Ostatnio pisałam pracę na diecezjalny konkurs literacki dotyczący wspomnień patriotycznych dotyczących mojej rodziny. Bardzo się cieszę, że patriotyzm to nie tylko walka z bronią w ręku, ale też stawianie dobra innych obywateli kraju ponad własne dobro. Bo chociaż nikt z mojej rodziny nie walczył bezpośrednio w wojnach, to jednak moja prababcia wykazała się czynem, który jest godny pochwały. Ale to już temat na osobną notatkę...
Patriotyzm. Ilu ludzi tyle różnych definicji tego słowa. Dla jednych patriotyzmem będzie chwycenie za broń w czasie zagrożenia kraju w którym mieszka, bądź z którym się identyfikuje, dla innych przekazywanie wartości, historii i tradycji narodowych z pokolenia na pokolenie, dla jeszcze innych kibicowanie naszym sportowcom i cieszenie się z ich kolejnych sukcesów. Wszystkie te sposoby łączą się w jedno - miłość do ojczyzny. A czym jest ona dla mnie?
Moje pierwsze skojarzenie ze wyrażeniem "miłość do ojczyzny" to odpowiedzialność za jej losy. Dzisiaj nie musimy walczyć z wrogiem o jej niepodległość ani oddawać życia po to, aby następne pokolenia mogły żyć w wolnej Polsce. To znaczy na razie nie musimy, wszak nikt nie wie, co przyniesie nam jutrzejszy dzień. Jednak czy to oznacza, że nie jesteśmy odpowiedzialni za ojczyznę i jej losy? Nie. Kiedyś o losy narodu walczyło się podczas powstań i zrywów narodowych, dzisiaj też możemy wpływać na jej losy poprzez głosowania i wyborów władz lokalnych i państwowych. Niekiedy myślimy sobie, że jeden głos w te i we wte to w zasadzie nic nie da. Jednak, jeżeli przyjmiemy że pomyśli tak powiedzmy 5000 uprawnionych do głosowania to te 5000 głosów przepadnie. A kto wie, być może ci ludzie zagłosowali by na kogoś innego niż większość i by przegłosowało daną ustawę, czy też wybrało kogoś innego do rządzenia? Tym bardziej mnie denerwuje, że kiedy pytam się osób, które najbardziej marudzą na aktualną władzę, czy brały udział w głosowaniu to słyszę "A co by dał ten mój jeden głos". Co ciekawe, taka odpowiedź nie pada z ust starszych osób, co jeszcze byłabym w stanie zrozumieć, ale od całkiem młodych. I to mnie przeraża, bo przecież wszyscy możemy wpłynąć na stan rządu, czy też panującej władzy. W ten właśnie sposób rozumiem współczesną odpowiedzialność za losy mojej ojczyzny.
Drugie skojarzenie to historia i ważne postaci związane z naszym krajem. Kochani, mamy piękną, ponad 1000 letnią historię naszego kraju. Wiele postaci przewinęło się przez jej karty, wielu zapisało się na nich z chlubą, przynosząc dumę naszemu narodowi. Mikołaj Kopernik, Mieszko I, Bolesław Chrobry, Józef Piłsudski, kardynał Stefan Wyszyński, czy też Karol Wojtyła - czy jest ktoś, kto o nich nie słyszał? Ale czy jesteśmy w stanie powiedzieć o nich coś więcej? Włosy mi się na głowie zjeżyły, kiedy podczas jednych z zajęć oratoryjnych uczeń z drugiej klasy liceum wiele razy podał Mieszka I jako pierwszego króla Polski, zaś po zwróceniu mu uwagi można było usłyszeć, że wyolbrzymia się sprawę, bo co to za różnica - książę czy król, dla dzieciaków przecież to wszystko jedno. Dla dzieci może i tak, ale dla mnie bynajmniej nie. Bo wiecie, ja też nie jestem alfą i omegą, ale pewne sprawy uważam za wiedzę elementarną. Zwłaszcza, kiedy zerka się do notatek... Zresztą z podstawowymi datami było podobnie. Powiecie, że się czepiam? Być może, ale tak samo "czepiała się" nauczycielka historii moich kolegów i koleżanek, którzy mieli problemy z nauką. Dlaczego? Bo uważała to za elementarne wiadomości, które każdy powinien znać!
Trzecie skojarzenie to szeroko pojmowana tradycja narodowa. Mamy piękne tradycje, czy jednak zawsze potrafimy je pielęgnować? Kiedyś, mimo groźby kary śmierci, polskie rodziny przechowywały w swoich mieszkaniach Żydów. Dzisiaj tak bardzo często słyszę jak jeden drugiemu mówi z pogardą "Ty Żydzie, Ty Downie!". Szczególnie ten ostatni zwrot bardzo mnie boli, ponieważ z wieloma dziećmi dotkniętych zespołem Downa chodziłam do szkoły. I tutaj nasuwa mi się pytanie - ilu z nas w razie zagrożenia życia pomogłoby się ukryć poszukiwanej rasie ludzkiej? Pod zaborami rodzice dbali o to, aby ich dzieci nie zapomniały ojczystego języka, aby nie zostały zgermanizowane czy też zrusyfikowane. Podobno dziadek od strony mamy, który przyszedł na świat na początku 1900 roku, wprowadził w domu zakaz mówienia w języku rosyjskim, chociaż był to obowiązkowy język obcy w szkołach. Posługiwano się powiedzeniami i przysłowiami. A dzisiaj? Dzisiaj kiedy powiem na Oratorium jakieś powiedzenie czy przysłowie, patrzą na mnie jak na kosmitę i każą mówić po ludzku. A jak wygląda to ich "po ludzku"? Pełne angielskich wtrąceń oraz wyrazów typu spox, XD pół zdania. I o to walczyliśmy w 1918 roku? Powoli zanikają też wywodzące się jeszcze z czasów słowiańskich tradycje i obrzędy na korzyść tych, które przychodzą do nas zza zachodniej granicy.
No i czwarte, może nie tak znaczące jak poprzednie, aczkolwiek dla mnie niezmiernie ważne - uczciwość i sumienna praca. Uczciwość wobec siebie i wobec innych. Wyobrażacie sobie sytuację, w której przychodzicie do lekarza, który przez cały okres studiów ściągał na kolokwiach i nie ma bladego pojęcia o fachu, który wykonuje? Albo księgowego, który nie umie wyliczyć czegoś tam z tego samego powodu? Czy wreszcie piekarza niepotrafiącego upiec chleba, chociaż ma skończoną odpowiednią zawodówkę? Uczciwość i wykształcenie są niezwykle ważnymi cechami. Poprzez wykształcenie niekoniecznie trzeba rozumieć ukończoną z wyróżnieniem zagraniczną uczelnię. Niekiedy prosty absolwent zawodówki będzie lepszym i wydatniejszym pracownikiem od uczonego. Ważne natomiast jest, aby z każdego etapu edukacji czerpać najwięcej jak się da! Ale robić to w sposób uczciwy, bo nieraz z trudem wywalczona trójka będzie bardziej satysfakcjonująca niż ściągnięta piątka. Poprzez uczciwość rozumiem też płacenie np. podatków.
Chociaż wydawać by się mogło, że postawy patriotyczne we współczesnych czasach są łatwe do propagowania, to niestety wielu z nas spłyca je do wywieszania flag narodowych(jeszcze nie zawsze w poprawny sposób) podczas ważnych wydarzeń sportowych. Czy tak powinno być? I czy do tego dąży nasz świat? Czas nam to pokaże.
![]() |
| źródło obrazu |
![]() |
| źródło zdjęcia |
Drugie skojarzenie to historia i ważne postaci związane z naszym krajem. Kochani, mamy piękną, ponad 1000 letnią historię naszego kraju. Wiele postaci przewinęło się przez jej karty, wielu zapisało się na nich z chlubą, przynosząc dumę naszemu narodowi. Mikołaj Kopernik, Mieszko I, Bolesław Chrobry, Józef Piłsudski, kardynał Stefan Wyszyński, czy też Karol Wojtyła - czy jest ktoś, kto o nich nie słyszał? Ale czy jesteśmy w stanie powiedzieć o nich coś więcej? Włosy mi się na głowie zjeżyły, kiedy podczas jednych z zajęć oratoryjnych uczeń z drugiej klasy liceum wiele razy podał Mieszka I jako pierwszego króla Polski, zaś po zwróceniu mu uwagi można było usłyszeć, że wyolbrzymia się sprawę, bo co to za różnica - książę czy król, dla dzieciaków przecież to wszystko jedno. Dla dzieci może i tak, ale dla mnie bynajmniej nie. Bo wiecie, ja też nie jestem alfą i omegą, ale pewne sprawy uważam za wiedzę elementarną. Zwłaszcza, kiedy zerka się do notatek... Zresztą z podstawowymi datami było podobnie. Powiecie, że się czepiam? Być może, ale tak samo "czepiała się" nauczycielka historii moich kolegów i koleżanek, którzy mieli problemy z nauką. Dlaczego? Bo uważała to za elementarne wiadomości, które każdy powinien znać!
Trzecie skojarzenie to szeroko pojmowana tradycja narodowa. Mamy piękne tradycje, czy jednak zawsze potrafimy je pielęgnować? Kiedyś, mimo groźby kary śmierci, polskie rodziny przechowywały w swoich mieszkaniach Żydów. Dzisiaj tak bardzo często słyszę jak jeden drugiemu mówi z pogardą "Ty Żydzie, Ty Downie!". Szczególnie ten ostatni zwrot bardzo mnie boli, ponieważ z wieloma dziećmi dotkniętych zespołem Downa chodziłam do szkoły. I tutaj nasuwa mi się pytanie - ilu z nas w razie zagrożenia życia pomogłoby się ukryć poszukiwanej rasie ludzkiej? Pod zaborami rodzice dbali o to, aby ich dzieci nie zapomniały ojczystego języka, aby nie zostały zgermanizowane czy też zrusyfikowane. Podobno dziadek od strony mamy, który przyszedł na świat na początku 1900 roku, wprowadził w domu zakaz mówienia w języku rosyjskim, chociaż był to obowiązkowy język obcy w szkołach. Posługiwano się powiedzeniami i przysłowiami. A dzisiaj? Dzisiaj kiedy powiem na Oratorium jakieś powiedzenie czy przysłowie, patrzą na mnie jak na kosmitę i każą mówić po ludzku. A jak wygląda to ich "po ludzku"? Pełne angielskich wtrąceń oraz wyrazów typu spox, XD pół zdania. I o to walczyliśmy w 1918 roku? Powoli zanikają też wywodzące się jeszcze z czasów słowiańskich tradycje i obrzędy na korzyść tych, które przychodzą do nas zza zachodniej granicy.
No i czwarte, może nie tak znaczące jak poprzednie, aczkolwiek dla mnie niezmiernie ważne - uczciwość i sumienna praca. Uczciwość wobec siebie i wobec innych. Wyobrażacie sobie sytuację, w której przychodzicie do lekarza, który przez cały okres studiów ściągał na kolokwiach i nie ma bladego pojęcia o fachu, który wykonuje? Albo księgowego, który nie umie wyliczyć czegoś tam z tego samego powodu? Czy wreszcie piekarza niepotrafiącego upiec chleba, chociaż ma skończoną odpowiednią zawodówkę? Uczciwość i wykształcenie są niezwykle ważnymi cechami. Poprzez wykształcenie niekoniecznie trzeba rozumieć ukończoną z wyróżnieniem zagraniczną uczelnię. Niekiedy prosty absolwent zawodówki będzie lepszym i wydatniejszym pracownikiem od uczonego. Ważne natomiast jest, aby z każdego etapu edukacji czerpać najwięcej jak się da! Ale robić to w sposób uczciwy, bo nieraz z trudem wywalczona trójka będzie bardziej satysfakcjonująca niż ściągnięta piątka. Poprzez uczciwość rozumiem też płacenie np. podatków.
Chociaż wydawać by się mogło, że postawy patriotyczne we współczesnych czasach są łatwe do propagowania, to niestety wielu z nas spłyca je do wywieszania flag narodowych(jeszcze nie zawsze w poprawny sposób) podczas ważnych wydarzeń sportowych. Czy tak powinno być? I czy do tego dąży nasz świat? Czas nam to pokaże.


Sama bym tego lepiej nie ujela. Dodalabym moze wzmianke o tych, ktorzy nazywaja sie patriotami, nosza orly na bluzach, choc w gebach maja rynsztok i bardzo lubia zamawiac piec piw gestem znanym z najgorszego okresu w historii.
OdpowiedzUsuńO, o, o - dobrze z tymi orzełkami i rynsztoku w gębie. Serio zamawiają piwo tym gestem?(o ile to ten, o którym myślę). Aż mi przeszły ciarki na samą myśl
UsuńNapisałaś od serca i tak dojrzale, że nic dodać, dokładnie tak powinno być - odpowiedzialność, uczciwość,rzetelność, a nie tylko flagi i bicie się w piersi.
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na historię o prababci:-)
Podpinam się pod wypowiedź koleżanki i bardzo jestem ciekawa historii prababci.
UsuńTak, to wszystko razem i każde zagadnienie osobno to patriotyzm. Każdy może się wykazać.
OdpowiedzUsuńCo do wiedzy.... Czasem ręce opadają, bo niektórzy są na nią tak zaimpregnowani, że ciężko się przebić.
Co do tej wiedzy, to ja się zastanawiam, czy to jest wina systemu, podstawy programowej, nauczycieli, którzy nie potrafią przekazać wiedzy uczniom, czy może samych uczniów, którzy "olewają" naukę. A może wszystkiego po trochu... Sama nie wiem
UsuńTrzeba opowiadać, trzeba wspominać o bohaterach, o ludziach uczciwych, sprawiedliwych, dawać przykład sobą. Coś tam dotrze, coś zostanie w głowie. Ale nie ma co ukrywać, najlepiej zalega w pamięć jeśli coś się przeżyje, czegoś doświadczy. Zawsze znajdą się tacy co będą woleli żyć beztrosko, wygodnie i tacy co zechcą drążyć i szukać wielkich wartości. Życzę Ci, Karolinko, żebyś miała od czasu do czasu radość z uczenia takich niełatwych przecież rzeczy. Uściski serdeczne :-)
OdpowiedzUsuńTo prawda, trzeba mówić, trzeba wspominać. Dlatego cieszę się, że ogłoszono taki konkurs. Dzięki niemu na światło dzienne może wyjść cała masa opowieści o ludziach, którzy potrafili pięknie żyć :)
UsuńKarolinko, już czekam na opowieść o prababci.
OdpowiedzUsuńUściski.
Pięknie określiłaś " stawianie dobra innych obywateli, ponad nasze dobro". Szkoda, że nie przestrzegamy tego w życiu. Dużo o patriotyzmie u nas się mówi, i tylko mówi. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Czasami zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach w obliczu zagrożenia potrafilibyśmy postawić dobro innych ponad nasze dobro. I chciałabym mieć nadzieję, że tak się stanie :)
UsuńJa też oczekuję na " prababcię"
OdpowiedzUsuńKochani, o babusi Antosi napiszę w okolicach jesieni. No chyba że nie znajdę pendreiva i nie wydrukuję pracy, a przez to nie dostarczę jej do wydziału katechetycznego na czas, to wtedy historia pojawi się wcześniej :)
OdpowiedzUsuń