Jedną z adwentowych tradycji w kościele katolickim jest to, że organizowane są wtedy rekolekcje przygotowujące wiernych do zbliżającego się okresu Bożego Narodzenia. Zazwyczaj są to trzy dni (przynajmniej u mnie w parafii tak jest), podczas których zaproszony kapłan wygłasza nauki w ramach kazania po Ewangelii. Czasami są one ciekawe, innym razem mniej, ale co tradycja, to tradycja.
W tym roku pierwszy raz wzięłam udział w rekolekcjach organizowanych przez Duszpasterstwo Akademickie. Może nieco zastanawiać ich forma, ponieważ nie były to trzy dni pod rząd, ale trzy kolejne niedziele adwentu (czwarta to już Wigilia, a więc wielu z nas wyjedzie w swoje rodzinne strony, aby spędzić ten czas z najbliższymi). Na każdą z nich została zaproszona osobna osoba, która miała wygłosić do zgromadzonych najpierw w ośrodku DA, a potem na Mszy Świętej, osób.
W pierwszy dzień tegorocznych rekolekcji odwiedził nas kolega rocznikowy księdza Krzysztofa - ksiądz Piotr Kontny wraz z bratem Pawłem i jego żoną - Agatą. To spotkanie było typowo podzielone na dwie części. Pierwsza część konferencji została wygłoszona przez małżonków w ośrodku DA. Dzielili się oni swoim doświadczeniem związanym z formacją w Ruchu Światło-Życie (tam zresztą poznali się), a także z codziennym życiem, w którym nieustannie zauważają znaki i obecność Boga i Ducha Świętego. Pięknie opowiadali o codziennej wspólnej modlitwie, codziennym uczestnictwie we Mszy świętej z piątką dzieci (dwaj najstarsi chłopcy służą do Mszy Świętej), wieczornych czytaniach fragmentu Ewangelii z dnia dzieciom przed snem i komentowaniu jej. A to wszystko przy codziennych obowiązkach, takich jak praca (oboje są czynnymi nauczycielami w szkole podstawowej), czy też obowiązkach związanych z prowadzeniem domu.
Z kolei ksiądz Piotr oparł swoje rozważania na kontraście bieli i ciemności, powołując się przy tym na przypadające na drugi dzień wspomnienie św. Barbary. Zaznaczył przy tym, że z mroków naszego wewnętrznego chaosu i nieuporządkowania, prawdziwy skarb. Powołał się przy tym na Izajasza mówiącego o Bogu: "Pozwalasz nam błądzić jedną z Twoich dróg". Jesteśmy "zwiędli", grzeszymy, brniemy w tunel bez wyjścia. Ale niemal zaraz po tych słowach pojawia się psalm 80, w którym pojawiające się czasowniki rozkazujące ukazują naszą tęsknotę za Bogiem. Bo jest ktoś, kto w tej sytuacji chce nas wybudzać z tego marazmu - to Bóg. Czas każdego z nas jest materią, z której Bóg będzie tworzył naszą wieczność. Nie ma takiej ciemności, w której Bóg nie mógłby wyłuskać światła - za przykład może służyć postać św. Łotra. A ponieważ Ewangelia z tego dnia opowiadała o tym, że gdyby gospodarz wiedział, kiedy złodziej ma przyjść, to czuwałby, kapłan życzył nam takiej czujności nie tylko na czas adwentu, ale na całe nasze życie.
Gościem drugiej niedzieli adwentu była siostra bez habitowa - Barbara Radzimińska. Dzieliła się ona z nami doświadczeniem obecności Boga w codziennym, szarym życiu. Poruszyła tutaj temat ostatniego Synodu w kontekście Soboru Watykańskiego II, a przy okazji dowiedziałam się czegoś ciekawego na temat odwoływania i powoływania proboszczów na parafię. Czegoś o czym się nie mówi (zresztą wcale się nie dziwię), a co mogłoby sprawić, że nie dochodziłoby do skrajnych sytuacji, bo czuliby przed nami, parafianami respekt.
Po Mszy świętej siostra Barbara podzieliła się z nami sposobami przeżywania Jezusa we wspólnocie nie tylko kościelnej, ale też ogólnie w społeczeństwie.
Ostatnim gościem poproszonym o wygłoszenie konferencji był przybyły z Łodzi dominikanin, ojciec Maciej Biskup. Podczas konferencji w ośrodku DA poruszył on problem dialogu chrześcijańsko - żydowskiego, także w kontekście ostatnich wydarzeń z Sejmu (chyba każdy wie, o które chodzi, ale zakonnik widzi, paradoksalnie, pozytywny aspekt tego zdarzenia - ludzie dowiedzieli się, że jest coś takiego jak chanuka). Nie jest to łatwa historia, bo na przestrzeni wieków pojawiały się różne przejawy antysemityzmu względem naszych starszych braci w wierze. Ale były i jasne okresy, jak na przykład zaproszenie ludności pochodzenia żydowskiego do Sejn, co miało pomóc w rozwoju miasta, wspólne budowanie świątyń różnych wyznań w przemysłowej Łodzi, czy też wspólne komentowanie przez kapłana i rabina fragmentów Ewangelii opowiadających o Zacheuszu. Wskazywał również na te elementy Mszy Świętej, które mają swoje korzenie w tradycji żydowskiej oraz na fragmenty Ewangelii wskazujące na to, że Jezus był pobożnym, praktykującym Żydem (obrzezanie, ofiarowanie, oczyszczenie Maryi, nauka w szkole, obrzęd bar mictwy, czy też przestrzeganie świąt żydowskich).
Z kolei podczas kazania na Mszy Świętej pochylił się nad postacią Jana Chrzciciela. Przywołał tutaj słowa św. Augustyna, który mówił, że "Jan dźwięczy słowem". Był on ostatnim prorokiem zapowiadającym przyjście Zbawiciela, chociaż sam temu zaprzeczał, a także uosobieniem słuchającego Izraela. Jego główną misją, podobnie jak każdego innego proroka, było wzbudzanie nadziei, która prostuje ścieżki, podtrzymuje to, co słabe i chore. Jan chciał pokazać w rozmowie z faryzeuszami, że nie należy ukrywać się za przypisaną mu rolą, dlatego mówi, że jest "głosem wołającego". Był on bardzo konkretnym człowiekiem, tak jak każdy z nas. Dominikanin przypomniał też, że każdy z nas jest ukochanym dzieckiem Pana Boga. Tylko musimy być jak dzieci, z tym co dobre, ale również z tym, co złe. Powołał się przy tym na fakt, że Jezus był Bogiem, a jednocześnie przyjął ciało małego dziecka, które musiało być przytulane przez rodziców. Kiedy człowiek pozwoli sobie na taką kruchość i słabość (Jezus się ich nie wstydził), może odkryć jej piękno, ponieważ pozwala na przynależności do kogoś. Kaznodzieja przeciwstawił też sobie surowego Jana Chrzciciela na pustyni, a słabego i przerażonego człowieka podczas przebywania w więzieniu. To tam przyjął Ewangelię, czyli stał się dzieckiem. Całość spuentował tym, że Jezus rodzi się po to tyle razy w ciągu naszego życia, abyśmy i my mogli narodzić się do tego dziecięctwa. Żebyśmy mogli ciągle rodzić się na nowo do nadzieli "rymującej się" z naszą historią. A najbardziej to się dzieje wtedy, gdy pozwolimy się utulić przez Boga i przez samych siebie.
Przyznam, że pomysł na rekolekcje nietypowy i pierwszy raz się z nim spotkałam, ale bardzo mi się podobał, zarówno pod względem formuły, jak i terminów. Nie każdy ma w tygodniu czas i możliwość, aby uczestniczyć w nich w parafii (np. ja), a dzięki temu miał niemal to samo. I jeszcze po Mszy była wspólna kolacja w ośrodku duszpasterstwa. Tego to chyba człowiek nie uświadczyłby w żadnej parafii.





Twoje rekolekcje Karolinko były bardzo ciekawe. U nas odbywają się podobnie jak u Ciebie przez kolejne trzy dni. Niestety w tym roku nie mogłam w nich uczestniczyć. Jednak jest możliwość wysłuchać ich online. Tak też zrobiłam. Nie wiem czy znasz kanał na YouTube Teobańkologia. Założył go ks. Teodor Sawielewicz, który codziennie o godz. 20,30 prowadzi Różaniec. Wygłosił również rekolekcje, które były tam transmitowane. Warto posłuchać. A jutro rozpoczynają się rekolekcje u Dominikanów w Łodzi, które też będą transmitowane. Wirtualnie znam O. Macieja Biskupa i jego wspaniałych kazań słuchałam dziesiątki razy. Już dziś czekam na tą wirtualną ucztę dla ducha. Pozdrawiam Cię serdecznie !!!!
OdpowiedzUsuń