Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 24 stycznia 2026

2313. "Boży chłopczyna"

Pomagając podczas katechizacji dzieci przy parafiach (to w ramach "zabranej" przez rząd jednej godziny religii w szkole) staram się wskazywać im młodych ludzi, na których mogliby się wzorować w swoim życiu. Był już św. Pier Giorgio Frassati, św. Carlo Acutis, św. Stanisław Kostka. Kandydatów na dalsze spotkania nie brakuje, bo i wielu młodych żyło tak pięknie, że zostali włączeni przez Kościół Katolicki do grona świętych i błogosławionych.
I wciąż wyszukuję i poznaję nowych, w tym także tych, którzy dopiero są kandydatami na ołtarze. Całkowicie przypadkiem dowiedziałam się o francuskim chłopcu Guy'u Pierre de Fontgallandzie, który zmarł w opinii świętości w wieku zaledwie 12 lat. Dzisiaj przypada 101 rocznica jego narodzin dla Nieba.
Guy urodził się 30 listopada 1913 roku. Był synem Pierre'a Heurarda de Fontgallanda i Marie Renee Mathevona. Uchodził za chłopca kapryśnego, złośliwego i często popadającego w gniew. Nigdy nie zdarzyło mu się jednak skłamać. Zarazem był czuły i wrażliwy, w szczególności na Boże Tajemnice. Potrzebował cierpliwego serca mamy, żeby nauczyć się odróżniać to, co warto zachować od tego, co należy w sobie zmienić.
Jedną z najcenniejszych informacji, które pomogły mu podjąć decyzję o "współpracy" z Bogiem, była wiadomość od jego babci, że Pan Jezus przebywa w sercach grzecznych dzieci. Mały Guy Pierre zaś marzył, aby Pan Jezus nie opuszczał jego dziecięcego serca.
Od dzieciństwa jego wielką pasją była liturgia, pilnie śledził każdą Mszę świętą i uwielbiał przebywać na adoracji Najświętszego Sakramentu. Raz nawet pokłócił się z mamą, kiedy zauważył, że na spotkanie ze znajomymi zakłada lepszą sukienkę, a do kościoła gorszą. Miał wtedy krzyknąć "Nie rozumiem cię!". Mały Guy szczególnie upodobał sobie modlitwę "Zdrowaś Maryjo" i odmawiał ją wiele razy w ciągu dnia. Wszystko, co było związane z Matką Bożą, budziło jego zachwyt. W swoim pokoju miał figurę Maryi, którą zawszę kiedy mógł, ozdabiał świeżymi kwiatami.
W 1917 roku razem z mamą odwiedził grób św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która jeszcze wtedy była Służebnicą Bożą. Postać Małej Tereski tak zachwyciła chłopca, że postanowił wziąć z niej przykład. Co ciekawe, przy grobie przyszłej świętej czuje cudowny zapach kwiatów.
W swoim dzienniczku prowadzonej przed Pierwszą Komunią Świętą notuje trzy postanowienia:
  1. Odmawiać co dzień ranne i wieczorne modlitwy.
  2. Nie przeżyć ani jednego dnia bez zrobienia przynajmniej jednego poświęcenia dla Jezusa, które wymagałoby wysiłku,
  3. Starać się o to, by stać się mniej leniwym, by lepiej pracować, aby kiedyś zostać księdzem.
Na końcu tych postanowień napisał "O Jezu, pobłogosław mi, spraw, bym Cię kochał zawsze całym sercem".
Podczas swojej Pierwszej Komunii Świętej usłyszał w swoim sercu głos samego Jezusa: "Mój mały, zabiorę cię wkrótce do siebie, umrzesz młodo". Tak bardzo ufał Jezusowi, że odpowiedział: "Tak, niech się dzieje wola Twoja". Nikomu przez dłuższy czas nie opowiadał o tym zdarzeniu. Zdradził to dopiero mamie, w momencie kiedy zachorował i zrozumiał, że wypełnia się obietnica Pana Jezusa.
Będąc w 1924 roku na pielgrzymce w Lourdes otrzymał od Maryi potwierdzenie słów, które kilka lat wcześniej powiedział mu Pan Jezus. Maryja miała mu wtedy obiecać, że umrze w jej dzień, czyli w sobotę. Zaledwie kilka miesięcy po tym zdarzeniu Guy Pierre zapadł na błonicę - zakaźną chorobę występującą u dzieci, wywoływaną przez bakterię maczugowca błonicy. Powoli tracił siły, ale całe cierpienie oddał w intencji zadośćuczynienia za grzechy. "Dziś umrę - powiedział matce po wielu tygodniach chorowania - nie płacz, to będzie bardzo miłe. Kiedy zabraknie mi tchu i nie będę już mógł mówić, żeby powiedzieć Jezusowi, że go kocham, połóż krucyfiks na moich ustach, abym mógł go jeszcze całować". Zgodnie z tym życzeniem, przed śmiercią zdążył jeszcze ucałować krzyż i powiedzieć: "Jezu, kocham Cię, Mamusiu!". Mama chłopca zorientowała się, że to nie ją woła, ponieważ jego wzrok był utkwiony w kogoś innego, kogo nikt inny nie widział w pokoju chłopca. To, co Guy widział, zdradzały jego oczy i uśmiech. Maryja, tak jak obiecała, przyszła po chłopca w sobotę, 24 stycznia 1925 roku.
Biografia nastolatka, która pojawiła się zaledwie kilka lat po jego śmierci, została przetłumaczona na 13 języków i rozeszła się w 100 000 egzemplarzach. Około 300 ludzi przypisuje mu swoje nawrócenie, a 700 twierdzi, że zawdzięcza mu odnalezienie powołania. Do kurii diecezjalnej trafiło w sumie ponad 80 000 informacji o otrzymanych łaskach za wstawiennictwem chłopca. Zebrano 1 312 000 podpisów dzieci i dorosłych pod petycją o beatyfikację Guya Pierre de Fontgallanda. W latach 40 kongregacja zamknęła proces beatyfikacyjny, a chłopcu przysługuje tytuł Sługi Bożego.

9 komentarzy:

  1. Prawda jest taka że nie nadążam za Twoimi postami, piszesz szybciej niż ja ja komentuję . Piękna opowieść, powiem szczerze że jej nie znałam, dzięki za przybliżenie życie tego młodego chłopca, oby wielu miało taką wiarę jak on. Jego życie jest godne naśladowania, niby krótkie ale poświęcone w całości Jezusowi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie zacząłem się śmiać, czytając Twój wpis ("Prawda jest taka że nie nadążam za Twoimi postami, piszesz szybciej niż ja ja komentuję"), bo dokładnie o tym samym pomyślałem!

      Usuń
    2. I ja nie nadążam za Tobą . Kiedy masz na to wszystko czas?
      Zapraszam też na moją rocznicową opowieść

      Usuń
  2. To bardzo ciekawe i poruszające świadectwo. Dobrze, że przypominasz tę postać, bo jego postawa i dziecięca szczerość mogą być dziś inspiracją dla wielu osób. Dzięki za przybliżenie tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam historii tego chłopca, bo tych innych, których wspominasz, Frassati, Acutis - dużo się pisało i mówiło w przestrzeni publicznej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz jest do wpisu o krzyżu.
    Nie napisałaś w nim nic takiego Karolinko, za co miałabyś dostać "po głowie". Piękna jest ta historia z życia p. Krysi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj:) Jestem pierwszy raz u Ciebie i chciałam skomentować post o krzyżu ale nie mogłam trafić na wejście do komentarzy.. Ja też pracuję w szkole, mam pierwszą klasę i u nas wisi krzyż.. Pięknie piszesz, historia pani Krysi jest niesamowita.. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A tą niezwykłą opowieść przeczytałam z zainteresowaniem

    OdpowiedzUsuń