Podobno każdy z nas ma jakieś dziwactwa. Jeżeli czymś dziwnym jest to, że ktoś idąc chodnikiem, zwłaszcza po ciemku, dzwoni dzwoneczkami, aby sobie animuszu, to można powiedzieć, że jest to moje małe dziwactwo. I chociaż nie odgadłam dlaczego faktycznie już drugi raz z rzędu otrzymałam w adwentowej scholowej paczuszce dzwoneczek (bo raczej nie znalazł się w niej bez powodu), to znalazłam jego ukryte przeznaczenie. I tak przez cały adwent kroczyłam przez ciemne ulice Katowic, aby zdążyć na 6:45 na akademickie roraty, w jednej ręce trzymając lampion, a w drugiej dzwoneczek przydzwaniając sobie po drodze. Nie wiem co sobie myśleli mijający mnie ludzie, nie interesuje mnie to zbytnio. Może uznawali mnie za zbyt dziecinną, zbyt infantylną, może z niedorozwojem umysłowym. Ale mnie to niewielkie światełko połączone z niegłośnym metalicznym dźwiękiem naprawdę dodawały odwagi. I nie przeszkadzało mi nawet to, że chodnik, jak i same ulice, są oświetlone przez gęstą sieć latarni ulicznych.
Tak samo wieczorem, kiedy już mrok ogarniał świat, a ja wysiadałam z autobusu, automatycznie sięgałam po schowane w kieszeni kurtki dzwoneczki i dzwoniłam nimi aż do momentu przekroczenia progu kościoła albo domu. W pewnym momencie zaczęłam wręcz nimi przydzwaniać na uczelni, zwłaszcza przed kolejnym kolokwium (a tych nie brakowało w grudniowym czasie). Ale spokojnie, zazwyczaj wyciszałam się w ten sposób, kiedy nikogo nie było w pobliżu, czyli około 7 rano, po roratach. A może to był mój sposób na odreagowanie braku dzwonków na Mszy świętej.
Czasami dzwonię sobie czekając, aż ksiądz Andrzej otworzy drzwi kościoła przed poranną Mszą świętą. Teraz się tak zastanawiam, co sobie mogą myśleć ludzie, np. spacerujący z psem, albo idący do pracy, kiedy słyszą taki dźwięk. Albo sam ksiądz. Chociaż, czy ja wiem, czy przez tak masywne drzwi można usłyszeć niezbyt głośne brzęczenie?
Podzwonić lubię sobie też w domu. Na przykład kiedy jest mi smutno, kiedy się czegoś boję, albo jestem zdenerwowana. A wbrew pozorom i tych emocji nie brakuje w moim życiu, zwłaszcza ostatnio. Dźwięk dzwonienia przerywa moją melancholię i sprawia, że automatycznie się uśmiecham. I nawet Pusia jest zainteresowana tym, co wydaje taki dźwięk.
Wcale Ci się nie dziwię bo takie dzwoniące dzwoneczki mają w sobie wielki urok...
OdpowiedzUsuńPięknego 2024 roku Ci życzę Karolinko.
Stokrotka
Wspaniałego 2024 roku życzę !!!
OdpowiedzUsuńDzwoń sobie do woli !! Niech ludzie słyszą, że idzie Dobry Człowiek !! ;o)
OdpowiedzUsuńPięknej realizacji planów !! ;o)
Dzwoneczki to piękne prezenty. Pomagają w domu w zachowaniu harmonii, spokoju i radości. Też mam kilka, w tym jeden cenny od mnichów tybetańskich.
OdpowiedzUsuńKarolinko Kochana życzę Ci szczęśliwego i pomyślnego Nowego roku 2024!
Jeśli dzwoneczki pomagają się wyciszyć, niech dobrze służą. Wszelkiego dobra Karolino w nowym roku.
OdpowiedzUsuńJeśli pomaga to sobie dzwoń.Dosiego Roku, buziaki.❤️🥂
OdpowiedzUsuń"Wyciszające dzwonki" brzmi trochę oksymoronicznie, ale to super sprawa. Nosiłam kiedyś uplecioną z rzemykow bransoletkę z przyczepionym malutkim dzwoneczkiem.
OdpowiedzUsuńŻeby tyltakie dziwactwa na świecie były... Mnie się ono bardzo spodobało. Jest takie... wdzięczne i dźwięczne :-)
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego Roku, Karolinko.
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego 2024 Roku Karolinko!
OdpowiedzUsuńKażdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma:-)
OdpowiedzUsuńjotka
Każdy powinien sobie umilać życie tak, jak mu pasuje, dopóki nie robi nikomu krzywdy.
OdpowiedzUsuńWięc uważam, że Twoje dzwonienie jest jak najbardziej na miejscu :) Wszystkiego dobrego, Karolinko.
Jeśli ten dźwięk ma dla Ciebie działanie kojące, dzwoń kiedy tylko chcesz ;)
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Ja też lubię dźwięk dzwoneczków. Podoba mi się Twój nawyk. Wszystkiego najlepszego Karolinko na cały następny rok.
OdpowiedzUsuńJa też bardzo lubię ten dźwięk. Nie zbieram ich, ale kilka wisi na tarasie i kiedy porusza nimi wiatr robi się bardzo nastrojowo. A ludzie.. przecież nie robisz nic złego. Wszystkiego, co najlepsze dla Ciebie 💞
OdpowiedzUsuń