Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 12 marca 2016

Wyjazd w formie protestu

Jutro jak prawie co roku pojadę wraz z moją parafią na Misterium Męki Pańskiej rozgrywające się w Wyższym Salezjańskim Seminarium Duchowym w Krakowie. Temat przewodni jest jakże na czasie - Boże Miłosierdzie. Bo istotą przedstawienia jest to, że w każdym roku, chociaż przedstawia jeden temat(męczeńską śmierć Syna Bożego), to jednak za każdym razem obsadzona jest w innej scenerii. I tak na przykład w zeszłym roku Męka Pańska przedstawiona była w kontekście wydarzeń z Kany Galilejskiej(pisałam o tym >>tutaj<<). Jak będzie w tym roku - napiszę w innym poście.
Zapisałam się na wyjazd trochę "w ciemno". Jak już wiele razy tutaj wspominałam, uczęszczam na zajęcia do szkół policealnych, a one wypadają w weekendy. Z drugiej jednak strony po otrzymaniu wiadomości o wycieczce rozmawiałam z osobą za nią odpowiedzialną. Akurat był środek stycznia, nie wiedziałam więc jak będzie wyglądał mój plan zajęć w przyszłym semestrze. W odpowiedzi usłyszałam, że lepiej się zapisać i później zrezygnować, niż się nie zapisać i wcale nie mieć możliwości wyjazdu. Tak też zrobiłam. Jakiś czas potem dostałam terminarz zjazdów w tym semestrze i niestety okazało się, że 12 i 13 marca mam zajęcia. Postanowiłam jednak nie rezygnować z wyjazdu, bo notatki zawsze mogę przepisać, przedstawienia zaś nie obejrzę. 
Kiedy zobaczyłam plan zajęć na jutrzejszy dzień, utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. Bo jutro są... podstawy prawa pracy. Do samego przedmiotu jako tako nic nie mam, ale do prowadzącej i owszem. Ja chyba czegoś w tym wszystkim nie rozumiem. Mamy powiedzmy 5 godzin lekcji. Zawsze siedzimy do końca. Jeszcze gdybyśmy bez przerwy mieli zajęcia to ok., jeszcze bym to jakoś zdzierżyła. Tymczasem zdarza się, że przez pierwszą godzinę, a potem jeszcze gdzieś w środku zajęć, babka gada o przysłowiowej dupie-Marynie. O tym, że uchodźcy zabiorą nam pracę, albo że dostają wyższe socjale niż Polacy, że papież jest be, bo nakazał przyjmować uchodźców, że jakaś Bułgarka przepowiedziała to wszystko, że Tupolew musiał zostać zestrzelony, bo jego kawałki są na takim dużym obszarze(czyżby myślała, że leciał z prędkością 100 na godzinę? chyba wagarowała na lekcjach fizyki), a do prezydenckiego samochodu podłożono bombę. A tak w ogóle to nieobecnym na zajęciach z podstaw prawa pracy ciężko będzie zdać egzamin zawodowy. No tak, tylko dlaczego samych treści przedmiotu jest tak mało? Przecież na zawodowym nikt nie będzie nas pytał o Syryjczyków, albo prezydenckiego Tupolewa! 
Rozumiem, przerwę pomiędzy zajęciami dla odprężenia, ale gadania przez półtorej godziny nijak nie mogę zdzierżyć! Przecież to czyste marnowanie czasu! Gdyby tak kończyła wcześniej, to większość z nas byłaby bardziej zadowolona. A to oczywiście jest realne. Wystarczy tylko chcieć. Ewentualnie te swoje poglądy mogłaby przenieść na koniec zajęć. No tak, ale wtedy wszyscy by jej uciekli i nie miałaby komu obić wody z mózgu...
Tydzień temu w ramach buntu wyszłam wcześniej. Podejrzewam, że niewiele straciłam. Jutro też nie będę. Paradoksalnie bardziej mi żal nieobecności na postępowaniu w administracji, gdzie treści są o wiele bardziej skomplikowane. Ale przynajmniej coś robimy. Aha, i uwaga że nie zdam egzaminu końcowego też mnie jakoś nie wzrusza. Wystarczy poczytać notatki - i tak nigdy ich nie rozwija, omawia itp.

6 komentarzy:

  1. Karolino, czytałam Twój wpis o snach. I chyba domyślam się jaki jest Twój problem. Też to przerabiałam i... Mogę Cię tylko zapewnić że to co przeżyłaś/przeżywasz jest całkowicie normalne i nawet to mieści się w Bożym planie. Ale do zaakceptowania takich rzeczy, których nie można zmienić trzeba dojrzeć, a tu nic na łapu-capu.
    A co do tej pani... Zacytuję tylko klasyka: "Być magistrem a być mądrym to dwie różne rzeczy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niby wiem że pewnych rzeczy nie zmienię, a jednak podświadomość robi swoje. Co do babeczki, jest specyficzna, ale na to chyba nie mamy wpływu. Po prostu trzeba zagryźć zęby i wytrzymać te 6 zjazdów :). Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ciekawa z Ciebie osoba. Warto pamiętać, że jesteśmy młodzi i coś od życia nam się należy. Więc jak od czasu do czasu powagarujesz sobie to nic złego Ci się nie stanie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, każdy mi mówi, że małe wagarki od czasu do czasu nie są złe, a wręcz przeciwnie - pozwala odpocząć i nabrać sił. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.

      Usuń
  3. A co do podstaw prawa pracy, to te rzeczy, których uczycie się teraz, za rok będą już nieaktualne - tak to się zmienia w naszym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząca Duszo - prawda jest taka, że każdy to wie, ale nie każdy przyjmuje to do swojej wiadomości

      Usuń