Za trzy dni święta. Nawet nie wiem kiedy minęły poprzedzające je tygodnie. Z reguły odmierzałam je kolejnymi Drogami Krzyżowymi i Gorzkimi Żalami. Teraz musiałam obyć się bez tego. Co prawda, jak już pisałam przy okazji notatki poświęconej Gorzkim Żalom, staram się samodzielnie odprawić w domu i jedno i drugie, wiadomo jednak, że to nie to samo. Święta też zapowiadają się zupełnie inne niż dotychczas. Nie chcę jednak ani sprzeciwiać się ani podważać decyzji episkopatu. Rozumiem, że to dla dobra wierzących, żeby chronić wszystkich. A jednocześnie nie rozumiem tych, którzy tak usilnie "walą wszędzie", aby pozwolić na normalne uczestnictwo w obrzędach wielkanocnych. Jasne, ja bym im pozwoliła iść, ale:
- w razie zakażenia niech mają pretensję do samych siebie;
- w razie zakażenia księdza(wszak bez niego nie może być odprawionej Mszy świętej) płatne jego leczenie w 100%
Wiem, jestem okropna i w ogóle bee, ale jak czytam niektóre wypowiedzi ludzi wierzących, to mi się nóż otwiera w kieszeni i zastanawiam się, czy to jest jeszcze wiara, czy już fanatyzm.
W naszym tegorocznym wielkopostnym zawirowaniu doszliśmy do ostatniego grzechu, jakim jest lenistwo. Muszę przyznać, że początkowo byłam zaskoczona takim ujęciem tematu, tym bardziej, że z oglądaniem serialu jestem na bakier, ale z drugiej strony, hmmm... coś w tym może być.
Czy oglądanie seriali to lenistwo? "Straciłam na nim 200 dni swojego życia"
Aleksandra Supryn20.04.2019
Co trzeci Polak przyznaje się do binge-watchingu - to badanie z 2018 r. przez agencję IQS. Aż 36 proc. badanych powiedziało ankieterom, że ogląda wiele odcinków lub sezonów seriali jeden po drugim. "Jeśli nic innego nie daje nam przyjemności i marzymy tylko o kolejnym odcinku serialu, należy się zastanowić, czy w naszym życiu wszystko jest OK".
Binge-watching, czyli jak czytamy w Wikipedii "kompulsywne oglądanie seriali", to zjawisko nienowe, acz coraz bardziej powszechniejsze. W USA jest już znacznie popularniejsze niż u nas, bo do binge'u przyznaje się aż 58 proc. Amerykanów, a 72 proc. dodaje, że tak właśnie standardowo wygląda ich oglądanie telewizyjnych serii. Popularny "Urbandictionary" tłumaczy wyrażenie binge-watching tak: "oglądanie wiele sezonów serialu w ciągu tygodnia, niemal bez snu".
Chodzi o oglądanie kilku odcinków lub nawet sezonów z rzędu, jeden po drugim. Angielskie słowo binge wcześniej było używane zwykle w kontekście nadmiernego jedzenia albo picia. Słownik McMillana podaje, że binge zaczęto łączyć z oglądaniem seriali już [w.] 2003 r., ale dopiero w 2022 r. określenie się upowszechniło. Bez wątpienia miało to związek z rozwojem platform streamingowych, takich jak Netflix czy HBO GO. To właśnie w 2012 r. Neflix, firma zajmująca się do tej pory wypożyczaniem filmów i seriali, zajęła się produkcją własnych seriali.
Binge-watching: styl życia czy problem?
Pora na osobiste wyznanie: jestem jedną z osób, które spędzają na oglądaniu seriali więcej czasu niż wypada przyznać. Jeszcze jakieś 10 lat temu, oglądanie seriali mnie męczyło i poświęcenie na to kilku godzin wydawało mi się stratą czasu. A później przedstawiono mi "Doktora House'a" i się zaczęło.
Od tej pory obejrzałam około 70 innych seriali, nie wszystkie w całości, ale za to niektóre z nich po dwa-trzy razy. Zawsze oglądałam oczywiście po kilka-kilkanaście odcinków z rzędu. Internetowy kalkulator wyliczył mi, że obejrzenie 21 z uwzględnionych w algorytmie seriali zajęło mi 1 673 godziny, czyli prawie 70 dni. Biorąc jednak pod uwagę, że w mojej "kolekcji" jest około 70 tytułów, lekką ręką można oszacować, że przez ostatnie 10 lat spędziłam jakieś 200 dni na oglądaniu seriali. Lata "świetności" tej aktywności przypadły na okres studiów. Przez oglądanie nigdy nie zawaliłam szkoły czy pracy, ale myśl o tym, jak inaczej mogłabym wykorzystać te 200 dni będzie mnie już prześladować.
I w głowie rodzi się pytanie: Czy kompulsywne oglądanie seriali to styl życia czy problem?
Nie jestem jedyną osobą, która w ten sposób spędza czas. Z danych Nielsona wynika, że aż 361 tysięcy osób obejrzało wszystkie dziesięć odcinków drugiego sezonu serialu "Stranger Things" w dniu jego premiery. Ludzi winnych tego "grzechu" nie trzeba jednak szukać w statystykach. Wszystkie osoby, z którymi na ten temat rozmawiałam, mówią, że co najmniej raz w życiu spędziły cały weekend na oglądaniu serialu odcinek po odcinku. Nawet ci, którzy po raz pierwszy w życiu usłyszeli określenie binge-watching mówili, że faktycznie, raz na jakiś czas zamykają się w domu i oglądają swój ulubiony serial.
Szymon, 21-letni mieszkaniec Wodzisławia Śląskiego ma na swoim koncie 308 obejrzanych seriali. Mówi mi, że obejrzenie ich zajęło mu 167 dni. Dodaje, że woli oglądać seriale niż filmy, bo oglądając je można zżyć się z bohaterami i przedstawionym światem. Oglądania seriali nie nazwałby swoim hobby, ale dyskutowanie o nich już tak. Binge-watching to dla niego "ulubiony sposób na marnowanie czasu". - Kiedy oglądam serial, to świat zewnętrzny znika, znikają problemy i zmartwienia. To działa trochę jak narkotyk - mówi Szymon. Podkreśla jednak, że potrafi się kontrolować. Dodaje, że ostatnio jego serialowa pasja trochę wyhamowała, bo znalazł stałą pracę i ma dziewczynę. Ma również odpowiedź na pytanie, czy oglądanie to marnotrawstwo czasu czy styl życia. - Jeśli oglądasz z najbliższą osobą, to jest to styl życia, a jeśli sam, zaniedbując przy tym swoje życie, to jest to problem - mówi.
Podobnego zdania jest 26-letnia Tamara, studentka weterynarii z Olsztyna. Tłumaczy, że ogląda seriale, żeby się zrelaksować. Codziennie dużo czasu poświęca na naukę, a gdy już skończy - na kilka godzin zasiada do seriali. Mówi, że nie jest w stanie wyłączyć serialu po jednym odcinku i zawsze musi obejrzeć kilka - najlepiej do końca. - Chyba chodzi o poczucie zamknięcia całości. Jak już wejdę w klimat serialu, to nie mam ochoty z niego wychodzić do momentu, gdy się nie skończy. Gdy nie mam już co oglądać, nie mam innego wyjścia, jak po prostu go wyłączyć. Sama pewnie nie podjęłabym tej decyzji - opowiada. Tamara, zanim zaczęła oglądać seriale, czytała dużo książek fabularnych. Przestała, kiedy zaczęła studia, bo siedzenie nad książką kojarzy jej się teraz z nauką i nie pozwala się zrelaksować.`
Seriale masowo ogląda też 18-letnia Martyna, mieszkająca w małej miejscowości pod Zieloną Górą. Licealistka mówi, że weekendy często poświęca na binge-watching. - Wtedy mogę w piątek siedzieć do 5 nad ranem, a później w sobotę też oglądać cały dzień.
Choć zdaje sobie sprawę, że mogłaby ten czas wykorzystać produktywniej, fabuła często tak mocno ją wciąga, że nie jest w stanie przestać. W jej przypadku jest jeszcze jeden czynnik. - Mieszkam w małej miejscowości, więc nie mam wielu opcji na spędzenie wolnego czasu. Rozrywkę zapewniają mi po prostu seriale - mówi.
"Odcinek za odcinkiem, a życie ucieka"
Moi młodsi rozmówcy raczej nie patrzą na oglądanie seriali w taki sposób, jak na marnotrawstwo czasu. Inaczej jest jednak ze starszym pokoleniem. Granicę wyraźnie widać w statystykach. Osoby z pokolenia X (38-55 lat) rzadziej oglądają serial odcinek po odcinku (35 proc.). Częściej oglądają jeden odcinek serialu w tygodniu (37 proc.). Najwięcej jest jednak takich, którzy deklarują, że seriale oglądają "nieregularnie" (47 proc.).
Interpretacja tych statystyk jest dość prosta. W oglądanie seriali angażują się zazwyczaj osoby, które są dorosłe, ale nie mają wielu obowiązków - studiują, dorywczo pracują, nie mają rodzin. Ich starsi koledzy często po prostu nie mają na to czasu. Cezurą często jest pojawienie się dzieci.
- Dla mnie nie ma takiej opcji, nawet gdybym chciała. Mam dwóch małych synów i dwie nastoletnie córki, więc nie mogę sobie na to pozwolić, ale zazdroszczę tym, którzy mogą. Spędzenie kilku godzin z dobrym serialem brzmi, jak świetny plan na popołudnie - mówi 44-letnia Joanna z Kielc.
Mateusz, ojciec małej Zuzi, mówi, że świadomie nie ma żadnej platformy gromadzącej seriale, bo wie, że gdyby zaczął oglądać, nie potrafiłby skończyć. - I tak mam mało czasu, nie chcę mieć mniej - mówi. Justyna też ma małe dziecko, mówi, że spędzenie weekendu na oglądaniu serialu to luksus. Może sobie na to pozwolić z partnerem, kiedy ktoś inny zajmuje się dzieckiem. Ostatnio gdy babcia zabrała małego Łukasza do siebie, spędzili cały weekend oglądając "Skazanego na śmierć".
57-letnia Barbara z okolic Lublina, gdy dowiaduje się czym jest binge-watching, nie ma wątpliwości - to żadna rozrywka i żadne hobby. - Młodzi ludzie marnują czas, którzy powinni wykorzystać na rozwijanie się: naukę języków, czytanie książek. Oglądając coś łatwo można zapomnieć o całym świecie. Odcinek za odcinkiem, a życie ucieka - mówi.
Zarzut Barbary odpiera 27-letnia Sylwia z Warszawy. - Nie wiem, czym oglądanie seriali na Netflixie różni się od zasiadania wieczorami przed telewizorem i oglądania wszystkiego, jak leci. Moi rodzice niemal codziennie w taki sposób spędzają wieczory i nikt nie podnosi lamentu - mówi. Dodaje, że jest pewna, że gdyby w czasach naszych rodziców była możliwość oglądania całego sezonu serialu na raz, także by to robili. - Kiedyś wszystko było uzależnione od programu telewizyjnego: jeden odcinek w tygodniu i tyle. Teraz mamy inne możliwości i nie wiem, dlaczego mielibyśmy z nich nie korzystać.
Tamara, studentka weterynarii z Olsztyna zwraca uwagę na coś jeszcze: - Mówienie, że oglądanie seriali to marnowanie czasu, jest niedorzeczne. Czytania książek nikt raczej nie rozważyłby w kategorii lenistwa, a to taka sama forma rozrywki - tłumaczy.
Binge-watching grozi depresją?
Legendą obrosła już historia młodego mężczyzny ze Stanów Zjednoczonych, o którego zdrowie martwił się Netflix. Amerykanin napisał na Redditcie, że podczas przerwy międzysemestralnej popadł w lekką depresję. Nie miał pracy ani żadnych innych zajęć, więc spędzał czas oglądając "The Office". Gdy w ciągu tygodnia obejrzał całe dziewięć sezonów, na jego skrzynkę meilową przyszła wiadomość. "Czy wszystko w porządku?" - pytał go Netflix. - Szczerze mówiąc, poczułem się lepiej wiedząc, że ktoś martwi się o moje zdrowie psychiczne, nawet jeśli była to obca osoba z obsługi klienta - mówił użytkownik Reddita, kryjący się pod nickiem King-Salamander.
Trudno powiedzieć czy to tylko legenda miejska czy nie, faktem jest jednak, że psychologowie często łączą binge-watching z depresją. W 2015 r. naukowcy z Uniwersytetu w Toledo ustalili, że ludzie identyfikujący się jako "kompulsywni oglądacze" byli bardziej zestresowani oraz częściej mieli problemy z lękami i depresją. W tym samym roku badacze z Teksasu poinformowali, że binge-watching często łączy się z poczuciem osamotnienia, obniżonego samopoczucia oraz ogólnym brakiem samokontroli. Z kolei w 2018 r. opublikowano wyniki badania, w którym stwierdzono, że zjawisko to wiąże się także z zaburzeniami snu - bezsennością, zmęczeniem i złą jakością snu. "Binge-watching to rosnące zagrożenie dla zdrowia i trzeba się nim zająć" - alarmowali wtedy naukowcy z Toledo.
Część z moich rozmówców mówi, że ma trochę doświadczeń związanych z kompulsywnym oglądaniem seriali i złym samopoczuciem.
- Miałam takie dni, że każda czynność - nawet umycie zębów - była wyzwaniem. Jedyne na co miałam wtedy siłę, to włączenie "Przyjaciół" i leżenie na kanapie po raz enty oglądając te same odcinki, które znam prawie na pamięć - mówi 30-letnia Sandra. Jest jednak pewna, że odczuwane przez nią stany, nazywane "depresyjnymi", nie były konsekwencją oglądania seriali. Ich oglądanie było raczej elementem przeżywania tych stanów.
- We wrześniu dopadł mnie jakiś depresyjny epizod i faktycznie mocno wsiąknąłem. Przez cały miesiąc codziennie wstawałem około 10 i oglądałem seriale do jakiejś 2 w nocy - mówi 25-letni Paweł z Obornik Śląskich. Dodaje, że ostatnio ograniczył jednak sesje binge'u, bo zaczął regularną pracę. W przypadku Pawła problem jest jednak bardziej złożony, bo 25-latek cierpi na zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. - Uwielbiam oglądać seriale, ale czasami jest to dla mnie po prostu za trudne. Potrafiłem ubzdurać sobie, że jeśli nie zwrócę uwagi na jakiś element, stanie mi się coś złego. W kryzysowych momentach zdarzało się, że przez 30 minut oglądałem ten sam fragment - opowiada.
Gdy seriale maskują, prawdziwy problem
Naukowcy z Toledo i Teksasu nie chcieli tłumaczyć, z czego wynika zależność między depresją a binge-watchingiem - jedynie odnotowali taki fakt. Psychologowie często powtarzają jednak, że może chodzić o dopaminę. Dla wielu osób oglądanie ulubionego serialu, odcinek za odcinkiem, jest bardzo przyjemne. Gdy to robią, ich mózgi produkują dopaminę - związek chemiczny, który daje organizmowi sygnał: "to, co robisz, jest świetne, nie przestawaj". - Można doświadczyć takiego pseudo-uzależnienia od serialu, bo nasz organizm zaczyna domagać się dopaminy - tłumaczy amerykańska psycholog dr Renee Carr.
Podobnego zdania jest polska psycholog Katarzyna Kucewicz. Mówi, że "taśmowe" oglądanie seriali to forma ucieczki od rzeczywistości, tak samo jak alkohol, narkotyki czy zakupy i tak samo jak one potrafi uzależnić. - Seriale pozwalają nam zapomnieć o tych aspektach naszego życia, z których być może nie jesteśmy zadowoleni - związku, pracy, stylu życia. Dzięki oglądaniu nie myślimy o tym i nie przejmujemy się. Jednocześnie oznacza to jednak, że nie mamy też możliwości rozwiązać swoich problemów. To jest w tym najgorsze. Odcinając się, przestajemy działać i stajemy w miejscu - mówi psycholog.
Dodaje, że temat oglądania seriali przewija się w terapiach. Przytacza historię pacjentki, która powiedziała jej, że nie mogła oglądać serialu, bo nie miała internetu. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc otworzyła butelkę wina i zaczęła pisać do swojego byłego chłopaka. - Problem pojawia się zazwyczaj pobocznie, ale to nie znaczy, że jest mały. Dla wielu osób, to kamuflaż, pod którym kryją się kwestie, z którymi nie chcą lub nie potrafią się zmierzyć - tłumaczy Kucewicz.
Każdemu z nas zdarza się jednak spędzić weekend z serialem, zwłaszcza jeśli właśnie pojawił się nowy sezon tego ulubionego. Nie ma w tym nic złego, jeśli robimy to raz na jakiś czas. Kiedy pojawia się zatem problem? Zdaniem psycholog wtedy, kiedy przez oglądanie seriali zaniedbujemy inne aktywności, zaczynamy się izolować, tracimy kontakt z otoczeniem i rzeczywistością. - Jeśli nic innego nie daje nam przyjemności i marzymy tylko o kolejnym odcinku serialu, należy się zatrzymać i zastanowić, czy w naszym życiu wszystko jest OK - mówi Katarzyna Kucewicz.
Nikt nie ukrywa, że binge-watching może być uzależniający. Do takiego wniosku doszli m.in. naukowcy z Luksemburga i Belgi w 2017 r. W końcowych wnioskach swoich badań zaznaczają jednak, że pomimo iż można zauważyć podobieństwa między kompulsywnym oglądaniem a chociażby uzależnieniem od narkotyków, to postawienie między nimi znaku równości byłoby nadużyciem. Tłumaczą, że to dlatego, że postrzeganie "uzależnienia" od seriali jest pozytywne, zaangażowanie w nie zazwyczaj przemija, a negatywny wpływ na życie codzienne jest znikomy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24606607,siedem-grzechow-glownych-lenistwo.html#s=amtp_pnHP_related
Mój komentarz: Tak jak pisałam wcześniej, oglądanie seriali, a zwłaszcza "taśmowo" to nie moja dziedzina. Owszem, to nie jest tak, że nie oglądam nigdy żadnych tasiemców, bo czasami trzeba dostarczyć swojemu mózgowi trochę "głupot", ale zauważyłam, że nie potrafię wysiedzieć przy nich dłużej niż godzinę, w porywach półtorej. Z reguły łączę to też z inną czynnością - w dzieciństwie bardzo często rysowałam podczas oglądania serialu, teraz, jak już mi się zdarzy na coś "rzucić oko", to zazwyczaj albo prasuję, albo coś zszywam, a nawet czytam coś na internecie. Dlatego nigdy nie rozumiałam osób, która spędzają całe dnie na oglądaniu całych serii, ale jak ktoś lubi, to dlaczego nie.
Mimo to mogę powiedzieć, że jestem leniwa i czasami nic mi się nie chce. Czasami wynika to z ludzkiego zmęczenia, a czasami nie. Staram się, aby tych drugich sytuacji było jak najmniej, ale lenistwo jest chyba wplecione w ludzką egzystencję i trudno jest je całkowicie wyeliminować z naszego życia. Często nam się coś nie chce, czasami umiemy się zmobilizować, innym razem nie. Ludzkie? Ludzkie. I niestety, bardzo życiowe
Chodzi o oglądanie kilku odcinków lub nawet sezonów z rzędu, jeden po drugim. Angielskie słowo binge wcześniej było używane zwykle w kontekście nadmiernego jedzenia albo picia. Słownik McMillana podaje, że binge zaczęto łączyć z oglądaniem seriali już [w.] 2003 r., ale dopiero w 2022 r. określenie się upowszechniło. Bez wątpienia miało to związek z rozwojem platform streamingowych, takich jak Netflix czy HBO GO. To właśnie w 2012 r. Neflix, firma zajmująca się do tej pory wypożyczaniem filmów i seriali, zajęła się produkcją własnych seriali.
Binge-watching: styl życia czy problem?
Pora na osobiste wyznanie: jestem jedną z osób, które spędzają na oglądaniu seriali więcej czasu niż wypada przyznać. Jeszcze jakieś 10 lat temu, oglądanie seriali mnie męczyło i poświęcenie na to kilku godzin wydawało mi się stratą czasu. A później przedstawiono mi "Doktora House'a" i się zaczęło.
Od tej pory obejrzałam około 70 innych seriali, nie wszystkie w całości, ale za to niektóre z nich po dwa-trzy razy. Zawsze oglądałam oczywiście po kilka-kilkanaście odcinków z rzędu. Internetowy kalkulator wyliczył mi, że obejrzenie 21 z uwzględnionych w algorytmie seriali zajęło mi 1 673 godziny, czyli prawie 70 dni. Biorąc jednak pod uwagę, że w mojej "kolekcji" jest około 70 tytułów, lekką ręką można oszacować, że przez ostatnie 10 lat spędziłam jakieś 200 dni na oglądaniu seriali. Lata "świetności" tej aktywności przypadły na okres studiów. Przez oglądanie nigdy nie zawaliłam szkoły czy pracy, ale myśl o tym, jak inaczej mogłabym wykorzystać te 200 dni będzie mnie już prześladować.
I w głowie rodzi się pytanie: Czy kompulsywne oglądanie seriali to styl życia czy problem?
Nie jestem jedyną osobą, która w ten sposób spędza czas. Z danych Nielsona wynika, że aż 361 tysięcy osób obejrzało wszystkie dziesięć odcinków drugiego sezonu serialu "Stranger Things" w dniu jego premiery. Ludzi winnych tego "grzechu" nie trzeba jednak szukać w statystykach. Wszystkie osoby, z którymi na ten temat rozmawiałam, mówią, że co najmniej raz w życiu spędziły cały weekend na oglądaniu serialu odcinek po odcinku. Nawet ci, którzy po raz pierwszy w życiu usłyszeli określenie binge-watching mówili, że faktycznie, raz na jakiś czas zamykają się w domu i oglądają swój ulubiony serial.
Szymon, 21-letni mieszkaniec Wodzisławia Śląskiego ma na swoim koncie 308 obejrzanych seriali. Mówi mi, że obejrzenie ich zajęło mu 167 dni. Dodaje, że woli oglądać seriale niż filmy, bo oglądając je można zżyć się z bohaterami i przedstawionym światem. Oglądania seriali nie nazwałby swoim hobby, ale dyskutowanie o nich już tak. Binge-watching to dla niego "ulubiony sposób na marnowanie czasu". - Kiedy oglądam serial, to świat zewnętrzny znika, znikają problemy i zmartwienia. To działa trochę jak narkotyk - mówi Szymon. Podkreśla jednak, że potrafi się kontrolować. Dodaje, że ostatnio jego serialowa pasja trochę wyhamowała, bo znalazł stałą pracę i ma dziewczynę. Ma również odpowiedź na pytanie, czy oglądanie to marnotrawstwo czasu czy styl życia. - Jeśli oglądasz z najbliższą osobą, to jest to styl życia, a jeśli sam, zaniedbując przy tym swoje życie, to jest to problem - mówi.
Podobnego zdania jest 26-letnia Tamara, studentka weterynarii z Olsztyna. Tłumaczy, że ogląda seriale, żeby się zrelaksować. Codziennie dużo czasu poświęca na naukę, a gdy już skończy - na kilka godzin zasiada do seriali. Mówi, że nie jest w stanie wyłączyć serialu po jednym odcinku i zawsze musi obejrzeć kilka - najlepiej do końca. - Chyba chodzi o poczucie zamknięcia całości. Jak już wejdę w klimat serialu, to nie mam ochoty z niego wychodzić do momentu, gdy się nie skończy. Gdy nie mam już co oglądać, nie mam innego wyjścia, jak po prostu go wyłączyć. Sama pewnie nie podjęłabym tej decyzji - opowiada. Tamara, zanim zaczęła oglądać seriale, czytała dużo książek fabularnych. Przestała, kiedy zaczęła studia, bo siedzenie nad książką kojarzy jej się teraz z nauką i nie pozwala się zrelaksować.`
Seriale masowo ogląda też 18-letnia Martyna, mieszkająca w małej miejscowości pod Zieloną Górą. Licealistka mówi, że weekendy często poświęca na binge-watching. - Wtedy mogę w piątek siedzieć do 5 nad ranem, a później w sobotę też oglądać cały dzień.
Choć zdaje sobie sprawę, że mogłaby ten czas wykorzystać produktywniej, fabuła często tak mocno ją wciąga, że nie jest w stanie przestać. W jej przypadku jest jeszcze jeden czynnik. - Mieszkam w małej miejscowości, więc nie mam wielu opcji na spędzenie wolnego czasu. Rozrywkę zapewniają mi po prostu seriale - mówi.
"Odcinek za odcinkiem, a życie ucieka"
Moi młodsi rozmówcy raczej nie patrzą na oglądanie seriali w taki sposób, jak na marnotrawstwo czasu. Inaczej jest jednak ze starszym pokoleniem. Granicę wyraźnie widać w statystykach. Osoby z pokolenia X (38-55 lat) rzadziej oglądają serial odcinek po odcinku (35 proc.). Częściej oglądają jeden odcinek serialu w tygodniu (37 proc.). Najwięcej jest jednak takich, którzy deklarują, że seriale oglądają "nieregularnie" (47 proc.).
Interpretacja tych statystyk jest dość prosta. W oglądanie seriali angażują się zazwyczaj osoby, które są dorosłe, ale nie mają wielu obowiązków - studiują, dorywczo pracują, nie mają rodzin. Ich starsi koledzy często po prostu nie mają na to czasu. Cezurą często jest pojawienie się dzieci.
- Dla mnie nie ma takiej opcji, nawet gdybym chciała. Mam dwóch małych synów i dwie nastoletnie córki, więc nie mogę sobie na to pozwolić, ale zazdroszczę tym, którzy mogą. Spędzenie kilku godzin z dobrym serialem brzmi, jak świetny plan na popołudnie - mówi 44-letnia Joanna z Kielc.
Mateusz, ojciec małej Zuzi, mówi, że świadomie nie ma żadnej platformy gromadzącej seriale, bo wie, że gdyby zaczął oglądać, nie potrafiłby skończyć. - I tak mam mało czasu, nie chcę mieć mniej - mówi. Justyna też ma małe dziecko, mówi, że spędzenie weekendu na oglądaniu serialu to luksus. Może sobie na to pozwolić z partnerem, kiedy ktoś inny zajmuje się dzieckiem. Ostatnio gdy babcia zabrała małego Łukasza do siebie, spędzili cały weekend oglądając "Skazanego na śmierć".
57-letnia Barbara z okolic Lublina, gdy dowiaduje się czym jest binge-watching, nie ma wątpliwości - to żadna rozrywka i żadne hobby. - Młodzi ludzie marnują czas, którzy powinni wykorzystać na rozwijanie się: naukę języków, czytanie książek. Oglądając coś łatwo można zapomnieć o całym świecie. Odcinek za odcinkiem, a życie ucieka - mówi.
Zarzut Barbary odpiera 27-letnia Sylwia z Warszawy. - Nie wiem, czym oglądanie seriali na Netflixie różni się od zasiadania wieczorami przed telewizorem i oglądania wszystkiego, jak leci. Moi rodzice niemal codziennie w taki sposób spędzają wieczory i nikt nie podnosi lamentu - mówi. Dodaje, że jest pewna, że gdyby w czasach naszych rodziców była możliwość oglądania całego sezonu serialu na raz, także by to robili. - Kiedyś wszystko było uzależnione od programu telewizyjnego: jeden odcinek w tygodniu i tyle. Teraz mamy inne możliwości i nie wiem, dlaczego mielibyśmy z nich nie korzystać.
Tamara, studentka weterynarii z Olsztyna zwraca uwagę na coś jeszcze: - Mówienie, że oglądanie seriali to marnowanie czasu, jest niedorzeczne. Czytania książek nikt raczej nie rozważyłby w kategorii lenistwa, a to taka sama forma rozrywki - tłumaczy.
Binge-watching grozi depresją?
Legendą obrosła już historia młodego mężczyzny ze Stanów Zjednoczonych, o którego zdrowie martwił się Netflix. Amerykanin napisał na Redditcie, że podczas przerwy międzysemestralnej popadł w lekką depresję. Nie miał pracy ani żadnych innych zajęć, więc spędzał czas oglądając "The Office". Gdy w ciągu tygodnia obejrzał całe dziewięć sezonów, na jego skrzynkę meilową przyszła wiadomość. "Czy wszystko w porządku?" - pytał go Netflix. - Szczerze mówiąc, poczułem się lepiej wiedząc, że ktoś martwi się o moje zdrowie psychiczne, nawet jeśli była to obca osoba z obsługi klienta - mówił użytkownik Reddita, kryjący się pod nickiem King-Salamander.
Trudno powiedzieć czy to tylko legenda miejska czy nie, faktem jest jednak, że psychologowie często łączą binge-watching z depresją. W 2015 r. naukowcy z Uniwersytetu w Toledo ustalili, że ludzie identyfikujący się jako "kompulsywni oglądacze" byli bardziej zestresowani oraz częściej mieli problemy z lękami i depresją. W tym samym roku badacze z Teksasu poinformowali, że binge-watching często łączy się z poczuciem osamotnienia, obniżonego samopoczucia oraz ogólnym brakiem samokontroli. Z kolei w 2018 r. opublikowano wyniki badania, w którym stwierdzono, że zjawisko to wiąże się także z zaburzeniami snu - bezsennością, zmęczeniem i złą jakością snu. "Binge-watching to rosnące zagrożenie dla zdrowia i trzeba się nim zająć" - alarmowali wtedy naukowcy z Toledo.
Część z moich rozmówców mówi, że ma trochę doświadczeń związanych z kompulsywnym oglądaniem seriali i złym samopoczuciem.
- Miałam takie dni, że każda czynność - nawet umycie zębów - była wyzwaniem. Jedyne na co miałam wtedy siłę, to włączenie "Przyjaciół" i leżenie na kanapie po raz enty oglądając te same odcinki, które znam prawie na pamięć - mówi 30-letnia Sandra. Jest jednak pewna, że odczuwane przez nią stany, nazywane "depresyjnymi", nie były konsekwencją oglądania seriali. Ich oglądanie było raczej elementem przeżywania tych stanów.
- We wrześniu dopadł mnie jakiś depresyjny epizod i faktycznie mocno wsiąknąłem. Przez cały miesiąc codziennie wstawałem około 10 i oglądałem seriale do jakiejś 2 w nocy - mówi 25-letni Paweł z Obornik Śląskich. Dodaje, że ostatnio ograniczył jednak sesje binge'u, bo zaczął regularną pracę. W przypadku Pawła problem jest jednak bardziej złożony, bo 25-latek cierpi na zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. - Uwielbiam oglądać seriale, ale czasami jest to dla mnie po prostu za trudne. Potrafiłem ubzdurać sobie, że jeśli nie zwrócę uwagi na jakiś element, stanie mi się coś złego. W kryzysowych momentach zdarzało się, że przez 30 minut oglądałem ten sam fragment - opowiada.
Gdy seriale maskują, prawdziwy problem
Naukowcy z Toledo i Teksasu nie chcieli tłumaczyć, z czego wynika zależność między depresją a binge-watchingiem - jedynie odnotowali taki fakt. Psychologowie często powtarzają jednak, że może chodzić o dopaminę. Dla wielu osób oglądanie ulubionego serialu, odcinek za odcinkiem, jest bardzo przyjemne. Gdy to robią, ich mózgi produkują dopaminę - związek chemiczny, który daje organizmowi sygnał: "to, co robisz, jest świetne, nie przestawaj". - Można doświadczyć takiego pseudo-uzależnienia od serialu, bo nasz organizm zaczyna domagać się dopaminy - tłumaczy amerykańska psycholog dr Renee Carr.
Podobnego zdania jest polska psycholog Katarzyna Kucewicz. Mówi, że "taśmowe" oglądanie seriali to forma ucieczki od rzeczywistości, tak samo jak alkohol, narkotyki czy zakupy i tak samo jak one potrafi uzależnić. - Seriale pozwalają nam zapomnieć o tych aspektach naszego życia, z których być może nie jesteśmy zadowoleni - związku, pracy, stylu życia. Dzięki oglądaniu nie myślimy o tym i nie przejmujemy się. Jednocześnie oznacza to jednak, że nie mamy też możliwości rozwiązać swoich problemów. To jest w tym najgorsze. Odcinając się, przestajemy działać i stajemy w miejscu - mówi psycholog.
Dodaje, że temat oglądania seriali przewija się w terapiach. Przytacza historię pacjentki, która powiedziała jej, że nie mogła oglądać serialu, bo nie miała internetu. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc otworzyła butelkę wina i zaczęła pisać do swojego byłego chłopaka. - Problem pojawia się zazwyczaj pobocznie, ale to nie znaczy, że jest mały. Dla wielu osób, to kamuflaż, pod którym kryją się kwestie, z którymi nie chcą lub nie potrafią się zmierzyć - tłumaczy Kucewicz.
Każdemu z nas zdarza się jednak spędzić weekend z serialem, zwłaszcza jeśli właśnie pojawił się nowy sezon tego ulubionego. Nie ma w tym nic złego, jeśli robimy to raz na jakiś czas. Kiedy pojawia się zatem problem? Zdaniem psycholog wtedy, kiedy przez oglądanie seriali zaniedbujemy inne aktywności, zaczynamy się izolować, tracimy kontakt z otoczeniem i rzeczywistością. - Jeśli nic innego nie daje nam przyjemności i marzymy tylko o kolejnym odcinku serialu, należy się zatrzymać i zastanowić, czy w naszym życiu wszystko jest OK - mówi Katarzyna Kucewicz.
Nikt nie ukrywa, że binge-watching może być uzależniający. Do takiego wniosku doszli m.in. naukowcy z Luksemburga i Belgi w 2017 r. W końcowych wnioskach swoich badań zaznaczają jednak, że pomimo iż można zauważyć podobieństwa między kompulsywnym oglądaniem a chociażby uzależnieniem od narkotyków, to postawienie między nimi znaku równości byłoby nadużyciem. Tłumaczą, że to dlatego, że postrzeganie "uzależnienia" od seriali jest pozytywne, zaangażowanie w nie zazwyczaj przemija, a negatywny wpływ na życie codzienne jest znikomy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24606607,siedem-grzechow-glownych-lenistwo.html#s=amtp_pnHP_related
Mój komentarz: Tak jak pisałam wcześniej, oglądanie seriali, a zwłaszcza "taśmowo" to nie moja dziedzina. Owszem, to nie jest tak, że nie oglądam nigdy żadnych tasiemców, bo czasami trzeba dostarczyć swojemu mózgowi trochę "głupot", ale zauważyłam, że nie potrafię wysiedzieć przy nich dłużej niż godzinę, w porywach półtorej. Z reguły łączę to też z inną czynnością - w dzieciństwie bardzo często rysowałam podczas oglądania serialu, teraz, jak już mi się zdarzy na coś "rzucić oko", to zazwyczaj albo prasuję, albo coś zszywam, a nawet czytam coś na internecie. Dlatego nigdy nie rozumiałam osób, która spędzają całe dnie na oglądaniu całych serii, ale jak ktoś lubi, to dlaczego nie.
Mimo to mogę powiedzieć, że jestem leniwa i czasami nic mi się nie chce. Czasami wynika to z ludzkiego zmęczenia, a czasami nie. Staram się, aby tych drugich sytuacji było jak najmniej, ale lenistwo jest chyba wplecione w ludzką egzystencję i trudno jest je całkowicie wyeliminować z naszego życia. Często nam się coś nie chce, czasami umiemy się zmobilizować, innym razem nie. Ludzkie? Ludzkie. I niestety, bardzo życiowe
Jeżeli chodzi o seriale albo w ogóle telewizję to nie grzeszę:))ale często mi się zdarzy marnować swój czas na inne rzeczy.Mam podobne odczucia co do ludzi uparcie dążących do gromadzenia się na nabożeństwach.Mnie też ich brakuje ale jak ktoś chce się gorliwie pomodlić to w swoim pokoju też może.Pozdrawiam Cię serdecznie i dobrych ,spokojnych a przede wszystkim zdrowych świąt życzę:))))
OdpowiedzUsuńja dziś zaszłam do kościoła- oczywiście nie na Mszę, tylko idąc do pracy,.na moment, bo jakoś nie czułam tych Świąt bez chwili w kościele, no cóż, dziwny to będzie czas, ale najlepiej włączyć się do modlitw przez internet!
OdpowiedzUsuńNie oglądam seriali na szczęście. Dawno temu dałam się wciągnąć w polski serial, ale to jakoś samoistnie odeszło.
OdpowiedzUsuńTeraz lubię czytać książki biograficzne. Polecam autora o nazwisku Sławomir Koper.
Pozdrawiam :)
Seriali nie oglądam, ale lenistwo to także mój grzech...
OdpowiedzUsuńKiedyś miałam fazę na oglądanie seriali, ale szybko mi przeszło, przede wszystkim dlatego, ze poczułam się więźniem czasu. Nigdy jednak nie oglądam bezczynnie, zawsze mam w ręku jakąś robótkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Karolinko:)
W seriale raczej się nie wciągam bo czasami przepadały mi jakieś odcinki bo byłam akurat w pracy.Nie będę oszukiwała że telewizję lubię oglądać. Często jednak jest to połączone z wykonywaniem jakiś innych rzeczy a to sprzątanie, rozwijanie swoich pasji... Co prawda i tak zawsze mam poczucie marnowania mimo wszystko czasu raczej przez złą organizację. albo że taż mi się nie chce :-(. Jak piszesz jest to ludzkie i warto nad tym popracować.Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńWitaj Karolinko
OdpowiedzUsuńLenistwo nie jest mi obce ;)))
Dzisiaj zatem tylko życzenia
Życzę aby święta Wielkanocne przyniosły radość,
spokój oraz wzajemną życzliwość.
Poczuj miłość Boga i opiekę aniołów.
Zrozum sens życia i potęgę rodziny.
Otwórz serce i wpuść ptaki nadziei
Ja po raz pierwszy sama w te święta....
Nie lubię takiego wyliczania zmarnowanych godzin, bo sama wiem, że kiedy nie oglądałam seriali, wcale nie miałam więcej czasu niż teraz, gdy oglądam, po prostu rozpływał się na co innego, niekoniecznie bardziej pożytecznego. Nie uważam też, że trzeba każdą minutę wykorzystywać, bo tak się po prostu nie da. Choć oglądania ciągiem nie rozumiem i nie byłabym w stanie.
OdpowiedzUsuńAle samo lenistwo mnie dotyczy, nie należę do ludzi, którzy nie potrafią usiedzieć bez zajęcia. Choć staram się dbać o lepszą organizację czasu.
Seriali nie oglądam, ale lenistwo nie jest mi obce, niestety. Głównie wtedy, gdy pora na porządki:)
OdpowiedzUsuńSerdeczności posyłam, Karolinko.
Zależy wszystko od serialu i co się przy tym robi. Ja np. często to łączę z kolorowaniem. Gorzej jak serial ma same napisy polskie. Od strony psychologicznej polecam Ci np. Mindhunter - psychologia przestępców, na faktach, ciekawe nawet te rozmowy... No i dwa sezony są. Są jednak seriale, gdzie można totalnie uciec sobie na odpoczynek - np. Once Upon a Time - piękny serial o baśniach. Przy grypie obejrzałam np. całe Z Nation - nie miałam siły na nic nnego, a oglądanie to też zabawa i poszerzanie horyzontów - nie jest to jednak dzień w dzień - czasami w weekend. Jak ktoś to robi codziennie i objerzał całego Netflixa to już cos nie tak...
OdpowiedzUsuńAle z drugiej strony każą siedzieć w domu, więc siedzimy z tym papierem, puszkami i chlebem w zamrażarce. Jak ciężko czytać to od dawna wiadomo, że oglądanie lekkiego serialu wymaga mniej skupienia... :)
Pozdrawiam! :)
Ja wielu zachowań nie rozumiem Karolinko :-) ale trzeba współczuć, to zmienia zupełnie punkt widzenia. Na to co robią inni często nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to jak to odbieramy :-) Ja np martwię się strasznie nadchodzącym kryzysem, człowiek jest przyzwyczajony do wygód, do dostatku i chętnie bym pogapiła się w tv bo pamiętam,ze to przynosi ulgę. Na szczęście medytuję, to jestem spokojniejsza, uff, ale każdy sobie radzi jak umie, nie można nikogo uszczęśliwić na siłę. Wesołych Świąt Karolinko .:-)Spokoju ducha życzę :-)
OdpowiedzUsuńCiekawe te interpretacje psychologów, a troskliwość Netflixa po prostu mnie rozczuliła ;)
OdpowiedzUsuńNie powiem, oglądam seriale, wieczorami najczęściej. I prawdą jest, że człowiek się w nie wkręca. Trzeba mieć tego świadomość i nie pozwalać, by serial rządził. Czasem to bardzo trudne, ale tak to z nałogami bywa.
Nie postrzegam oglądania seriali jako lenistwa. Żyję na takich wielkich obrotach i pracuję tak wiele, że czasem trochę czasu spędzonego przy ulubionym serialu jest dla mnie formą "zresetowania".
OdpowiedzUsuńSądzę, że trzeba tak jak zwykle znaleźć złoty środek. Można na przykład raz na jakiś czas obejrzeć serial, który dotyczy np. historii zamiast ciągle śledzić jakieś wymyślone historie. Zdarzają się też seriale, które warto obejrzeć, jednak nie należę do takich wielkich fanów, by siedzieć całą noc i oglądać jakiś tasiemiec.
OdpowiedzUsuńPewnie prawie wszędzie jeżdżą i przypominają o naszych obowiązkach. Może po prostu nie masz widoku na takie radiowozy i podobne pojazdy w czasie akcji takiej?
Pozdrawiam!
Droga Karolino, baaardzo rzadko oglądam seriale. A jak już, to i tak przy okazji coś robię.
OdpowiedzUsuńŚcieram kurze, prasuję etc.
Kochana życzę Ci wiele spokoju, wiary i nadziei na lepsze czasy z okazji Świąt Wielkanocnych.
Czasami potrzebne jest coś co nas "odmóżdży" albo trzeba spojrzeć na to inaczej, bo czy wykonywanie innej czynności jest potrzebne, albo niezbędne ...z wielu rzeczy moglibyśmy zrezygnować, tylko co powinniśmy w tym czasie robić ;) Kiedyś przeczytałam komentarz, że czytamy bezwartościowe książki, czyli co autor miał na myśli powinniśmy czytać encyklopedie...
OdpowiedzUsuńPogodnych i zdrowych Świąt Karolinko :)
Wesolutkich Świąt, dużo zdrówka i radości ! :)
OdpowiedzUsuń