Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 18 sierpnia 2018

769. Chce mi się wyć!

Tyle razy było mówione, że drzwi do mojego domu się zamyka, nawet kiedy wchodzi się tylko coś zostawić.
Bo kot ciekawy świata może wybiec.
I co? 
I wielkie g... z mojego gadania.
Ostatnio coś mi pralka nawala. Po niedzieli ma przyjść kolega naprawić dziadostwo, a tym czasem korzystając z tego, że rodziciel mieszka niedaleko zaniosłam mu najpilniejsze pranie(przez te upały nie jestem w formie aby prać w rękach), a przy okazji uzgodniłam z ojcem, że za tydzień będzie wpadał do mnie, aby oporządzić gadzinę.
Jakąś godzinę temu oddał mi pranie. Wszedł, oczywiście nie zamykając za sobą drzwi, bo po co, przecież wchodzi tylko na "chwilę". Ale ta chwila wystarczyła aby kot prysnął z domu. Tym bardziej, że nikt nie pilnował drzwi. Co prawda zorientowałam się, że Puśki mi brakuje zaraz po wyjściu taty z domu, ale poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Kota nigdzie nie ma, a nie możliwe jest, aby czmychnął nie wiadomo gdzie, bo nawet nie zna terenu. Tata umywa od sprawy ręce twierdząc, że kot najwyraźniej wyskoczył przez okno, w dodatku nie wiadomo kiedy, bo on nie zauważył, aby Puśka wychodziła z domu. Kuźwa, że tak przeklnę, chwilę przed jego przyjściem jeszcze jadła z miski, przez tyle lat nie wyleciała przez okno, a ostatnio nawet nie siadała na parapecie, a drzwi wejściowych nikt nie pilnował. Ale po co być współwinnym wszystkiemu, przecież lepiej wszystko zwalić, jak zwykle zresztą, na mnie. Poza tym obstawiam, że jakby faktycznie jakimś cudem wyleciała z tego okna to albo by w ogródku było jej ciałko, albo by sama gdzieś w nim była. A może jest, tylko ja w tej ciemności jej nie widziałam? Z drugiej strony mogła czmychnąć głównymi drzwiami, które ktoś akurat otwierał...
A mi się wyć chce, bo obawiam się, że Puśka przepadła jak Kayron Gosianki Wrocławianki. Jutro wznawiam poszukiwania, nie ma co.

16 komentarzy:

  1. Na pewno się znajdzie, bądź dobrej myśli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim gratuluję Ci Karolinko wspaniałego biegu, byłam pewna że dasz radę :)))
    A Puśka wróci. Kot to mądre stworzenie, wie gdzie jest jego miejsce i gdzie jest kochany. Tylko czasem chodzi własnymi drogami, taka już jego natura. Przynajmniej mam taką nadzieję :)
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolciu trzeba mieć nadzieję, że kot wróci lub się znajdzie. Trzymam kciuki żeby wszystko było dobrze. Serdeczności.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. trzymam kciuki by się szybko odnalazła!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie załamuj rąk, szukaj, koty się znajdują, a szukałaś w piwnicy lub u sąsiadów? Do nas przybłąkał się kot od sąsiadów z pierwszego piętra...

    OdpowiedzUsuń
  6. Znalazła się?
    Jak nie to wołaj, jak usłyszy to przyjdzie. Nie jakiegoś pomieszczenia aby zamykać w nim kota jak jest jakiś ruch?
    Pisz koniecznie i nie denerwuj się. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. moje koty nauczyły mnie, że trzeba się martwić dopiero wtedy, gdy nie ma ich dłużej niż 24 godziny

    OdpowiedzUsuń
  8. MYślę, że jak zgłodnieje to wróci i będzie gdzieś w pobliżu bloku. Szukaj jej, na pewno się odnajdzie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Koty wracają do domu, w którym było im dobrze. Więc wróci...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że wszystko skończyło się dobrze. Kot przywiązuje się do miejsca, więc pewnie wróci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Karolinko, wierzę, że Pusia się znajdzie. Nie trać nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  12. Sądzę, że zwierzak sam wróci, w końcu koty mają chyba tak jak i psy czulszy węch od ludzi.

    Kiedyś mieliśmy w mieszkaniu obok sąsiadkę z dwoma kotami. Jeden z nich, samiczka była przygarnięta z budowy chyba, od jakichś gnojków (inaczej nie można nazwać, chyba, że już wulgarnie zupełnie) dostała parę razy kamieniem, jak mieszkała już u tej sąsiadki to tylko do niej miała zaufanie, innych ludzi się bała, syczała na nich. Za każdym razem też po otwarciu drzwi uciekała, na szczęście w międzyczasie nikt nie otwierał drzwi od klatki schodowej.

    W tym roku postanowiłem więcej na rowerze jeździć.

    Książki to znakomita sprawa, a biblioteki to już w ogóle. Przeglądałem sobie Twoje wcześniejsze wpisy i muszę powiedzieć, że lubimy parę wspólnych rzeczy. W tym książki właśnie. :)

    Niektóre sny pamiętam, a innych już nie, wydaje mi się, że głównie nad ranem zapamiętuję ich treść.

    Coś w tym jest. Nawet jeśli chodzi o polityków, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem, parę lat temu kwiatów i zniczy nie dało się zliczyć, a ostatnio było może z pięć czy sześć lampek i zero kwiatów. To samo w alei, gdzie są pochowani m.in. Deyna, Kamila Skolimowska czy Jerzy Ficowski. Dlatego cieszę się, że będąc w liceum im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego zaprowadzono nas na jego grób, teraz to jest jeden z obowiązkowych punktów wizyty na Powązkach obok grobu Dziadka.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miej dobre myśli, może kotek się znajdzie :D My mamy takiego pół dzikiego i zawsze przychodzi z powrotem zjeść :) Życzę powodzenia w poszukiwaniach

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś nam kotka uciekła i wróciła Sąsiadka mówi to chyba wasz kot piętro wyżej na schodach jest Więc twoja tez może wróci

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że wszystko dobrze z Pusią...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli była niewychodząca, to raczej słabo widzę, że przyjdzie na wołanie. Jest pewnie wystraszona. Musisz rano, zanim zrobi się głośno, około piątej rano, wychodzić i ją nawoływać, szeleszcząc chrupkami bądź saszetką. Pewnie nie odeszła daleko, ale koty to nie psy. Pewnie siedzi gdzieś schowana. Cierpliwość jest tu kluczem. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń