przez całe 2 godziny podróży. Po przyjeździe na stacje zaś zostałam podwieziona pod dom przez jednych znajomych. Sami z siebie mi to zaproponowali.
To był naprawdę wspaniały dzień. Szkoda, że tak rzadko mamy okazję gdzieś wyjechać jako wspólnota, pobyć razem, zintegrować się. Co prawda na początku kwietnia jest organizowany wyjazd na Misterium Męki Pańskiej do Krakowa, ale i one straciły swój dawny urok. Jeszcze 5 - 6 lat temu takie wyjazdy związane były ze zwiedzaniem miasta, czuło się tą jedność i wspólnotę. A teraz... teraz wszystko jest robione na szybko, byle tylko do McDonalda na hamburgera zdążyć. Wiecie, jako studentkę turystyki i rekreacji oraz turystyki religijnej drażni mnie takie zachowanie. Ale co ja mogę...
Mam też jedno postanowienie - jak zrobi się ciepło robić sobie wypady w góry. Wisła, Ustroń, Skoczów - to jest coś dla mnie!

8 komentarzy:

  1. Ale fajnie ;) Ja również znam Stożek i to bardzo dobrze. Dawno tam nie byłam :) Może jak mała podrośnie to się wybiorę :D Wisła jest piękna ale mój rodzinny Ustroń piękniejszy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele pełnosprawnych osób nie żyje tak intensywnie i pięknie jak Ty.
    Zgadzam się z Tobą Karolinko, w górach jest się bliżej Boga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Góry są piękne, to prawda ale ja się tam nie nadaje, bo bardzo trudno mi jest po nich chodzić. Ja jak mam wejść pod górkę to dostaję zadyszki, a co dopiero zdobywać szczyty. Choć, zazdroszczę tym, co mogą to czynić. Jednak, żeby nie było w minionym roku "zdobyłam" Jaworzynę Krynicką - wjeżdżając tam kolejką - a co. Jak byłam, to trzeba było skorzystać!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajna wycieczka! Pozdrawiam!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham góry czy to latem czy zimom Wędrówki górskie zaszczepili mi Rodzice pamiętam co roku w wakacje jeździliśmy na wczasy i po górach tylko nie zwiedziliśmy świętokrzyskich i Bieszczad ale to ze swoimi dziećmi nadrobię :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Karolinko, to prawda - w górach czuć bliskość Boga. Ale myślę, że Ty przebywasz w Jego obecności zawsze i wszędzie...
    Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Karolino, naprawdę podziwiam Twoją miłość do gór, takich wycieczek i dążenia do celu. Piękna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobnie jak Ty kocham góry. Mam wrażenie, że jestem bliżej Boga ale podziwiam również potęgę gór.
    Cieszę się, że miło spędziłaś dzień i na dodatek w doborowym towarzystwie.
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń