Po dwóch miesiącach skończyłam dzisiaj czytać książkę poświęconą legendzie "Solidarności", Annie Walentynowicz. Blisko 720 stron niełatwego wbrew pozorom tematu. To, czego uczą na lekcjach historii, czy też wiedzy o społeczeństwie jest tylko wycinkiem tego, co działo się w gdańskiej stoczni im. Lenina w sierpniu 1980 roku.
Tytuł: "Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki(1929 - 2010)"
Autor: Sławomir Cienkiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2010
Ilość stron: 758(w notatce odrzuciłam przypisy na końcu książki)
Historia być może chciałaby przemilczeć pewne niewygodne fakty i zapewne tak by się stało, gdyby nie Sławomir Cienkiewicz, który w porę postanowił spisać życiorys Anny Walentynowicz. Jeszcze dzień przed jej tragiczną śmiercią kontaktowali się ze sobą w celu obgadania ostatnich szczegółów jej wydania. Wszak miesiąc później miała odbyć się jej premiera na warszawskim zamku...
Po tragedii pod Smoleńskiem wiele ludzi zachodziło w głowę, dlaczego w ogóle Anna Walentynowicz wsiadła wraz z prezydentem do samolotu. Tymczasem gdzieś tam na wschodzie w latach wojennych zaginął jeden z jej braci(o czym z resztą jest wspomniane w publikacji). Anna nigdy nie odnalazła jego grobu, być może w ten sposób chciała oddać mu hołd.
Książka opowiada o kolejnych latach życia wielkiej działaczki na rzecz "Solidarności" od jej urodzin w położonym na Wołyniu Równem, poprzez zostanie sierotą i wyemigrowanie wraz z rodziną u której się podnajęła do służby w okolice Gdańska(co prawdopodobnie uratowało ją od rzezi wołyńskiej), pracy w Stoczni Gdańskiej, której była wierna do emerytury, aż w końcu do schyłku jej życia. Tytuł każdego z dziewięciu rozdziałów jest zaczerpnięty z wypowiedzi Anny, co sprawia wrażenie, że staje się ona jeszcze bardziej bliska czytelnikowi.
Książka, pomimo że jest dosyć gruba, napisana jest w miarę przystępnym językiem. Jej integralną część stanowi aneks zawierający wszelkie donosy i zapis rozmów z Anną Walentynowicz w czasie przesłuchań. Nadaje to autentyczności dziełu. Uzupełnieniem całości jest dołączona do książki płyta zawierająca unikatowy zapis spotkania Anny Walentynowicz z działaczami "Solidarności" wrocławskiej w Wojewódzkim Domu Kultury we Wrocławiu w dniu 14 maja 1981 roku. Dzięki temu czytelnik taki jak ja(czyli urodzony już po powstaniu "Solidarności") może przeżyć atmosferę tamtych dni, zaś ci, na których oczach to się działo, mogą ją sobie przypomnieć.
Ktoś kiedyś miał powiedzieć Annie Walentynowicz, że w przeciwieństwie do hołubionego przez wszystkich Lecha Wałęsę ona nigdy nie trafi na karty żadnej encyklopedii. Tymczasem nazwisko Walentynowicz nie tylko figuruje w encyklopediach(chociażby w popularnej wikipedii), ale też powstała o niej niezwykle ciekawa książka. Nie warto więc nigdy innym źle wróżyć, bo przecież nigdy nie wiemy, co komu jest pisane.

Cala ta solidarnosc oplacana przez CIA pogrzebala tamten ustroj, wyrwala Polske spod jednego jarzma, by wrzucic pod nastepne, kto wie, czy nie gorsze. Jej pogrobowcy dzisiaj demontuja i destabilizuja cale panstwo. Z pewnoscia nie przeczytam ani jednej biografii ludzi, ktorzy zniszczyli moj kraj.
OdpowiedzUsuńOk, to jest Twoje zdanie, ja mam trochę inne.
UsuńWedług mnie istotne jest to, by pamiętać o tych wszystkich osobach, które brały udział w tamtych wydarzeniach, także o tych, których nie ma na zdjęciach, filmach, które z rożnych przyczyn zostały w cieniu. Lech Wałęsa ostatnio bardzo stracił w moich oczach, bo kłamać umie chyba każdy. Przyznać się do błędu, to już jest sztuka.
OdpowiedzUsuńNa pewno było inaczej niż trzy lata temu w Katalonii. Andaluzja zachwyciła mnie tym, że poza wielkimi hotelami można było znaleźć też takie, gdzie spędzanie czasu wolnego było przyjemnością. Sądzę, że jeszcze wrócę do Hiszpanii, zwłaszcza jeśli chodzi o centralną część kraju.
Pozdrawiam!
Wałęsa za bardzo ostatnio szaleje, co powoduje, że ma więcej wrogów niż sprzymierzeńców. Mam nadzieję, że w porę się opamięta.
Usuń