Tegoroczne wspomnienie świętego Andrzeja przypadło w czwartek. Tak się składa, że proboszcz parafii, do której aktualnie chodzę w tygodniu nosi imię jednego z Apostołów. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to według jednej z Ewangelii święty Andrzej wraz z świętym Piotrem, jego bratem (chociaż właściwie to jeszcze Szymonem, bo Piotrem stał się dopiero po jakimś czasie) byli jednymi z pierwszych, których Jezus powołał na swoich uczniów. Ale mogę się mylić.
Od księdza Andrzeja, jeszcze nie świętego, ale mam nadzieję, że po śmierci dostąpi tego zaszczytu, nawet jeżeli Kościół oficjalnie go nie kanonizuje, doznałam wiele dobra. Trochę to smutne, ale o wiele więcej niż od proboszcza mojej parafii. Pamiętam jak pierwszy raz Ksiądz Niosący Światło już leżąc w szpitalnym łóżku (może nie dosłownie, ale już został przyjęty na oddział), przedstawił mnie mu. Jakoś tak dziwnie ksiądz Andrzej na mnie spojrzał. Trudno mi to wyjaśnić, ale pamiętam, jak po plecach przeszedł mnie dreszcz. A potem można powiedzieć, że połączył nas szpitalny korytarz, kiedy ramię w ramię siedzieliśmy na krzesłach i czekaliśmy na koniec kolejnych operacji Księdza Niosącego Światło, albo aż lekarz od niego wyjdzie. Myślę, że trochę przypominaliśmy Dawida i Goliata - ja raczej drobna i niewysoka, on wręcz przeciwnie. Jedynie jego charakter nie zgadzał się z tym biblijnym olbrzymem. Ksiądz Andrzej zawsze był dla mnie łagodny jak owieczka. I zawsze powtarzał, że wierzy w to, że Bóg tak pokieruje rękoma i umysłami lekarzy, że pomogą wikaremu jego parafii. A mówił to z taką autentycznością w głosie, że nie sposób było mu nie wierzyć. I niemal nigdy się nie mylił.
Nawet teraz, idąc przez kościół, zawsze pomacha mi z daleka, uśmiechnie się z ołtarza. I jeszcze, w przeciwieństwie do mojego proboszcza, nigdy nie miał "problemu" z wykomunikowaniem mnie. Nie będę kłamać, ale podbił moje serce. I chyba podświadomie widzę w nim te wszystkie cechy charakteru, których zabrakło proboszczowi mojej parafii. Tamtego się boję, ten z kolei wzbudza moje zaufanie.
Dlatego postanowiłam jakoś mu się odwdzięczyć. A że czasu było mało niemal w ostatniej chwili stanęło na tym, że zrobię mu jakąś prostą kartkę z życzeniami. Wiem, że to nic takiego, ale sama mam słabość do tej formy ich przekazywania - zawsze miło postawić sobie taki kartonik na półce, a potem wracać do umieszczonych w jego wnętrzu zapisków w trudnych chwilach. Nawet, kiedy jego radość będzie trwała tylko moment, to zawsze warto dla niej coś dać od siebie. Jednocześnie dzięki "piekarnikowi" w ramach Duszpasterstwa Akademickiego zyskałam jeden dzień w gratisie. Jak już pisałam spotkania grupy formacyjnej są w czwartkowe wieczory i nie ma szans, abym wtedy zdążyła do parafii księdza Andrzeja na wieczorną Mszę świętą. Dodatkowo półtorej godziny spędzone na czekaniu na Mszę świętą rozpoczynającą każde spotkanie poświęciłam na narysowanie obrazku na kartce z bloku technicznego. Co prawda nie mogłam go znaleźć przed wyjściem z domu (a po powrocie okazało się, że leży na wierzchu), na szczęście w Kato nie brakuje sklepów technicznych, w których można go nabyć. Po godzinie zmagania się z kredkami wyszło mi coś takiego.
Moje motto
„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"
Jaki był ten dzień
"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"
piątek, 1 grudnia 2023
1784. Nie mogłam w tym wszystkim zapomnieć o księdzu Andrzeju
Zdjęcie jest trochę słabej jakości, bo jednak było robione już w sztucznym świetle żarówki wkręconej w żyrandol. Może kartka nie jest najwyższych lotów, może uchodzić za infantylną, czy wręcz prostacką, ale myślę, że łatwo odczytać symbolikę, jaką za sobą niesie. W każdym razie, kiedy Madziałek z II roku NoRek licencjatu ją zobaczyła, zareagowała jednym krótkim "Wow, ale super". Dodała mi tym skrzydeł, nie powiem, że nie.
Na drugi dzień poszukałam koperty i "zaadresowałam" ją krótkim "dla księdza proboszcza". Zawsze istniała bowiem ewentualność, że podam ją mu przez jakiegoś innego księdza. Chociażby przez Księdza Niosącego Światło. Chociaż jego wolałam nie spotykać, a na pewno nie twarzą w twarz. Jeszcze bym go zaraziła moją infekcją, która być może przybrałaby przy jego obniżonej odporności jakiejś poważniejszej formy. Znowu by wylądował na oddziale, a tym razem to ja miałabym go na sumieniu. Jak się jednak okazało - ksiądz się gorzej czuł i został na plebani. Mam tylko nadzieję, że to tylko chwilowa niemoc związana z serią naświetlań.
Tego dnia był Pierwszy Piątek Miesiąca, podczas którego jak wiecie przystępuję do sakramentu spowiedzi. Księdza Niosącego Światło nie chciałam narażać na kontakt z moimi zarazkami, ale liczyłam na to, że chociaż proboszcz będzie spowiadał i wtedy podrzucę mu kopertę. Moje nadzieje okazały się płonne - tego dnia spowiadało i odprawiało Mszę dwóch pozostałych księży w parafii. Dobre i to. Wyspowiadałam się u księdza, z którym byłam na wycieczce w Wadowicach i Kalwarii, a na koniec wręczyłam mu kopertę z prośbą, aby przekazał ją księdzu Andrzejowi. Uśmiechnął się i obiecał, że nazajutrz to zrobi, bo aktualnie ksiądz proboszcz był poza parafią. Mam nadzieję, że spełnił swoją obietnicę, a ksiądz proboszcz chociaż trochę się ucieszył z tego skromnego podarunku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pewnie, że się ucieszy !! Dostać niespodziankę od Dobrego Człowieka to nie byle co...;o)
OdpowiedzUsuńKto jak kto, ale chyba duchowny powinien być pomocny i słowny?
OdpowiedzUsuńjotka
Wow! Takie ręcznie robione upominki są wzruszające i niezapomniane.
OdpowiedzUsuńKarteczka zawsze cieszy i pamięć,pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńKartka świadczy przede wszystkim o pamięci osoby obdarowanej , więc na pewno księdza ucieszyła! Ważne że zrobiłaś ją sama i od serca !!!.
OdpowiedzUsuńFajnie jest mieć takiego przyjaciela!!
Pozdrawiam