Zaczynam coraz bardziej doceniać wywieszanie w kościelnych gablotach ogłoszeń duszpasterskich z minionej niedzieli. Człowiek nie jest w stanie być na Mszy świętej w kilku miejscach, a strony parafialne też czasami zamieszczają wszystko z kilkudniowym opóźnieniem. A tak człowiek ma możliwość zerknięcia co się dzieje kiedy chce, zwłaszcza że sam kościół nijak nie jest odgrodzony od ulicy, do której przylega. Plebania zresztą też jest bez ogrodzenia. I samochody parafialne stoją luzem na podjeździe, jak każde inne. Garaż oczywiście jest, ale przeznaczono go na przechowywanie dekoracji kościelnych.
Dzięki temu, że ogłoszenia parafialne są na zewnątrz mogłam i ja zobaczyć, co też się dzieje w tym tygodniu. Głównie chodziło mi o informacje na temat spowiedzi pierwszopiątkowej (musiałam się upewnić, czy nic się nie zmieniło w godzinach w związku ze świętem) i nabożeństw majowych. Tak przy okazji wyczytałam, że w dniu wczorajszym w godzinach wieczornych planowane jest rozbieranie dekoracji wielkanocnej. Trochę mi to zdezorganizowało plan na ten dzień, a jednocześnie wiedziałam, że jeżeli tylko wszystko sobie w miarę dobrze zaplanuję, to wszystko pogodzę. I w ten sposób i wilk będzie syty, i owca cała.
Zgodnie z moim planem, do kościoła dotarłam niedługo po zakończeniu wieczornej Mszy świętej. Z dopiero co wypożyczoną biografią Pier Giorgia Frassatiego w ręce, którą czytałam jadąc autobusem. Ogarnęłam wzrokiem ołtarz, z którego już zdjęto część dekoracji. Obstawiam, że zrobiono to jeszcze przed Mszą, bo trudno mi sobie wyobrazić, aby dokonano tego w tak krótkim czasie po niej. Chociaż, kto to wie. W zasadzie szybko znalazłam sobie zajęcie - składanie płócien i materiałów, które pokrywały dekorację. Pomogła mi w tym taka Dorota, której narzeczonego znam z wolontariatu w Sz.P. Potem byliśmy razem na Lednicy oraz pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. No i czasem widujemy się na Mszach świętych. A więc znamy się tyle o ile. A teraz poznaliśmy się jeszcze lepiej.
Moja pomoc nie ograniczyła się tylko do składania tkanin. Jak trzeba było naciągnąć inne płótno przed nawinięciem na bale, to naciągnęłam, chociaż nie było to takie proste. Jak trzeba było pozanosić donice do magazynu, albo metalowe rurki do garażu - to zanosiłam. Jak trzeba było zamieść podłogę, to razem z Dorotą zamiotłyśmy, jak trzeba było odnieść coś niewielkiego na zakrystię - odniosłyśmy. Najwięcej ambarasu i śmiechu było ze zwijaniem planszy przedstawiającej "Siedem Grzechów Głównych" Hieronima Boscha, ale i z tym jakoś sobie poradziłyśmy. Co prawda do dzisiaj nie wiem, dlaczego nie mieścił się on w opakowaniu, ale skoro ksiądz proboszcz tylko machnął na to ręką, to widać może tak być. Zresztą Dorota sama uznała, że w razie czego, to Ksiądz Niosący Światło sam sobie to popoprawia. W zasadzie trochę mi go brakowało, a zwłaszcza jego żartobliwych docinek, ale nie zawsze jest tak, jak tego chcemy. Ja tylko mam nadzieję, że w miarę szybko pokona wirusa, który się do niego przyplątał w ostatnim czasie. No i że nie będzie miał żadnych większych powikłań.
No właśnie, trzeba z nim porozmawiać na temat tegorocznego wyjazdu młodzieży na Lednicę, czy w ogóle czuje się na sile tam jechać. Ja wiem, że w razie czego ksiądz Gremlin z księdzem Irkiem prawdopodobnie i tak zorganizują ten wyjazd, ale z Księdzem Niosącym Światło tworzą takie uzupełniające się trio. Dobrali się i od strony organizacyjnej, i pod względem cech charakteru. Może w tym roku znowu będą potrzebowali jakiejś pomocy? Ale nie dowiem się, jak się nie zapytam. Napisałabym do niego SMSa, ale nie chcę go za bardzo męczyć. Poczekam jak już trochę ksiądz dojdzie do siebie. Chyba, że złapie mnie gdzieś na jakiejś Mszy albo nabożeństwu majowym.
Sprzątanie po dekoracji wielkanocnej poszło nam sprawniej, niż po bożonarodzeniowej. No, ale teraz nie trzeba było rozbierać np. konstrukcji dźwigu. Część elementów trafiło do "graciarni", część do garażu, a to czego się nie dało ocalić - na śmietnik. Nawet trochę uporządkowałyśmy kantorek za zakrystią. Małą furorę zrobił nowy konfesjonał. To znaczy stary, ale przebudowany w taki sposób, żeby łatwiej było słyszeć głos i wiernego i spowiadającego. Wszyscy zgodnie twierdzili, że Ksiądz Niosący Światło, bo to on zazwyczaj w nim siedzi, będzie miał doskonałe warunki. Nagle jakaś pani rzuciła: "No chyba nam go nie zabiorą". Proboszcz z uśmiechem przyznał, że raczej nie. Chociaż jeszcze nic nie wiadomo. Z drugiej strony - nawet jeśli, to niezbyt daleko.
Po godzinie 20.00 ksiądz proboszcz podziękował nam za pomoc. Wzięłam plecak na plecy, książkę w rękę i niespiesznym krokiem udałam się w stronę mojego osiedla. Teoretycznie powinno być wręcz przeciwnie, bo przecież przygotowujemy z wydziałowym kołem naukowym grę miejską, ale tym razem postanowiłam odpuścić. Z każdym dniem coraz mniej jestem przekonana do tego pomysłu, zwłaszcza że mam wrażenie, że to jest cicha wojna pomiędzy Wydziałowym Samorządem Studenckim, a Kołem Naukowym Nauk o Rodzinie. A że jestem i w jednym, i w drugim, to mam masę dylematów i kłębowisko sprzecznych myśli. A wszystko za przyczyną jednej osoby...
Chyba powinnam być zmęczona tym sprzątaniem. Ale nie byłam. Co nie zmienia faktu, że chciałam tak po prostu odpocząć przed dzisiejszym dniem.
Dobrze, że sobie poradziłyście i nie byłaś po tym zmęczona, ale czy nie powinni być do tego zaangażowani jacyś mężczyźni?!
OdpowiedzUsuńW mojej wiejskiej parafii ksiądz wprowadził w ubiegłym roku grafik sprzątania i układania kwiatów. Koordynacją prac zajęli się sołtysowie. Sama raz się zgłosiłam, bo miałam sprawę do Sołtysowej( tak, dobrze czytasz!)
Ale co dziwnego w tym całym wydarzeniu. Nie wiem jak sobie proboszcz wcześniej radził, ale nie było przymusu, a teraz jest...To bardzo kontrowersyjny proboszcz, ale przyznam się, że brakuje mi jego charyzmy po powrocie do miasteczka.
Wyobraź sobie kościół znajduje się obok marketu Dino. Samochody wyjeżdżające z przymarketowego parkingu i stojące przy ulicy, aby włączyć się do ruchu stojąc, po drugiej stronie drogi, na parkanie miały widok na cztery plansze- Uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy. Na białym tle czarne, bardzo widoczne i czytelne napisy. Po tej samej stronie co market jest duża szkoła podstawowa. I znowu ci co wychodzili bądź wyjeżdżali ze szkoły i musieli się zatrzymać przed wyjazdem na trasę na przykościelnym murze widzieli wielki baner z portretem Jezusa i napisem- Potrzeba JE dne GO. A za murem widoczny dla wszystkich kierowców jeszcze większy plakat - zmartwychwstały Chrystus i napis- Wyprowadź, mnie Jezu z mojego grobu!
Pozdrawiam Cię serdecznie. Miłej majówki.
Oczywiście byli mężczyźni, nawet w przeważającej większości. Ktoś musiał rozebrać Grób Pański, a to nie było takie łatwe. Ciekawy pomysł z tymi planszami na widoku takiej ilości ludzi. Ciekawe czy coś wskórały. Pozdrawiam
UsuńO kurczaki. Cały czas jesteś w ruchu. Czytałem jeszcze dziś o powrocie do treningów, a tu kolejne działania. Szczerze mówiąc to mam dużo mniej energii do działania niż Ty.
OdpowiedzUsuńTeż kojarzyłem film tylko. A okazuje się, że jest też książka ,,Planeta małp".
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/
Po prostu nie lubię się nudzić. A jak jeszcze można połączyć to z rozmową z drugim człowiekiem, to dlaczego by się nie wprosić? Pozdrawiam
UsuńTy pracowita jesteś I szacun za organizację, jestem ciekawa jak będzie na treningu.Pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńJa też jestem ciekawa treningu. Dowiem się już w poniedziałek
UsuńU nas dekoracja była skromna, to i potrzeb dużych nie było, chyba nawet nie ogłaszali, że kogoś potrzebują do pomocy. A Ty znów pierwsza do działania!
OdpowiedzUsuńJak było mało elementów do rozebrania, to spokojnie można to zrobić w parę osób. Albo osoby, które się w to zaangażowały same się do tego skrzyknęli. Może nie do końca pierwsza do działania, ale cieszę się, że udało mi się tak pogodzić zobowiązania, że pomagałam i wydawać pakiety startowe na "Bieg Bohaterów", i w rozebraniu dekoracji. Pozdrawiam
UsuńWitam wiecznie będąca w ruchu :) Karolinę:) Wiosenne pozdrowienia ślę:)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Również pozdrawiam
UsuńU mnie sprzątanie dobrze robi "na głowę", czyli pozwala się uwolnić od wielu problemów. Może i u Ciebie tak zadziałało :)
OdpowiedzUsuńO niektórych rzeczach nie mogłam nie myśleć, więc chyba tak do końca to na mnie nie działa ;). Ale na pewno pozwoliło mi się zintegrować z niektórymi ludźmi. Pozdrawiam
UsuńKarolinko ale ty tych spraw ogarniasz i tu i tam a kiedy błogie lenistwo :) pozdrawiam cieplutko
OdpowiedzUsuńNa błogie lenistwo też znajduję czas. Bez tego bym zwariowała. Pozdrawiam
Usuńw mojej rodzinnej parafii zawsze brałam udział podczas przygotowań do świąt, Bożego Ciała i adoroacjach.Teraz mieszkam dalej od kościoła i tu jest w zwyczaju wyczytywania przez Proboszcza 2 Rodzin (lub więcej w przypadku świąt) do przygotowania kościoła.
OdpowiedzUsuńTeż kiedyś pomagałam w swojej parafii, ale mam wrażenie, że niektórzy mnie tam nie chcą, więc "przeniosłam się" gdzie indziej. Pozdrawiam
UsuńMam nadzieję, że taki intensywny tryb życia nie odbije się kiedyś na Twoim zdrowiu, bo przecież jakiś relaks też powinnaś mieć?
OdpowiedzUsuńAle czas na relaks i odpoczynek, a nawet na chwilę błogiego lenistwa, też potrafię znaleźć w moim zakręconym życiu. Pozdrawiam
UsuńTakże staram się przeglądać informacje parafialne, a raczej biuletyny z pobliskich parafii. Często w nich są ogłoszenia o organizowanych ciekawych spotkaniach, bankietach i pielgrzymkach. Dzięki nim trzy razy pojechałem pielgrzymki, które pozwoliły mi również zwiedzić kilka przepięknych miast.
OdpowiedzUsuńDwa dni temu zawitałem do Katedry Św. Pawła, znajdującej się w mieście o tej samej nazwie. Imponująca! Niestety, po ponad godzinie poinformowano nas, że zamyka się o godzinie 17:00, toteż dużo nie widziałem. Mam nadzieję, że uda mi się ją ponownie odwiedzić, może nawet w tym roku.
A w ogóle to musi być fajnie należeć do parafii, w której działają aktywne grupy i czuję się do niej przynależność. Osobiście jakoś nigdy na taką parafię nie trafiłem. A szkoda!
Witaj u mnie na blogu. Wiele parafii organizuje wiele ciekawych akcji, tylko nie zawsze się o nich idzie dowiedzieć. Najczęściej chyba drogą pantoflową albo przez znajomych. Och, szkoda że z tą katedrą tak wyszło, musisz próbować ponownie. Masz racje, przyjemnie jest być w takiej parafii, jaką opisujesz, nawet jeżeli to nie jest nasza parafia. Pozdrawiam
UsuńWow, ale jesteś pracowita pszczółka ❤️ słoneczne pozdrowienia 😘
OdpowiedzUsuńZa wiele nie pomogę z racji moich ograniczeń. Ale zawsze coś tam zrobię. Pozdrawiam
Usuń