Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 26 kwietnia 2024

1922. Przyjemnie było poznać przygody Sary Crewe w wersji filmowej

A tą kupili mi z czasem
rodzice
Tą wersję dostałam na koniec
IV klasy
Tyle razy czytałam "Małą księżniczkę" autorstwa Frances Hodgson Burnet, ale nigdy jeszcze nie widziałam jej filmowej wersji. Książkę, którą otrzymałam na zakończenie czwartej klasy, pokochałam od pierwszego przeczytania. Być może wstyd się do tego przyznać, ale jej główna bohaterka, Sara, była mi bliższa niż uwielbiana przez moje rówieśniczki Ania Shirley z Zielonego Wzgórza. Doszło nawet do tego, że rodzice kupili mi dodatkowy egzemplarz tej powieści, który zabrałam sobie na wieś, aby nie zniszczyć mojej szkolnej nagrody. Bo w domu siadałam przy biurku albo na łóżku i czytałam. A na wsi książkę brałam ze sobą wszędzie - do ogrodu, przed dom, nawet kiedy szłam wypasać krowy w pole. I chociaż zakupiona potem wersja trochę różniła się od tej otrzymanej w szkole w tłumaczeniu (było ono starsze), a ja z każdym rokiem stawałam się coraz starsza i dojrzalsza, to w każde wakacje z wielką radością powracałam do tej pozycji. Zresztą z powodu braku innych rozrywek w deszczowe dni (bo w pogodne biegało się z innymi dzieciakami tu i tam), pozostawały mi książki. Najczęściej więc już w wakacje miałam przeczytane wszystkie lektury szkolne przewidziane w danej klasie, ale nie tylko. 
Wiedziałam, że książka została zekranizowana, a pierwszy raz to nastąpiło jeszcze w 1939 roku. Potem była wersja z 1995 roku i w końcu ta ostatnia z 1997 roku. Poza tym powstało kilka seriali, także animowanych, opartych na podstawie książki. Z ciekawości postanowiłam sprawdzić, czy któryś z nich jest dostępny w internetowych czeluściach. I ku mojemu zaskoczeniu, mieszającego się z radością, odkryłam, że można obejrzeć wersję z 1939 roku, w dodatku z polskim lektorem. Już wiedziałam, jak zagospodaruję sobie przedwczorajszy wieczór, zwłaszcza że film trwa 1,5 godziny.
Akcja filmu rozpoczyna się w 1899 roku, kiedy kapitan Ralf Crewe przyjeżdża wraz ze swoją siedmioletnią córką, Sarą, do Londynu. Wojskowy samotnie wychowuje dziecko, a ponieważ został powołany do wojska, postanowił powierzyć ją opiece ekskluzywnej szkoły dla dziewcząt w stolicy kraju. Jej właścicielka, panna Maria Minchin, początkowo była niechętna przyjęciu nowej uczennicy, dowiedziawszy się jednak o bogactwie, jakie posiada kapitan Ralf, zgadza się na to. Dziewczynka dostaje osobny pokój, pokojówkę, ma także zapewnione przejażdżki na prywatnym kucyku. Pomimo bogactwa pozostaje jednak miła dla innych i szybko zjednuje sobie sympatię innych dziewcząt uczących się na pensji. Wszystko zmienia się w dniu 11 urodzin dziewczynki, kiedy okazuje się, że jej tata zginął w dalekim kraju, a ona sama została bez grosza przy duszy. W rezultacie zmuszona była zamienić apartament na skromny pokoik na strychu, sama zaś staje się służącą innych dziewcząt, w ten sposób spłacając swój pobyt na pensji. Wiele dawnych przyjaciółek odwróciło się wtedy od niej, ale znalazły się też takie, na których wsparcie zawsze i wszędzie można liczyć. W dodatku gdzieś w głębi serca czuła, że ukochany tata jednak żyje, musi go tylko odnaleźć. W tym celu wypytuje wojskowych wracających z wojny, czy nie widziała jej taty, a także odwiedza miejscowy szpital, do którego są przywożeni ranni z frontu. Pomagają jej w tym jej dawni przyjaciele, a także... sama królowa Wiktoria, która w tamtym okresie rządziła krajem.
Na początku myślałam, że film bardziej mnie rozczaruje, ale nie, oglądało mi się go bardzo dobrze. Pomimo ograniczonej przestrzeni czasowej bardzo treściwie przedstawia historię małej Sary, chociaż jest w niej wiele rozbieżności. Mam tu na myśli początek, gdzie wskazany jest rok rozpoczęcia akcji (w książce nie ma nic na ten temat, ale jak dla mnie tutaj reżyser podziałał na korzyść) oraz koniec, który jest dużo bardziej optymistyczny. Mimo tego można bez problemu odnaleźć ważniejsze wątki zaczerpnięte z książki.
Postać Sary tradycyjnie mnie zachwyciła. Duża w tym zasługa Shirley Temple, wcielającą się w tą osobę. Jej urok i wdzięk sprawiają, że nie sposób jej nie lubić. Dziewczynka przez lata uczyła się w szkole tańca, co można było wykorzystać w filmie chociażby w taki sposób:
Ekranizacja jak najbardziej mi się podobała i nie żałuję czasu poświęconego na jej obejrzenie. Myślę, że w miarę ciekawie i przejrzyście przedstawia problematykę książki. Kilka scen wywołało u mnie szerszy uśmiech, co nie zawsze jest u mnie oczywiste. Chciałabym jeszcze obejrzeć, w wolnej chwili, inne adaptacje, aby zobaczyć, jak inni reżyserzy poradzili sobie z tym tematem w późniejszych latach.

33 komentarze:

  1. Taki powrót do dzieciństwa, poprawia humor. Miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony poprawia humor, a z drugiej skłania do refleksji na temat niektórych wartości w swoim życiu. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Fajnie tak powspominać tamte czasy, jednak u mnie nr 1 to Ania z Zielonego wzgórza kilka razy czytana i oglądana, pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie przeczytanie "Ani..." była prawdziwą drogą przez mękę. Sama się sobie dziwię, że książka opowiadająca o przygodach Sary tak bardzo przypadła mi do gustu. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Och, czytałam i oglądałam, to klasyk dla każdej dziewczynki!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dawnych czasach pewnie tak. Teraz dziewczynki mają inne lektury. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nadal mam egzemplarz książki i kojarzę, że wersję z Shirley Temple oglądałam. U mnie na pierwszym miejscu była seria o Ani. Obiecuję sobie, że kiedyś jeszcze do niej wrócę. Może i kiedyś przeczytam ponownie "Małą księżniczkę. Pozdrawiam milutko Karol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Małą księżniczkę" staram się czytać każdego roku. I za każdym razem odkrywam w niej coś innego. Anię próbowałam przeczytać kilka razy, także w dorosłym życiu, ale jakoś nie mogę się z nią "zaprzyjaźnić". Nadajemy na innych falach i już. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ja znam tylko ekranizację z lat 90. Książki nie czytałam, ale film wspominam miło.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tej z lat 90. jeszcze nie widziałam. Ale planuję to zrobić w wolnej chwili. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Też nigdy nie widziałam ekranizacji a jeśli już to lata temu i tego nie pamiętam. Natomiast jeśli chodzi o książkę to Mała Księżniczka była kiedyś jedną z moich ulubionych i do dzisiaj pamiętam fabułę. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest to w dalszym ciągu ulubiona książka. Pomimo upływu czasu i lat. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ja znam te wersję książki, którą otrzymałas Karolinko od rodziców. Ma cudowne ilustracje. Niestety, nie posiadałam własnej, wypożyczałam. Też czytałam wiele razy:) Oglądałam jakąś nową ekranizację. Rozczarowałam się, ponieważ zmienił reżyser zakończenie. Tej starej nie znam.
    Przeczytałam również o dniu rodziny - wspaniałe zdarzenie.
    Buziaki ślę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej starej ekranizacji też było zmienione zakończenie. Ale mnie się ono bardzo podobało, mimo wszystko. Daje nadzieję na lepszy czas. Ta druga książka też ma ciekawe ilustracje. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Karolinko🧡

    czytałam książki : 'Mała księżniczka' i 'Ania z Zielonego Wzgórza', ale film oglądałam tylko o Ani .. może kiedyś uda mi się obejrzeć film o księżniczce.. dziękuję, że przypomniałaś mi te urocze książki, bardzo przyjemnie czytało się Twój post 😊

    - pozdrawiam cieplutko, życzę Ci ogrom zdrówka, dobrych dni i pięknych chwil 🧡🌞🍀🌸🌻💚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film o Ani widziałam kilka razy, ale też jakoś mnie nie wzruszył, czy też nie zaciekawił. Mam nadzieję, że uda Ci się zobaczyć film i że Ci się on spodoba. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Jedna z książek mojego dzieciństwa. Miałam taki właśnie egzemplarz, ale zaczytałam go doszczętnie, potem kupiłam drugi, który mam do dzisiaj. Co do ekranizacji z Shirley Temple, to nie porwała mnie szczególnie. Dla mnie najlepsza jest rosyjska wersja z 1997 roku.
    Posyłam uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie ta druga książka, to pewnie moja nagroda ze szkoły też długo by nie pożyła. A szkoda, bo to w końcu pamiątka. Szukałam wspomnianej przez Ciebie ekranizacji, niestety, bezskutecznie. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Książkę czytałam i kilka ekranizacji oglądałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie obejrzałam tylko jedną ekranizację. Ale już zlokalizowałam serial animowany wyprodukowany na podstawie tej książki. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Tę książkę czytała chyba każda dziewczynka, przynajmniej tak myślę :)
    Tak że książkę czytałam, ekranizację również widziałam.
    Jednak Ania u mnie zdecydowanie na pierwszym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś pewnie i czytały. Teraz jest z tym dużo gorzej. Pozdrawiam

      Usuń
  12. A ja niestety nie czytałam tej książki i nie oglądałam ekranizacji. Muszę to zmienić. Anię czytałam i mam prawie wszystkie książki i oglądałam kilkakrotnie ekranizację. Pozdrawiam serdecznie 🌷🌷☘️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedy już ją przeczytasz, to spodoba Ci się tak samo, jak mnie. Chociaż wiadomo, że dziecko inaczej odbiera jej treść, a dorosły będzie odbierać ją inaczej. Kilka książek o Ani też posiadam, przeczytałam, ale jakoś mnie specjalnie nie zafascynowały. Pozdrawiam

      Usuń
  13. Ja mam tę książkę z czasów dzieciństwa. Oglądałam też ekranizację.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, która to była ekranizacja, bo było ich kilka. Pozdrawiam

      Usuń
  14. Cóż za wzruszająca historia! Dziękuję za przypomnienie. 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem wzruszam się, czytając tą opowieść. Pozdrawiam

      Usuń
  15. W pierwszej chwili wydawało mi się, że nie znam, ale po przeczytaniu recenzji jednak coś mi świta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam. Że na pierwszy rzut oka myślę, że czegoś nie znam, ale po dokładniejszym zapoznaniu się z treścią coś mi zaczyna świtać, że gdzieś już się z tym spotkałam. Pozdrawiam

      Usuń
  16. Och, jak cudnie i sentymentalnie jednocześnie ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zdarza mi się być sentymentalną. Zwłaszcza wracając do tego typu książek. Pozdrawiam

      Usuń
  17. Znam historię Małej Księżniczki... ta pierwsza filmowa adaptacja książki na pewno jest ciekawa... stare, czarno-białe kino... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń