Na początku dziękuję wszystkim za przemiłe życzenia urodzinowe. Nie spodziewałam się tylu oznak sympatii, zarówno tutaj na blogu, jak i na facebooku. Przyjęłam wszystkie z prawdziwą radością. I pozwólcie, że powtórzę za panią Mery Poppins - "Daj Boże, żeby się spełniły". W zamian możecie się "poczęstować" ciastem. Muszę zdradzić, że "krówka", chociaż pieczona po raz pierwszy, wyszła niesamowicie pyszna.

W sobotę jedna z moich koleżanek, o której już tutaj pisałam zapytała mnie, czy robiłam w domu imprezę. Oczywiście, o niczym innym nie marzyłam, niż o "hucznym świętowaniu". Ech, chyba już z tego wyrosłam, bo jakoś nie czułam potrzeby świętowania w większym gronie. Dzień moich 30 urodzin spędziłam w nieco inny sposób.
W czerwcu miała się odbyć druga edycja Górskiego Biegu Frasstiego. Rok temu miałam przyjemność pomagać przy organizacji pierwszej. Atmosfera tak bardzo mi się podobała, że nie wyobrażałam sobie, aby w tym roku mogło być inaczej. Nie przewidziałam(zresztą nikt tego nie mógł przewidzieć) jednak, że w trzecim miesiącu 2020 roku pojawi się patogen, który zrewolucjonizuje cały praktycznie świat. Jak nietrudno się domyślić, bieg został odwołany, a raczej przeniesiony na bliżej nieokreślony czas.
Gdzieś w lipcu padło, że jeżeli nie będzie drastycznych ograniczeń związanych z epidemią, to odbędzie się on 26 września. Teraz pozostało mi pilnowanie oficjalnej rekrutacji wolontariuszy. Tej nie było, ale zgłosił się do mnie pomysłodawca biegu z zapytaniem, czy czasem nie chciałabym ich wspomóc moją osobą. Wiadomo, dwa razy nie musieli mnie pytać. I jeszcze załatwili mi transport tam i z powrotem z redakcją "Gościa Niedzielnego", który był głównym patronem biegu. Zawsze to lepiej, niż tłuc się pociągiem i autobusem.
Samochód "GN" odjeżdżał spod redakcji o 6:20, więc raczej sobie nie pospałam. Za to Katowice przywitały mnie uroczym świtem. Podróż trwała niewiele ponad godzinę i skończyła się na dobrze znanej mi z zeszłego roku polance nad jeziorem. Wtedy ulokowane na niej było całe zaplecze biegu, wraz ze startem i metą, teraz biuro zawodów i start znajdowały się przy lokalnej szkole, a na polance ustanowiono metę biegu. Wszystko ze względów bezpieczeństwa.
 |
Wystarczył moment i wszystko zostało przewrócone
|
Poranek był deszczowy, a po 9:00 zarówno deszcz, jak i wiatr, przybrały na sile. W efekcie meta wraz z barierkami zostały poprzewracane, a dwa "balony" "Tauronu" dosłownie porwane w strzępy. Organizatorzy się śmiali, że "Tauron" wliczy to sobie w koszta, a pewnie i nawet nie zauważy takiej straty. Jedynie dla nas, osób zaangażowanych w organizację biegu, był to problem, bo trzeba było na nowo wszystko poustawiać, tym bardziej, że lada chwila mogli się pojawić na horyzoncie pierwsi półmaratończycy(przypominam - maraton ma 42 kilometry, a zatem 21 kilometrów to półmaraton).A ci pojawili się nieprzewidywalnie szybko. Najszybszemu zawodnikowi pokonanie 21 kilometrów w górach w strugach deszczu zajęło, bagatela, 1:43, drugi zawodnik stawił się na mecie ok. 40 sekund za nim. A potem stopniowo powiększało się grono tych, którzy szczęśliwie ukończyli bieg - czyli wszystkich zawodników i zawodniczek. Akurat stałam w strefie medalowej, więc miałam ręce pełne roboty, i to dosłownie. Tym bardziej, że było nas do tej funkcji przydzielonych tylko dwie osoby.
Ostatni zawodnik przybiegł na metę przed godziną 14:00. W międzyczasie pogoda uległa wypogodzeniu i można było zdjąć przemoczone kurtki. A po ostatnim zawodniku pójść coś zjeść. Co prawda był to tylko makaron z sosem warzywnym(zabrakło już mięsnego), ale zawsze coś. Potem zostało już tylko nagrodzenie najlepszych biegaczy i można było zacząć zbierać banery z barierek. A towarzyszyły nam takie oto widoki:
Do domu wróciłam po 18:00. Szybka kolacja, życzenia od rodzinki i trzeba było położyć się spać - w sumie niedziela zapowiadała mi się równie pracowicie, z tym, że już teren dużo bliższy mojemu miejscu zamieszkania. A, jeszcze przed spaniem nacieszyłam się prezentami, z okazji tej rocznicy.
 |
30 róż od rodzinki
|
 |
| słonik na łańcuszku też od rodzinki |
 |
Co prawda przypadkowe prezenty, ale i tak cieszą - zakładka z herbatami od Czarnej Damy oraz książka od Stokrotki
|
 |
Przecudna i jedyna w swoim rodzaju kartka od mistrzyni w tej dziedzinie - Małgosi(ten kociak jest przeuroczy!)
|
O wolontariacie na "Copa espanola" dowiedziałam się przez przypadek w czasie próby mojego dotarcia na zawody do Słubic. Traf chciał, że wzięłam ze sobą mojego laptopa i trafiłam na nabór wolontariuszy. Impreza trwała co prawda cały weekend, ale że wcześniej zgłosiłam się na Bieg Frassatiego, to zarejestrowałam się tylko na niedzielę. Długo nie dostawałam informacji zwrotnej, więc myślałam, że tym razem się nie udało. Mówi się trudno, idzie się dalej z życiem. Jednak w zeszłym tygodniu dostałam meila, że jednak zostałam przydzielona do biura zawodów. Następny dotyczył spraw organizacyjnych oraz zawierał umowę wolontariacką.
Jeszcze w sobotę wieczorem oraz w niedzielę przed wyjściem sprawdzałam rozkład jazdy autobusów na niedzielę(zbiórka pod Stadionem Śląskim zaplanowana była na godzinę 8:00 rano). Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że upatrzona przeze mnie linia jednak nie jedzie o tej godzinie co powinna. W sumie trafiłam w "dziurę", podczas której przez pół godziny dosłownie nic nie jechało w stronę Katowic. Trochę zirytowana poszłam na pociąg, ten na szczęście był zgodnie z planem. Po ok. 25 minutach byłam w stolicy mojego województwa, gdzie przesiadłam się na tramwaj do Chorzowa. Co prawda ciut się spóźniłam na zbiórkę, ale w granicach rozsądku.
Praca w biurze zawodów polegała głównie na odbieraniu papierków z danymi młodych zawodników(z roczników wynikało, że do 10 lat) od trenerów, wydawaniu im bonów na posiłki i informowaniu o tym, kiedy mają swój mecz. Jedynym problemem byli rodzice, ale tak jest zawsze.
Dyżur w biurze zawodów trwał do 10:00, następnie większość z pełniących go osób poszła pomagać przy tzw. ścieżce zdrowia. Mnie trafiła się inna fucha - rozdzielanie i układanie medali. Jako że to był turniej dla maluchów, to każdy z nich w nagrodę dostawał medal. W niedzielę było 25 drużyn, średnio po 11 zawodników w każdej, więc medali też było sporo do wydania(ok. 275). Posegregowałam je sobie i poukładałam pakietami pod ścianą. A potem porobiłam jeszcze kilka worków z pakietami. Na początku myślałam, że są to nagrody dla najlepszych piłkarzy, dopiero na koniec się okazało, że są to upominki od organizatora dla nas, wolontariuszy.
W międzyczasie poszłam też popatrzeć na rozgrywki toczone na boiskach przy S. Ś. Niestety, dopiero w Centrum Wolontariatu się spostrzegłam, że nie wzięłam aparatu fotograficznego(w dalszym ciągu się ładował), to i ze zdjęć wyszły nici.
Rozgrywki zakończyły się przed 17:00. Nastąpiła chwila dekoracji. Trochę żeśmy się w tym pogubili, na szczęście bilans końcowy wyszedł na plus. Szczęśliwe dzieci opuściły teren Stadionu, a my wróciliśmy do naszego Centrum Wolontariatu oraz wręczyli, ku mojemu zaskoczeniu, worki, które wcześniej sama pakowałam. Nawet ciekawą miały zawartość - piłka pójdzie do Oratorium, ale resztę sobie zostawiam. Oczywiście zaprosili nas do współpracy także w przyszłym roku, jak będzie taka możliwość, to na przełomie maja i czerwca. Jeżeli tylko nie pokryje mi się to z moimi startami(zresztą podobnie jak przyszłoroczna edycja Górskiego Biegu Frassatiego), to czemu nie? Zwłaszcza, że to jest fantastyczna przygoda.
 |
Pakiet dla wolontariuszy(koszulka, bidon, to niebieskie to ręcznik - swoją drogą to od dawna o takim marzyłam, 2 worki sportowe, piłka) |
Do domu wróciłam przed 19:00. Szybko rzuciłam okiem na fb, czy zaplanowane na wieczór spotkanie organizacyjne Oratorium dojdzie do skutku(okazało się, że nie) i mogłam rozkoszować się zasłużonym odpoczynkiem przy książce i kubku ciepłej herbaty.
To był bardzo zimny(zarówno w sobotę, jak i w niedzielę wiał porywisty wiatr), a zarazem intensywny weekend. I w sumie cieszę się, że spędziłam te dni na swój sposób. Pamiętam jak 5 lat temu 26 września miałam poprowadzić scholową wycieczkę do Wadowic. Na początku września jedna z mam powiedziała mi, że to niemożliwe, bo jej mąż ma w tygodniu urodziny, ale robią je w sobotę... Zrobiło mi się przykro - ja swoje specjalnie przełożyłam na niedzielę, żebym mogła wywiązać się z zobowiązania. Dzisiaj wiem, że mogłam zrobić tą wycieczkę bez niej, nic by się przecież nie stało. Ale wtedy, wtedy inaczej myślałam. No cóż, człowiek uczy się na błędach.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
Nie znajduję słów podziwu dla Ciebie. Znam innych 30-latków, którzy urodziny spędzają biernie i nie mają ani zdjęć ani wspomnień. Niechaj zacytowane na początku postu słowa spełnią się w całej rozciągłości nie tylko w tym roku ale przez następne lata. Niechaj radość, uśmiech i optymizm Cię nie opuszczają. Uściski.
OdpowiedzUsuńwspaniały sposób na spędzenie swojego wyjątkowego dnia!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Karolinko, jesteś niesamowitą, bardzo wartościową osobą!!! Pomimo jak piszesz, swojej niepełnosprawności dzielisz się tym co masz, a przede wszystkim sobą. Podarować komuś innemu trochę swojego czasu, zainteresowania, życzliwości to dziś bezcenne. Podziwiam Cię, pozdrawiam i przesyłam moc uścisków urodzinowych:))
OdpowiedzUsuńJak zawsze czynna...
OdpowiedzUsuńNajlepszości na kolejne trzydziestolecia :)
Świetnie umiesz sobie zaplanować czas :) Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, błogosławieństwa Bożego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Chciałbym mieć zawsze ochotę na działanie tak jak ty . Może z czasem uda mi się mieć tyle energii . Ja mam urodziny w lutym i od kilku lat w moje są najmniejsze temperatury konkretnie zawsze w ten dzień . Dlatego ja stawiam na ciepłe lokum i jedzonko
OdpowiedzUsuńKażdy świętuje tak jak lubi:) Przyłączam się i ja do życzeń - niech Ci się spełniają wszystkie marzenia a każdy dzień niech Ci ofiaruje przynajmniej jeden powód do uśmiechu. Przesyłam serdeczne uściski!
OdpowiedzUsuńW urodziny najlepiej jest robić to co się po prostu lubi :). Szczególnie takie wyjątkowe i pełne, trzeba spędzić wyjątkowo. Jedni niech sobie imprezują jeśli lubią, Ty robisz to co Tobie się podoba :). Masz piękne wspomnienia i to się liczy. Chyba sama wolałabym pomóc w organizacji biegów niż siedzieć na imprezie :D Wszystkiego najlepszego Kochana. Spełnienia marzeń :*
OdpowiedzUsuńI ta satysfakcja z fajnie spędzonego weekendu jest najwspanialsza :)
OdpowiedzUsuńPięknie spędzony czas, tym bardziej że to lubisz.Prezenty urocze.To miłe dostac prezenty od blogowych koleżanek.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTwoja aktywność w różnych dziedzinach zawsze mnie zadziwia, starczyłoby tego na dwa życiorysy!!!
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego! No taki bieg ja bym chyba padła po chwili truchtania haha
OdpowiedzUsuńKarolinko, obyś zawsze pozostała sobą i zachowała tą wspaniałą energię i radość życia.
OdpowiedzUsuńDużo radości i uśmiechu na każdy dzień roku :)
OdpowiedzUsuńJa również życzę Ci wszystkiego co najlepsze:)))abyś nadal spełniała swoje marzenia:)))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńKarolinko, życzę Ci wszystkiego co najlepsze, oby nigdy Cię nie opuściło to zaangażowanie oraz miłość do życia, zwłaszcza tego w którym dzieje się zawsze tyle dobrego! :) Pozdrawiam! ;)
OdpowiedzUsuńFelicidades en este día tan especial, un poco tarde Saludos
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego w takim razie. Dużo zdrowia, spełnienia marzeń i sukcesów na wszystkich polach, od zawodowego po sportowe. :)
OdpowiedzUsuńMoże za jakiś czas zdarzy się coś ciekawego u mnie.
Pozdrawiam!
Jesteś cudowną trzydziestolatką Karolinko i taką pozostań- pełną pasji i zapału.
OdpowiedzUsuńUrodziny na sportowo !! To się nazywa FANTAZJA...;o)
OdpowiedzUsuńJa moją 30 też nie obchodziłam hucznie, naprawdę nie chciało mi się nic robić i mam wrażenie, ze z tego wyrosłam. Fajnie, że mogłaś pomóc w tym biegu. No i muszę przyznać, że jesteś wyjątkowo piękną kobietą !
OdpowiedzUsuńDobrze spędzone urodziny :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam twoje chęci do udziału w takich wydarzeniach. Miałaś bardzo pracowity lecz jak widać przyjemny weekend.
OdpowiedzUsuńŻyczę kolejnych urodzin spędzonych tak jak tylko sobie zamarzysz:) Pozdrawiam serdecznie:)
Chęci i zaangażowanie do pomocy w wydarzeniu naprawdę godne podziwu. Ale domyślam się, że naprawdę było warto. Fajnie tak spędzić czas aktywnie i dodatkowo być częścią ciekawego wydarzenia. Wszystkiego dobrego życzę i wielu miło spędzonych chwil ;)
OdpowiedzUsuńAle piękne prezenty Karolciu. Spóźnione wszystkiego najlepszego, sto lat w zdrowiu i radości!!! Spełnienia marzeń. Ooooo góry widzę, góry, góry!!! Wspaniale.
OdpowiedzUsuńKarolinko wszystkiego dobrego niech spełnia się wszystkie Twe życzenia 😊
OdpowiedzUsuńTy jak zwykle w biegu wszędzie mroźna rzec jesteś tak bardzo pozytywnie .I tak trzymaj - najfajniej spędza się swój dzień tak jak się chce a nie tak jak by inni oczekiwali 😀
Pozdrawiam
Piękne, pożytecznie wykorzystany czas w Twoim życiu🧡😀
OdpowiedzUsuńI oby tak dalej w zdrówku i szczęściu przebiegały Twoje dni kochana🌻💖🌞🌸🥰