słońce w maju wcześnie wstaje.
A na kwiatach w stu kolorach,
pszczoły brzęczą do wieczora.
Sieje nutki nasz skowronek,
dni są złote i zielone...
Szczerze powiedziawszy nie pamiętam, kto jest autorem tego pięknego wiersza o maju, który był zamieszczony w moim podręczniku do języka polskiego w pierwszej klasie szkoły podstawowej, pamiętam za to, jak dwadzieścia lat temu recytując go przed całą klasą 1 B otrzymałam z niego ocenę celującą. A było to tak.
W klasach 1 - 3 chodziłam do szkoły masowej mieszczącej się na moim osiedlu. Chociaż intelektualnie nie odbiegałam od moich rówieśników, to jednak z powodu mojej niepełnosprawności miałam mieć program nauczania dostosowany do moich możliwości. Ponieważ, jak już wielokrotnie wspominałam, mam problem z motoryką małą(zresztą z tą dużą też), nauczycielka niejako przymykała oko na to, że nie piszę w zeszytach na lekcjach tyle, ile moi rówieśnicy, odpuszczała mi też recytacje wierszy, bo przecież "to to niewyraźnie mówi i pewnie się zmęczy, kiedy będzie mówić takie powiedzmy "Abecadło" Juliana Tuwima"... Z tym pierwszym pozwoleniem się zgodziłam, wszak do dzisiaj nie jestem w stanie napisać ręcznie wypracowania, ale z recytacją wierszy już nie. Tym bardziej, że w przedszkolu zawsze dostawałam coś do powiedzenia na akademiach. Fakt, przedszkole było specjalne, ja zaś błyskawicznie się uczyłam i miałam bardzo dobrą pamięć, ale z drugiej strony zawsze mogli mnie nie brać do tych przedstawień, argumentując to niewyraźną mową.
Rozumiecie sytuację - ambitne dziecko, które z jednej strony już na początku zerówki umiało czytać ze zrozumieniem, a z drugiej strony było dosłownie więźniem własnego ciała. Ale ja wiedziałam z lat przedszkolnych, że jestem w stanie tak jak inni wyrecytować z pamięci kilka wersów poezji. Czekałam tylko na odpowiedni wiersz.
Tym wierszem okazał się właśnie powyższy "Maj"(tytułu nie pamiętam dokładnie, więc na potrzeby tej notki taki właśnie przyjmijmy). Łatwy, wpadający w ucho, wręcz idealny do recytacji. Dzieci z mojej klasy miały się go nauczyć na najbliższe zajęcia z języka ojczystego(a były to jeszcze czasy, kiedy w klasach 1 - 3 był polski i matematyka, a nie nauczanie zintegrowane). Karolinka po powrocie koło godzin południowych do domu i zjedzeniu obiadu grzecznie usiadła do książki i w mig nauczyła się go całego na pamięć. Jeszcze wieczorem wyrecytowała go przed tatusiem i już była gotowa jak inni zdać go pani nauczycielce.
Klasa była dosyć liczna, co zresztą widać na zdjęciu w >>tym<< poście, toteż samo odpytywanie trochę trwało. Tym bardziej, że nie wszyscy się nauczyli. Kiedy przyszła pora na mnie, nauczycielka tradycyjnie pominęła moje nazwisko i przeszła do kolejnego. Jednak zanim tamta osoba wstała, ja zdążyłam to zrobić. Zanim pani zdążyła zareagować, ja już po swojemu recytowałam ten króciutki wiersz. W klasie panowała wzorowa cisza i tylko ptaki ćwierkały za uchylonym oknem. Taki stan trwał jeszcze przez krótką chwilę, aż nauczycielka powiedziała tylko 2 słowa: Pięknie. Celujący. Była to jedyna taka ocena wystawiona tego dnia za recytację w naszej 1 B. Od tej pory byłam pytana z wierszy jak każdy inny pierwszo, drugo, trzecioklasista.
Sam "Maj" wrył mi się zaś w moją pamięć i siedzi w niej po dzień dzisiejszy...
Pozdrawiam Was kichająco - alergicy powinni wiedzieć co mam na myśli 😉
Pozdrawiam Was kichająco - alergicy powinni wiedzieć co mam na myśli 😉
Dzielna Mala! Pokazala nauczycielce, ze nie pomija sie nikogo, nawet w najlepszych intencjach.
OdpowiedzUsuńOd małego się miało tzw. charakterek
UsuńAle mieliście fajne kokardy:-)
OdpowiedzUsuńWiersza nie kojarzę, ale ładny, musiał wyjątkowo przypaść Ci do serca, skoro pamiętasz do dziś:-)
Każda klasa w szkole na ślubowaniu miała inny kolor kokardy, żebyśmy się czymś wyróżniali.
UsuńA wiersz jest jednym z tych, które potrafiłabym wyrecytować o każdej porze dnia i nocy :D
Ja też nie znam tego wiersza, a muszę przyznać, że fajny. Gratulacje odwagi, super że się nie poddałaś. Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego wypoczynku.:)
OdpowiedzUsuńCzasami trzeba powalczyć o swoje
UsuńKochana, jestem taka dumna. Ta dziewczynka to wojowniczka, aż do teraz. Wzruszyłam się, kiedy przeczytałam, że, mimo że nauczycielka pominęła twoje nazwisko, ty szybko wstałaś. Taką postawę się oklaskuje. Brawo. Masz w sobie grom siły i piękna. Myślę, że nie jedną osobę inspirujesz, mnie na pewno. )
OdpowiedzUsuńPozdrawiam jeszcze nie kichająco, ale już powoli się zaczyna. :)))
A to teraz ja się zawstydziłam. Cieszę się, że Ci inspiruję. Pozdrawiam serdecznie
Usuńno proszę jakie talenta:)
OdpowiedzUsuńCzasami prawdziwe talenty są ukryte bardzo głęboko w nas :)
UsuńDzielna!
OdpowiedzUsuńJa już kończę kichać, bo sezon na moją alergię właśnie mija. Ale rozumiem, współczuję. Będzie lepiej.
Karolinko, silna i wspaniała Kobieto, jesteś niezwykłą osobą.
OdpowiedzUsuńUściski (bez alergii na szczęście:)
Nie dziwie się, że ten wiersz tak bardzo wbił Ci się w pamięć :) To wspaniałe uczucie zostać docenionym !
OdpowiedzUsuń