Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 30 sierpnia 2015

Podsumowanie pielgrzymkowej akcji "Bilet dla brata" oraz coś o dożynkach miejskich

Niemal wszystkie tegoroczne piesze pielgrzymki do Częstochowy wpisane miały w swój program przygotowania do przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Nie inaczej mogło być i w naszej, Sosnowieckiej Pielgrzymce. Poza niesieniem przez pielgrzymów emblematów wydarzenia, podczas poniedziałkowej Mszy świętej pieniądze z tacy zostały przeznaczone na akcję "bilet dla brata"*. Nie będę się tutaj rozpisywała na temat tego ile zebraliśmy pieniędzy i po prostu pozwolę sobie zamieścić oświadczenie, jakie w ostatnim czasie pojawiło się w tej sprawie na stronie mojej diecezji:
źródło: http://www.diecezja.sosnowiec.pl/dokumenty/komunikaty-biskup-diecezjalny/3863-biskup-dziekuje-pielgrzymom-za-wsparcie-biletu-dla-brata
Mam cichą nadzieję, że zebrane pieniądze wystarczą na dofinansowanie do przyjazdu przynajmniej dwóch osób zza wschodniej granicy. A tak na marginesie zobaczcie jak to się wszystko dziwnie poukładało: na ŚDM, które w 1991 roku odbywały się w Częstochowie po raz pierwszy uczestniczyli pielgrzymi zza wschodniej granicy. Ćwierć wieku później ich potomkowie będą mogli zobaczyć nasz kraj dzięki ofiarności wiernych. Bo trzeba wiedzieć, że sam przyjazd do naszego kraju to nie wszystko. Trzeba jeszcze pomyśleć o noclegach, jedzeniu, każdy uczestnik wydarzenia powinien zakupić sobie pakiet pielgrzyma. Skąd na to mają wziąć ludzie pochodzący z biedniejszych krajów? Jednocześnie ważne jest uświadomienie społeczeństwa, że akcja "bilet dla brata" nie funduje nikomu pobytu w 100%, a jedynie go dofinansowuje, czyli dajemy tym ludziom wędkę, a nie rybę. 

W naszym mieście od paru lat istnieje taka piękna tradycja obchodzenia dożynek miejskich. Wiąże się ona z tym, że chociaż miejscowość w której dane mi jest mieszkać można zaliczyć do typowo przemysłowej, to wiele dzielnic wchodzących w jej skład jest po prostu wsiami. Każdego roku gospodarzem tych uroczystości jest inna dzielnica. Jeszcze nie tak dawno mieszkańcy musieli jeździć do owych dzielnic, aby wziąć w nich udział(przez to nie byłam na koncercie mojego ulubionego niegdyś zespołu "Ivan i delfin", który odbywał się w odległej dzielnicy, a buuu! chlip, chlip!). W ostatnich latach dożynki zostały przeniesione do parku miejskiego, dzięki czemu większa liczba osób może wziąć w nich udział. Na początku jest Msza święta inauguracyjna całe przedsięwzięcie, która odbywa się w naszej bazylice, a następnie w barwnym korowodzie wszyscy przechodzą do parku, gdzie następuje część artystyczna. Na czele przemarszu zmierza wieniec zrobiony z tegorocznych plonów.
Formowanie się korowodu
Wieniec z tegorocznych plonów w kształcie korony
"A powszechnego chleba racz nam dać, na pokuszenie nigdy nie wódź nas... Ojcze Nasz, dziś prosimy Cię..."
Zapewniam Was, że był smaczny :)
Miejska Orkiestra Dęta
Wieniec w całej okazałości - a w tle Matka Boska Anielska
I jeszcze raz wieniec w roli głównej
Na uroczystościach nie mogło zabraknąć ważnych osobliwości, w tym władz miejskich
W tym roku było nader skromnie, ponieważ był tylko jeden wieniec dzielnicy będącej gospodarzem imprezy - czyli Błędowa(niektórzy pewnie kojarzą ją z jedyną w Europie Pustynią Błędowską, i w sumie słusznie), ale pamiętam lata, kiedy tych wieńców było kilkanaście. Po przyjściu pod scenę następuje przywitanie wszystkich przez naszego prezydenta i dziekana, a następnie pokrojenie dożynkowego chleba i rozdanie go zgromadzonym ludziom. Następnie na scenie pojawiają się Koła Gospodyń Wiejskich i lokalne zespoły, które umilają czas wszystkim zgromadzonym. Możemy się pochwalić tym, że w naszym mieście działa 12 takich Kół. Mnie jednak najbardziej do gustu przypadł występ krakowskiego Zespołu Pieśni i Tańca Hamernik, który promował folklor podhalański. A że Lolek zawsze miał słabość do góralskich rytmów(gdybym odpuściła sobie koncerty "GolecuOrkiestry", chyba bym była tak samo "chora", jak po nieobecności na "Ivanie i delfinie), to było oczywiste, że będzie koczować z rozdziawioną twarzą pod samą sceną. Oj rwały się nogi do tańca, rwały. I tylko mały żal w człowieku był, że nigdy nie będzie w stanie tak wywijać stopami i rękami jak oni. Gwiazdą wieczoru był zaś zespół "Ira", ale że to nie moje klimaty, to wolałam wrócić do domu. Oficjalnie po to, aby nakarmić Pusię. A nieoficjalnie żeby doczytać "Znachora". Zawiodłam się trochę brakiem "akcji towarzyszących" dożynkom: z reguły od nadleśnictwa Siewierz można było dostać sadzonki iglaczków, miasto oferowało też wymianę surowców na krzaczki. A tym razem nici. Czyżby susza aż tak dała się we znaki? Nie było też pszczół z pasieki ani zwierzątek domowych. Nawet słynne pajdy chleba z smalcem i ogórkiem kiszonym podrożały i musiałam obejść się smakiem. No trudno, będzie trzeba czekać na Dni Miasta do ostatniego weekendu maja przyszłego roku. Jednak zważając na to, w jakim tempie ostatnio upływa mi czas śmiem twierdzić, że stanie się to szybciej, niż się spodziewam.
Gospodarze dożynek

* "bilet dla brata" - to projekt polskich wolontariuszy, którego zadaniem jest utworzenie dzieła pomocy młodym pielgrzymom ze Wschodu, pragnącym przyjechać na Światowe Dni Młodzieży do Polski w 2016 r. Dla wielu młodych ludzi z krajów Europy Wschodniej i Zakaukazia ŚDM w Krakowie, to najbardziej dostępne z dotychczasowych spotkań młodzieży – choć wciąż nieosiągalne z przyczyn finansowych. Dla Polaków, to niepowtarzalna możliwość pomocy młodzieży ze Wschodu w zrealizowaniu marzenia o udziale w Światowych Dniach Młodzieży. Właśnie dlatego powstał  BILET DLA BRATA - DZIEŁO POMOCY PIELGRZYMOM ZE WSCHODU.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz