Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Tour de nerwy

Po raz kolejny na trasie kolarskiego wyścigu Tour de Pologne znalazło się moje miasto. Co więcej, to właśnie w nim był finisz drugiego etapu sportowych zmagań. Dekoracja, bannery na barierkach przy linii tramwajowej, specjalnie ustawiona scena i pomieszczenie dla obsługi, podium dla zwycięzców, promocja dla miasta, uśmiechnięte hostessy... Wszystko ładnie i pięknie, tylko dlaczego w tym całym przedsięwzięciu najmniej pomyślało się o przeciętnym Kowalskim, który nie ma samochodu, a chce wydostać się z miasta? Z informacji zamieszczonych na stronie urzędu miasta wynikało, że ruch na głównej ulicy zostanie wstrzymany dopiero od 11. Ucieszyłam się, ponieważ praktyki mam w Katowicach dopiero od 9. Dlatego zaplanowałam tradycyjnie przed 8 wsiąść w autobus do Katowic. Jednak kiedy doszłam do przystanku okazało się, że ostatni autobus odjechał... godzinę wcześniej. KZKGOP co  prawda wywiesiła lakoniczną informację, ale że Lolek do gigantów nie należy, więc jej nie doczytał. No nic, puściłam się biegiem na stację kolejową. Po drodze dowiedziałam się, dlaczego ruch do Katowic został wstrzymany tak wcześnie, co przestało mnie już dziwić:



Ekipa montażowa za wcześnie przyjechała i zdezorganizowała zamierzone plany. Ale z drugiej strony musieli wyrobić się przed "Nutellą mini Tour de Pologne". Na szczęście akurat jechał pociąg do Katowic, więc nie było źle. Co prawda serce zaczęło mi mocniej walić, kiedy zobaczyłam stację końcową(po prostu pomyliłam dzielnice Katowic), okazało się jednak, że jest ona właściwa. Potem już tylko musiałam przejść się na odpowiedni tramwaj i już byłam na miejscu. Spóźniłam się zaledwie 5 minut, ale w tej sytuacji było to całkowicie zrozumiałe. Wracałam też pociągiem. Nasz dworzec daje dużo do życzenia, szczególnie jeśli chodzi o perony, jednak raz na jakiś czas da się przeżyć. Myślałam że pociągi będą normalnie kursować, tym czasem mieliśmy przymusowy, półgodzinny postój w Sosnowcu, ponieważ trasa wyścigu biegła przez jedno z przejazdów kolejowych. Reakcja konduktora - K... mać! To co oni ścigają się po torowisku? Ja rozumiem, że zamknęli ulice, bo kolarze po nich jadą, ale żeby wstrzymywać pociągi? - bezcenna. Tym sposobem z sporym opóźnieniem dotarłam do stacji docelowej. Zdążyłam jakimś cudem jeszcze wstąpić do banku po pieniądze, dziwnym trafem nie było w nim ludzi, a że byłam w centrum, to poszłam pooglądać sobie kolarskie zmagania. Akurat kończyli okrążać pierwszą pętlę. Czyli jeszcze mieli przed sobą cztery. Usadowiłam się w dogodnym miejscu, z którego wszystko widziałam zarówno na żywo, jak i na ustawionym telebimie. Na ostatnim okrążeniu emocję wzięły górę. Wszyscy czekali na peleton, a tutaj na mecie pojawiło się raptem... kilku zawodników. Gdzie reszta? Jednak zerkając na telebim wszystko okazało się jasne, dosłownie tuż przed metą, podobnie jak kilka lat temu doszło do kraksy. I znowu nerwy, czy ktoś nie ucierpiał. Oj, coś Dąbrowa nie lubi tych kolarzy.  A może znak, że tego typu impreza nie powinna się u nas odbywać?









4 komentarze:

  1. Karolina nie wiedziałam,i że piszesz do Wiadomości24.pl, też się tam pisało ale to historia:-(. Niestety zawsze tak jest w organizacjach tego typu imprez, że jest dużo niedopatrzeń, i potem weź się człowieku i nie denerwuj! Znam to, u nas teraz kopią pod internet i co? liczą się tylko oni, a że przejść nie ma gdzie - kto by się martwił.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, bardzo często dużo bardziej od człowieka liczą się pieniądze. Osobiście bardzo lubię zmagania Tour de Pologne, zarówno te widziane w telewizji, jak i na żywo. Zdenerwowała mnie jedynie komunikacja, a mianowicie brak precyzyjnej informacji co do możliwości wyjechania z miasta, a raczej jego braku. Bo co innego przygotować się na pewne utrudnienia, a co innego żyć ze świadomością, że jeszcze zdąży się wsiąść do tego, czy innego autobusu. Na szczęście jest linia kolejowa, ale tak jak piszę, przez tą niewiedzę musiałam do niej dobiec, a tak wyszłabym wcześniej z mieszkania i spokojnie bym doszła do stacji. Bo ja rozumiem, że trzeba zamknąć ulice, ale niech zarząd komunikacyjny zrozumie też nas.
      Również pozdrawiam

      Usuń
  2. Gratuluję artykułu w Wiadomościach24.pl- przejrzysty, konkretny i z biglem. Świetnie się czyta:) Co do paraliżu komunikacyjnego przy takich imprezach - w pełni rozumiemy czym to pachnie. Nas parę razy w roku "nękają " różnej maści maratony. Ale,że kibicujemy, a czasem nawet startujemy, to też staramy się nie tracić humoru z okazji dodatkowych, transportowych "atrakcji":))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za gratulacje. Jest w nim kilka błędów i niedociągnięć, ale mam nadzieję z czasem się wyrobić. Z tego co wiem, to w stolicy też tętni życie sportowe, i to chyba nawet częściej niż u nas. Mam nadzieję, że Wojtek czerpie samą radość zarówno z kibicowania jak i startów. Dla takich emocji warto raz na jakiś czas przeżyć paraliż komunikacyjny.
      Pozdrawiam

      Usuń