Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 6 listopada 2019

1052. Na autostradzie życia

Kiedyś na jakimś wykładzie mieliśmy za zadanie porównać do czegoś życie człowieka. Automatycznie przyszła mi wtedy na myśl jazda samochodem po autostradzie. 
Jak zapewne każdy z nas wie, autostrady zostały wymyślone głównie po to, aby w szybki i bezproblemowy sposób dotrzeć w wybrane przez nas miejsce. Wsiadamy więc do lepszego lub gorszego auta, odpalamy gaz i ruszamy w drogę. Jest piękna pogoda, sytuacja na drodze też nie najgorsza. Za oknem przelatują nam krajobrazy, nawet jeżeli w pierwszym momencie widząc je popadamy w zachwyt, to z czasem nam one powszechnieją i nie zwracamy na nie większej uwagi. W końcu docieramy na miejsce. Odczuwamy radość, ale jest ona powierzchowna i szybko mija.
Wielu z nas tak właśnie wyobraża sobie życie - jako pasmo niekończących się sukcesów i bezkolizyjnych dotarć do wyznaczonych sobie celów. Wielu to się udaje. Nie jest to niczym złym - mieszanina pracowitości, sumienności i łutu szczęścia jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Jednak czy takie bezproblemowe życie naprawdę będzie dla nas szczęśliwe?
Czasami jednak trafiamy podczas podróży na wyboje, które zmuszają nas do zwolnienia szybkości naszej jazdy samochodem, czy wręcz zmienienia trasy czasami na boczną, mniejszą, mniej komfortową. Zwykle jednak zmiana trasy podróży nie sprawia, że nie dojedziemy do obranego sobie celu. Dojedziemy, tylko pewnie trochę dłużej, zwłaszcza kiedy pobłądzimy po drodze, czy też GPS wskaże nam niewłaściwą trasę. W zamian, szczególnie wtedy, kiedy będziemy rozglądać się dookoła w poszukiwaniu najbliższego zjazdu na drogę szybkiego ruchu, możemy zobaczyć niezwykle malownicze krajobrazy. Zapewne nie dostrzeglibyśmy ich jadąc autostradą. Docierając na miejsce oddychamy z ulgą - może lekko spóźnieni, spoceni, zestresowani, ale osiągnęliśmy cel naszej podróży.
Wielu ludzi poddaje się w walce o swoje marzenia po pierwszej porażce. Co ciekawsze, ludzie urodzeni po 1999 roku mają większy problem z przeżywaniem wszelkich niepowodzeń, niż starsi od nich. A to już można by podciągnąć pod kraksę samochodową. Tymczasem porażki też są potrzebne w naszym życiu. Głównie po to, abyśmy nabrali pokory i nie obrośli w pychę. Ale nie tylko - wiele moich znajomych z pierwszych studiów oblało pierwszą sesję. Spora grupa z nich nie zdała też sesji poprawkowej i musiała opuścić AWF. Po kilku miesiącach zrekrutowali się na innej uczelni i te drugie studia okazały się być strzałem w dziesiątkę. Odnieśli porażkę, to fakt, ale potrafili odwrócić ją w swój życiowy sukces. Zresztą ja sama staram się odbierać wszelkie porażki jako lekcję, a nie ciągnącego się za mną pecha. Bo tak jak zmiana autostrady na poboczną drogę może skutkować podziwianiem pięknych krajobrazów, tak wszelkie niepowodzenie życiowe może skutkować odkryciem nowych możliwości.
Co jest najgorszą rzeczą, jaka może nam się przytrafić na autostradzie? Chyba kraksa, która uniemożliwia nam dalsze podróżowanie. Zwłaszcza kraksa, w której bierzemy bezpośredni udział. Dźwięk zderzenia, karetka, szpital, długie leczenie... Nikomu tego nie życzę...
Czy w naszym życiu zdarzają się kraksy, które na jakiś czas "wykluczają nas" z niego? Oczywiście. Czasami jest to losowy wypadek, a czasami nie z naszej winy. Jednak coraz częstą kraksą z jaką przychodzi mi się spotykać, zwłaszcza w Oratorium, to depresja i ogólne wypalenie spowodowane przedawkowanymi ambicjami(a raczej większymi ambicjami niż możliwościami). Co ważne, z reguły dzieje się tak nie z winy nauczycieli, którzy znają potencjał poszczególnych uczniów(a przynajmniej powinni), ale samych rodziców, którzy chcą aby dziecko było alfą i omegą. Chociaż spotkałam się też z uczniem, który sam się doprowadził do takiego stanu. Dzieciaki nie są w stanie przyswoić nowej wiedzy, nie funkcjonują też w środowisku rówieśniczym tak jak powinni i koło się zamyka. Ja zaś nie jestem psychologiem(psychiatrą?), który by im pomógł w fachowy sposób. Mogę tylko spróbować rozmawiać z rodzicami(którzy niestety z reguły nie widzą problemu) i z żalem patrzeć na dzieci, które przemieniają się w zombie.
Dlatego kochani życzę Wam bezpiecznej jazdy po Waszych życiowych autostradach, wybierania właściwych dróg objazdowych w razie problemów, a już w ogóle unikania wszelkich kraks, jakie Was mogą spotkać po drodze.
Aha, i nie zapomnijcie ciepło się ubrać w tą drogę, bo za oknem robi się coraz zimniej.
Wracam dalej się smarkać. Aż żałuję, że nie pamiętam nazwy czegoś na katar, o czym mówiła mi pani D. Wiem tylko tyle, że spryskuje się tymi kroplami pościel na noc. Podobno jej dzieciom to pomaga. 

9 komentarzy:

  1. Nie lubię autostrad, boję się tej szybkości, nie lubię nijakich krajobrazów. Kocham drogi przez wioski, lasy i miasteczka, ciekawe i różnorodne, choćby wyboiste. I w zyciu też taka bywam, boję się ryzyka, kocham piękno przyrody i zwyczajne życie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś czas temu wpadł mi w oko jakiś artykuł że coraz więcej młodych osób nie est w stanie wchodziś w role życiowe: pracownika, męża, żony, rodzica... trudne to czasy....

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo życiowe zdania. Myslę, ze też przez internet mamy zniekształcony obraz życia i myślimy, że zawsze bedzie idealne i bezproblemowe i zamiast walczyć z przeciwnościami, my za szybko sie poddajemy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę zdrowia, podobno katar to nie choroba ale co by to było niebyło to okropna uciążliwość :)
    Bardzo trafne porównanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kup sobie maść Rub Arom, i smaruj na noc, można też w dzień jak jesteś w domu bo mocno pachnie, ale spokojnie się przy niej śpi z katarem:)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś, a wszystkie niepowodzenia bardziej nas hartują. Czasem można je porównać do toczenia kulki przez żuka gnojarza - ciężko, raz wzloty, raz upadki, ale do przodu i do celu;)
    Pozdrawiam Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe skojarzenie Karolinko. Ja jednak porównałabym nasze życie do polnej drogi, pełnej skrzyżowań i rozjazdów. Na każdym z nich musimy dokonać wyboru w którą stronę jechać a od tego wyboru zależy nasze dalsze życie. I nie zawsze są to dobre wybory, nikt nie przewidzi co czeka za kolejnym zakrętem :)
    Życzę Ci zdrówka i cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż, życie nasze nie jest usłane różami. Drogi życia są kręte, wyboiste bardzo rzadko są szerokimi, wygodnymi autostradami. Jednak najważniejsze są te wąskie, które prowadzą nas do żywota.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na katar najlepsze inhalacje z olejków, lub Amolu albo:tymianku, szałwi, rumianku, majeranku, oregano.
    Zdrówka życzę🤗
    Droga życiowa zawsze jest urozmaicona. Ale ta zmierzający do kresu prosta i nieunikniona!

    OdpowiedzUsuń