Mówimy, że życie czasami rzuca nam kłody pod nogi. A my? Czy walczymy z nimi, czy poddajemy się i czekamy, aż toczące się kłody nas "zmiażdżą"? Tak, przeskakiwanie przez kłody bywa męczące i wysysa z nas siły. Warto wtedy po prostu przystanąć i odpocząć, zmęczeni możemy bowiem się przewrócić, wtedy też możemy zostać zmiażdżeni przez toczącą się znad przeciwka kłodę. Jednak odpoczywając mamy rozeznanie w tym, co się dzieje dookoła i bardzo jest prawdopodobne, że zdołamy w porę odskoczyć. Po odpoczynku bez problemu możemy na nowo wrócić do pokonywania przeciwności, jakie rzuca nam los.
Dzisiaj przyszło mi przeskoczyć kolejną diametralnie ogromną kłodę. Osoba, której ufałam zawiodła mnie na całej linii. Zastanawiam się, czy nie mogła od razu powiedzieć, że pewnej sprawy nie da się załatwić? Zrozumiałabym, w końcu wbrew pozorom też jestem człowiekiem. A tak utrzymywała mnie w przekonaniu, że pojadę jako przedstawiciel na pewne wydarzenie, kiedy tym czasem powiedziała organizatorom, że nasze miasto nikogo nie wyśle. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja w całej swojej naiwności zarejestrowałam się na to wydarzenie internetowo. Co prawda powiedziano mi u nas, że ta osoba wpisze mnie na listę podczas jakiegoś tam ich spotkania, ale termin rejestracji już gonił(a owo spotkanie było tydzień po zakończeniu rejestracji). Może ktoś to olewa, ale dla mnie termin to termin. W końcu ten ktoś machnął ręką i powiedział, że miał mnie i tak wpisać na listę, więc na jedno wyszło. Aż tu wczoraj dzwoni do mnie organizator spotkania, że jednak nie mogę jechać, bo podczas zeszłotygodniowej rozmowy z tą osobą wyszło, że nikogo nie planował wysłać na to spotkanie(elo, mnie utrzymywał w przekonaniu do końca, że jednak mam jechać, nawet kiedy dzień wcześniej pytałam go się, co z tym wyjazdem). Machnęłam na to wszystko ręką - mam to gdzieś, zwłaszcza kiedy słyszę dwie odmienne wersje tego samego.
Chciałabym się mylić, ale mam głupie wrażenie, że ten ktoś liczył na to, że jednak się nie zarejestruję, on też tego nie zrobi, tam powie, że nikt od nas nie jedzie, a mnie wmówi, że nie zapisał mnie, bo nie było już miejsc(zresztą na początku coś tam przebąkiwał, że nie wie ile ma być reprezentantów z każdej grupy). Bo tak by mu było prościej? Jeszcze dzisiaj usłyszałam, że jestem oszustem, bo wysłałam formularz do organizatora(jeszcze raz powtarzam, że przez cały czas utrzymywana byłam w przekonaniu, że jadę) i coś tam źle napisałam. Jednak najlepsze dla mnie było stwierdzenie, że na takie wydarzenia jadą osoby, które się wyróżniają(może nie mam "gadanego", ale w końcu najdłużej z nas wszystkich działam gdzie działam, więc... ale rozumiem, można pewne osoby wyzywać od różnych mało przyjemnych rzeczy i się wyróżniać...). Co prawda nie jestem gdzie jestem dla jakiś profitów czy też wyróżnień(bo tak naprawdę nic z tego nie mam, jeszcze niekiedy mnie się dostaje po uszach), ale czasami można docenić czyiś wkład w coś. A może się mylę? Może to jest tylko moje błędne przekonanie?
Wiecie co, lubię jasne sytuacje, dlatego trochę mnie to zdołowało. Nie będę się jednak załamywać, bo nie warto. Niektórzy ludzie przychodzą, są tak naprawdę na chwilę, i odchodzą, inni zaś zostają. Tą "kłodę" warto przeskoczyć, niech toczy się gdzieś w nieznane. Jedyne czego mi szkoda, że dla tego wydarzenia zrezygnowałam z wycieczki do Kalisza, Lichenia i Torunia, na którą tak bardzo się cieszyłam. Trudno, będzie kiedyś następna...
A poza tym numer dnia - wysłałam administratorowi strony parafialnej artykuł na temat 35-lecia istnienia parafii. Nie dodałam jednak załącznika z tekstem. Starzeję się czy co?
A poza tym numer dnia - wysłałam administratorowi strony parafialnej artykuł na temat 35-lecia istnienia parafii. Nie dodałam jednak załącznika z tekstem. Starzeję się czy co?
Przykra sytuacja... Nawet nie wiem jak to skomentować - może tak, ze życie to jedna wielka lekcja wiec dalej idziemy do przodu z podniesiona głowa. Serdeczności Karolinko :*
OdpowiedzUsuńDziękuję Orszulko :)
UsuńSytuację którą opisałaś uznałabym za świństwo! Jak tak ludzie mogą postępować z innymi ludźmi!!! No cóż. Chamstwo i głupota oraz bezmyślność! Trzymaj się tam dzielnie i nie przejmuj. Szkoda tej wycieczki, no ale oby szybko była jakaś inna, równie fajna :) Pozdrawiam cieplutko :)
OdpowiedzUsuńMoże myślą, że jak ktoś jest niepełnosprawny, to głupszy i nie umie rozumować. Ale tak nie jest. My też mamy swój rozum i nie pozwolimy sobą pomiatać i robić z siebie idiotów, bo ja tak się wtedy poczułam
UsuńPrzecież to kłamanie komuś w żywe oczy. Brak słów na takie zachowanie... I chyba najlepiej właśnie go nie komentować, tylko iść do przodu dalej - nieciekawe sytuacje były, są i będą, a kwestia jest taka, żeby umieć sobie z nimi radzić. Mam nadzieję, że jeszcze wiele wspaniałych wyjazdów Cię spotka :).
OdpowiedzUsuńAlbo odwracanie kota ogonem tak, aby wina leżała wyłącznie po jednej stronie. Nie zaprzeczam, że jestem bez winy, bo jakąś winę ponoszę. Ale przykro mi jest, że zostałam ją obciążona w 100%. Dziękuję za wsparcie
UsuńMniejsze i większe trudności są po to byśmy byli silniejsi, przykra sytuacja, ale jestem pewna, że kto jak kto, ale wcześniej i później pojedziesz gdzie planowałaś:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Tak, ale człowiek może nosić pewne obciążenia tylko do określonej "wagi". Potem po prostu pęka z bezsilności. I ja tak w tym wpisie pękłam. Też mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nadarzy się okazja na taką wycieczkę.
UsuńKarolinko, wiele razy się przekonałam, że są ludzie- do codziennej pracy i są ludzie- do nagród, niestety, życie bywa brutalne, a raczej ludzie.
OdpowiedzUsuńOj Basiu, kto jak kto, ale Ty chyba rozumiesz mnie w tym wszystkim najlepiej...
UsuńSamo życie, niby uczymy sie przez doświadczenie, ale akurat takich mogłoby nam życie oszczędzić, prawda?
OdpowiedzUsuńPrawda, zwłaszcza że ta rozmowa wcale nie należała do najprzyjemniejszych
Usuń