Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 17 maja 2025

2187. Wykończy mnie ta uczelnia

A raczej sytuacja na niej. A konkretniej - na Wydziale Teologicznym. Po wydarzeniach z połowy marca cały samorząd patrzy na siebie podejrzliwie. Przynajmniej niektórzy jego członkowie. Przewodnicząca ma pretensje o wszystko i o nic, chociaż na posiedzeniach zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. No tak, w najgorszym wypadku cały zarząd mógł wylecieć ze studiów. Ja naprawdę to odchorowałam w kwietniu, a wyrzuty sumienia mam do dzisiaj. Chociaż najbliższe znajome z samorządu tłumaczą mi, że bezpodstawnie. Jak widać, bezskutecznie.
Przy kwietniowym wypisie ze szpitala usłyszałam, że mam się nie denerwować, bo nerwy tylko powodują nawracanie u mnie L-C, a to już rozszalało się u mnie na tyle, że tylko w szpitalu są w stanie mi pomóc. Tymczasem po pewnej rozmowie z Madziałkiem naprawdę poczułam się nieswojo. Pal sześć, że przewodnicząca, wiedząc że się przyjaźnimy, próbuje nas ze sobą skłócić. Tamtego dnia próbowała wmówić Madziałkowi, jaka ja to jestem zła, bo nie poparłam na spotkaniu u dziekana tego, co zrobiła na początku swojej kadencji. Ja po prostu zrobiłam to, co było zgodne z moim sumieniem. W nikogo nie ugodziłam, nikogo nie obraziłam, powiedziałam tylko, że to co się stało było złe i tyle. No, ale takie coś jeszcze mnie nie ruszyło. A może już nie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że taka będzie prawdopodobnie reakcja przewodniczącej. Zdenerwowało mnie natomiast to, co potem usłyszałam. Madziałek ma bowiem pewną teorię na temat tego, jak pewna rzecz mogła wyjść poza mury samorządu. Mam nadzieję, że to tylko teoria, bo jeżeli byłaby to prawda... Nie, przewodnicząca nie mogłaby być aż tak podła, a zarazem oryginalna... A może jednak... Miałam mętlik w głowie, a zarazem jakoś tśak zaczęłam źle się czuć. I to bardzo źle. 
Skończyło się tym, że zamiast do domu to pojechałam do szpitala. Jeszcze z autobusu wysłałam SMSa księdzu Robciowi, że nie będzie mnie tego dnia na majowym i żeby sami sobie wydrukowali tekst "czytanki". Akurat Ksiądz Niosący Światło na tydzień poszedł na oddział szpitalny na badania, więc wiedziałam, że mam tych kilka dni na dojście do siebie. Nie przewidziałam jednak tego, że pod SORem natchnę się na proboszcza z ich parafii. Podejrzewam, że mój wygląd mówił sam za siebie. Proboszcz zaczął ubolewać, że jeszcze ja mu się pochoruję i tyle z tego będzie. A ja naprawdę chciałam jak najszybciej znaleźć się na oddziale, żeby tylko dali mi te cholerne leki przeciwbólowe. Na szczęście proboszczowi się spieszyło, więc poszedł w swoją stronę, a ja w swoją.
Na SORze trochę się naczekałam, ale jak już przyjął mnie lekarz, to poszło szybko. Nawet bardzo szybko, wręcz ekspresowo, bo już o 20.00 byłam na bloku operacyjnym, a zespół lekarzy dwoił się i troił kombinując, jak wyciąć objęty stanem zapalnym fragment jelita. A że już kilka kawałków mi usunęli w ciągu życia (w tym jeden prawie a zaraz po urodzeniu), to zadanie było na równi z rozwiązywaniem zadań z całek. Teoretycznie mogli próbować farmakologicznie to zrobić, ale nie wiedzieli już co mi zaserwować. Wycięcie kawałka dawało lepszy i szybszy efekt. Przy okazji mogli ten fragment wysłać na dalsze badania. A antybiotyk i tak mi dali, ale po wszystkim.
Operację miałam we wtorek, a już w środę popołudniu byłam na normalnej sali. O mało nie zleciałam z łóżka, kiedy na salę wlazł mi Ksiądz Niosący Światło wraz z rodzoną siostrą. Podobno proboszcza trochę zaniepokoił mój przypadek i przez kapelana szpitala dotarł do informacji o mnie. A że przypadkiem wygadał się swojemu wikaremu, to ten postanowił nie zważać na wszystko i jeszcze przed swoim zabiegiem wpaść zobaczyć co u mnie słychać i czy jeszcze żyję. A że była u niego siostra, to przyszła z nim. Ksiądz nie byłby sobą, gdyby nie zaczął żartować, że tylko mam mu nie umierać, bo w najbliższym czasie nie ma wolnych terminów na Msze święte. Chyba, że chcę, żeby pochował mnie proboszcz mojej parafii. No, tego raczej wolałabym uniknąć. Coś tam próbował ode mnie wyciągnąć, co się dzieje, bo coś za często trafiam ostatnio do szpitala. Ale chyba wyczuł, że nie chcę o tym rozmawiać, bo szybko zmienił temat na bierzmowanie i tego, co właśnie czytałam (na szafce akurat miałam "Dziennik duszy" Jana XXIII). Nie chciałam mu mówić co się dzieje na wydziale, chociaż ogólnikowo wyznałam mu to na spowiedzi. Nie chciałam go jednak obciążać szczegółami, niech odpoczywa, póki ma ku temu okazję. Jego siostra jeszcze dopytywała się, czy niczego mi nie brakuje, ale tata wszystko mi już przywiózł. Kazali mi się trzymać i poszli na oddział księdza. Trochę zaskoczyła mnie ich wizyta, bo chyba ksiądz w jego stanie nie powinien tak chodzić po różnych oddziałach. A jednocześnie zrobiło mi się miło, że o mnie pomyśleli. Zastanawiałam się też co z bierzmowanymi, bo tego dnia wieczorem powinnam mieć zajęcia z pierwszym rokiem. Potem się okazało, że Ksiądz Niosący Światło po prostu ich odwołał.
Nazajutrz to ja poszłam do księdza, bo czułam się już na tyle dobrze, że mogłam w miarę sprawnie chodzić. Ksiądz też jakoś do siebie dochodził po zabiegu, ale widziałam, że jest zmęczony, więc nie siedziałam u niego zbyt długo. A na pewno krócej, niż on u mnie dzień wcześniej. W sumie to nawet dobrze się stało, bo po południu wpadł do mnie Madziałek z wiadomościami i pozdrowieniami od innych z uczelni. Chyba domyśliła się co mnie tak zdenerwowało, bo nie poruszała tego tematu. Po jakiś 2 godzinach musiała się jednak zbierać i jechać na spotkanie "Piekarnika" (kazałam jej wszystkich pozdrowić, ale prosiłam, by za bardzo nie rozpowiadała co się stało). Ja zaś wróciłam do mojej lektury i tak mi minęło popołudnie i wieczór.
W piątek, ponieważ nic się ze mną nie działo, dostałam wypis. Tamte badane nie wykazało nic nowego i niepokojącego, a to chyba dobra wiadomość. Jeszcze przed wyjściem poszłam zobaczyć co z księdzem. Nie weszłam jednak do niego na salę, bo przez szparę w drzwiach zauważyłam, że jest u niego sam biskup. Nie, nie chciałam im przeszkadzać i wróciłam do siebie. Swoją drogą przypomniało mi się, że właśnie trwa diecezjalna pielgrzymka do Rzymu, ale widać biskup zdążył już wrócić z Wiecznego Miasta. Może opowiadał Księdzu Niosącemu Światło jak było? Przecież jego parafianie też brali w niej udział. Właściwie to specjalnych zaleceń nie dostałam - jakieś mocniejsze leki przeciwbólowe, jakby było bardzo źle mam dzwonić po karetkę. Szwy do ściągnięcia w przyszłym tygodniu. I zalecenie żebym się nie denerwowała. Tylko żeby tak się dało...
Ja tylko mam nadzieję, że faktycznie wycieli mi cały obszar zajęty zapaleniem. Bo to by oznaczało spokój w tym zakresie, przynajmniej na jakiś czas. Co do studiów to naprawdę już finisz. Mam nadzieję przetrwać w miarę względnym spokoju.

14 komentarzy:

  1. Zdrowia, dużo zdrowia Karolinko, odpocznij trochę, wiem że nie lubisz rad I porad ale naprawdę dużo się dzieje i czas zwolnić, stres też swoje robić.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak jest ciężko, to może być tylko lepiej. Trzeba być dobrej myśli. Zdrówka i pogody ducha. 🤗

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka, Karolino, dbaj o siebie, za finisz na studiach trzymam kciuki:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, ale rzeczywiście powinnaś unikać stresu. Zdrowia i powodzenia na finiszu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolino, zdrowia i spokoju. Mam nadzieję, że zadbasz o siebie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo zdrowia Ci życzę Karolinko. Dbaj o siebie, bo zdrowie jest najważniejsze. Ja też teraz mam trudny okres i wiem coś o tym. Uściski posyłam♥️

    OdpowiedzUsuń
  7. Karolinko musisz jakoś uporać się z tym stresem by nie nadwyrężać swojego organizmu. Widzisz, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Życzę szybkiego powrotu do zdrówka 💗🙏

    OdpowiedzUsuń
  8. Choroby współczuję—swego czasu o niej trochę czytałem i zdaję sobie sprawę, jak bardzo może być nieprzyjemna.

    Czytając o problemach na studiach (w tym i w poprzednich wpisach) mogę tylko raz jeszcze stwierdzić, że studia w Kanadzie są bardzo odmienne od tych w Polsce. Na licencjacie nie wiedziałem nawet, kto był dziekanem, a i na studiach magisterskich z dziekanem miałem minimalny kontakt. Po prostu brało się pewne kursy, chodziło na wykłady, zdawało egzaminy i to wszystko. „Samorządy” czy inne organizacje nie ingerowały w moje studia i do niczego mnie nie zmuszały. Jeżeli miało się jakieś problemy, to albo rozmawialiśmy bezpośrednio z profesorem, albo z sekretarką na danym wydziale.

    Z pewnością przez to studenci byli o wiele mnie zżyci ze sobą, niż na studiach w Polsce (niektórzy brali tylko jeden kurs, bo pracowali), ale to też miało dobre strony i oferowało o wiele większą elastyczność.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, trochę wycierpiałaś, ale najważniejsze, że sytuacja opanowana i wracasz do zdrowia.
    Swoją drogą ten dowcip Księdza Niosącego Światło przy szpitalnym łóżku trochę " gruby".
    Zdrowia Ci życzę i trzymam kciuki za finisz na studiach.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana... Okropnie mi przykro że spotkało Cię coś takiego. Współczuję ogromnie. Pomodle się o twoje zdrowie. Odpoczywaj i nie dawaj się stresowi, to najgorszy wróg organizmu. Nie znoszę stresu ale też mam problem z pokonywaniem go. Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda, że człowiek mimowolnie się denerwuje niektórymi sprawami. Są takie sprawy, których nie da się przejść bez stresu, ale trzeba próbować ;) Czasami wydaje się to niemożliwe, ale trening czyni mistrza. Trzeba na prawdę mieć w nosie to co myślą i mówią o nas inni i żyć na własnych zasadach.
    Dużo zdrówka Ci życzę i jak najmniej nerwów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdrowia życzę Karolinko , może trochę przystopuj z dodatkowymi zajęciami i skup się na studiach. Tyle wzięłaś na siebie obowiązków , i być może przepłacasz to zdrowiem. Pomyślności ♥️♥️

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowite, tyle wydarzeń jednego dnia.
    Mile zaskoczyło mnie bardzo efektywne działanie służby zdrowia.
    Życzę żeby sprawy toczyły się pomyślnie na wszystkich frontach.

    OdpowiedzUsuń