W wakacje postanowiłam po trzech latach przerwy wrócić do treningów lekkiej atletyki. Ogólnie miałam zrobić to już rok temu, ale wiecie, zmienił się trener i tak trochę głupio było mi iść na stadion. Zmobilizowała mnie dopiero moja dobra znajoma K.(z którą zresztą mam korepetycje z fizyki i matematyki). W końcu postanowiłam się przemóc i przyjść na jeden z treningów. Półtora tygodnia temu z drżącym sercem pokonałam ten sam odcinek, którym chodziłam do podstawówki i gimnazjum(bo moja szkoła mieściła się koło szkoły sportowej). Na chwiejnych nogach weszłam na teren stadionów. Już z daleka zobaczyłam mamę mojego "brata bliźniaka"(mamy urodziny tego samego dnia, dzieli nas tylko rok różnicy) siedzącą na ławce obok jakiegoś mężczyzny. Szybko domyśliłam się, że to ten nowy trener(zresztą widziałam go już na zdjęciach na stronce klubu sportowego). Zaczęłam podążać w ich stronę. Po drodze zahaczyłam o tatę J. i samego J., którzy poznali mnie po kilku latach rozłąki.
Zanim dotarłam do pani B. i pana A., D., syn pani B. a mój "brat bliźniak", zaczął do mnie machać i krzyczeć "Karolina! Karolina!". No i się wydało, że po trzech latach Lolek zmartwychwstał. Krótka rozmowa, przedstawienie sytuacji i pierwszy trening, a raczej rozbieganie, bo trudno po takiej przerwie od razu pobiec na maksa maraton(chociaż w czerwcu pobiegłam 3,5 kilometrów, w sierpniu zaś 5 kilometrów bez większych problemów przez Oświęcim). W każdym razie spodziewałam się na drugi dzień mega zakwasów, a tutaj nic, obudziłam się jak nowo narodzona. Tak samo w ten poniedziałek - robiłam tzw. tempówki polegające na jak najszybszym przebiegnięciu na maksa danego odcinka. Rewelacji w czasach nie było(na szczęście zawody są na przełomie wiosny i lata, do tego czasu planuję się podciągnąć), ale zakwasów w nogach też nie. Były tylko pouczenia trenera, ale przecież od czegoś on jest, prawda? Dzisiaj miałam rzucanie piłką lekarską, czego nie robiłam wieki. Czy będą od tego zakwasy? Nie mam pojęcia.
Cieszę się, że wróciłam do sportu, bo czuję, że bardzo mi tego brakowało przez te wszystkie lata.
Swietnie, ze zaczelas od nowa trenowac. Mnie jakos nie po drodze ze sportem, a powinnam, bo inaczej szybko zardzewieje.
OdpowiedzUsuńW planach od dawna miałam powrót do treningów coby nie skapcanieć...
Usuńsport to zdrowie i porcja przyjemności. Miłych treningów :)
OdpowiedzUsuńDzięki, mam nadzieję, że będą miłe
UsuńKarolina jestem pełna podziwu dla Ciebie, stale mnie zaskakujesz.:)
OdpowiedzUsuńCzasami sama siebie zaskakuję.
UsuńChyba zrobię sobie mocne postanowienie i zacznę ćwiczyć - mam świadomość tego jak się czułam ćwicząc a jak się czuje obecnie gdy sobie odpuściłam... najgorzej się zebrać, a potem będzie tylko lepiej :)
OdpowiedzUsuńW pełni się z Tobą zgadzam - najgorzej jest zacząć, bo jak człowiek już się wbije w rytm, to jakoś to wszystko idzie :)
UsuńKarolinko, po raz kolejny podziwiam.
OdpowiedzUsuńBuziaczki.
Miło mi to czytać Gosiu.
UsuńPozdrawiam
Przecież ciągle gdzieś biegasz, więc skąd miałyby być zakwasy?
OdpowiedzUsuńDobrego biegania :-)
Uwierz mi Joasiu, nawet w czasach regularnych treningów zdarzały mi się megazakwasy(czasami nawet do szkoły nie mogłam dojść), więc nie zdziwiłabym się, gdyby po trzech latach przerwy się pojawiły.
UsuńWedług mnie takie skutki powrotu oznaczają, że to był dobry wybór. :) Poza tym zajęcia z trenerem, takie dość ogólnorozwojowe też są przydatne. Jakbym wcześniej nauczył się na rowerze jeździć i w okolicy byłaby taka sekcja kolarska, jak parę razy widziałem zawodników z niej, to pewnie też bym rozwijał się pod sportowym kątem. A tak zostaje mi jazda dla własnej przyjemności.
OdpowiedzUsuńA do tego jeszcze trzeba znaleźć dobre miejsce i być w porę, by taki zachód słońca podziwiać w mieście. :) Nie mniej zrobiło to na mnie wrażenie duże.
Pozdrawiam!
Mozaika Rzeczywistości.
To był bardzo dobry wybór. I nawet czasami mogę połączyć bieganie z podziwianiem zachodów słońca ;).
UsuńBiegając wydaje mi się można więcej rzeczy zobaczyć niż jeżdżąc na rowerze. Bo dopiero jak się stanie na chwile to coś więcej widać. :)
UsuńNa pewno podoba mi się pogoda w Hiszpanii, ma być maksymalnie koło 30 stopni, więc w górnej granicy tego, co lubię. Poza tym nastawiam się głównie na zwiedzanie i próbowanie jakichś miejscowych przysmaków.
Pozdrawiam!
Dobrze że się zdecydowałaś Karolinko. Zdrówko na tym zyska a i radości mnóstwo.
OdpowiedzUsuńMiłego weekendu!
Trochę minęło zanim się zebrałam, ale w sumie lepiej późno niż za późno. Pozdrawiam
UsuńChyba zawsze najtrudniej jest na nowo zacząć coś robić! Ja dziś wróciłam do pisania pamiętnika!
OdpowiedzUsuńO, gratuluję. Pisanie pamiętnika to bardzo fajna sprawa. Potem można wracać i wracać do prowadzonych zapisków i przypominać sobie po latach, co się działo w danej chwili :)
UsuńPowroty zawsze są trudne, a dasz radę.
OdpowiedzUsuńPodziwiam i trzymam kciuki :)
Nie zawsze :), ten akurat był bardzo przyjemny :)
UsuńJa ci gratuluję samozaparcia i trzymam kciuki za wszystkie sukcesy - duże i małe.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo. Podejrzewam, że na razie będą to małe sukcesy, ale przecież "cieszmy się z małych rzeczy bo wzór w nich na szczęście zapisany jest" :)
UsuńWażne, by robić to co się lubi. Pozdrawiam Karolinko:)
OdpowiedzUsuńDziękuję Aniu. Biegać zawsze lubiłam, więc łatwiej mi było wrócić.
OdpowiedzUsuńKarolinko!
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita. Gratuluję z całego serca.
Pozdrawiam:)
Dziękuję Łucjo za tak budujące słowa.
UsuńSuper! a teraz trzymam kciuki, żeby Ci się chciało..., hehe Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńDzięki, najważniejsze żeby się stało, bo reszta jakoś wtedy pójdzie jak z płatka
UsuńRuch to samo zdrowie, super że łapiesz coraz lepszą formę :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego, że zmotywowałam się do powrotu :)
Usuń