Kilka lat temu ten film zdobył bardzo wiele opinii, zarówno o charakterze pozytywnym, jak i negatywnym. Jedni chwalili go za odważne podejście do tematu, inni krytykowali za zbyt odważne. Jedni zachwycali się wspaniałą grą aktorską, drudzy wróżyli wręcz falę odejść od kościoła katolickiego wraz z aktami apostazji. Mowa tutaj o filmie Jana Komasy "Boże Ciało", które miałam okazję wczoraj wreszcie obejrzeć (marzyłam o tym już od jakiegoś czasu).
Głównym bohaterem produkcji jest Daniel, młody chłopak, który w chwili rozpoczęcia się filmu szykuje się do wyjścia z poprawczaka. Przełożeni załatwili mu pracę w stolarni na drugim końcu Polski, jednak on ma zupełnie inne plany. Po dotarciu na miejsce idzie do kościoła, gdzie podaje się za księdza. O dziwo, wszyscy mu wierzą, w tym proboszcz parafii. Od tej pory przez jakiś czas Daniel sprawuje posługę duszpasterską. Nie jest to dla niego zbyt trudne, ponieważ będąc w poprawczaku często pełni posługę ministrancką. Szybko zjednuje sobie ludność zamieszkującą miejscowość, zwłaszcza kiedy wstawia się za ofiarami wypadku samochodowego. Poza tym sprawuje sakramenty święte, głosi kazania, a nawet prowadzi procesję Bożego Ciała.
Jakie mam refleksje po filmie? Na uwagę zasługuje główny bohater, czyli Daniel grany przez Bartosza Bielenia. Postać jak dla mnie poniekąd tragiczna, zwłaszcza jeżeli spojrzy się na nią przez pryzmat początku filmu. A jednocześnie sprytna i zaradna - kiedy ktoś przychodził do niego do spowiedzi, to szukał formułki wypowiadanej przez księży na Internecie, kilka razy zwiódł też policjantów, którzy prosili go np. o legitymację księżowską. Daniel do końca grał księdza w sposób tak realistyczny, że praktycznie przez przypadek prawda o nim wyszła na jaw.
Jednocześnie podczas oglądania filmu naszła mnie refleksja, że człowieka bardzo łatwo oszukać i zmanipulować, podając się za kogoś zupełnie innego, niż jest się w rzeczywistości. Sama historia jest przerażająca o tyle, że została oparta na autentycznych wydarzeniach.
I na koniec, tradycyjnie już w tym roku, kolejna z adwentowych myśli zaproponowana przez KBO ŚDM, tym razem przypisywana św. Franciszkowi Salezemu:



Filmu nie widziałam, ale tytuł postu skojarzył mi się z problemem powołań w ogóle...
OdpowiedzUsuńjotka
Zastanawiałam się, teraz już wiem chcę obejrzeć ten film .
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Oglądałam ten film w kinie i bardzo mi się podobał
OdpowiedzUsuńBardzo dobry film!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :-))))