Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 4 sierpnia 2015

Z takim przygotowaniem, to mogę iść choćby do Częstochowy i filmiki z TdP

Wczoraj pisałam o paraliżu komunikacyjnym w Dąbrowie Górniczej, a dzisiaj przeżyłam nie mniejszy w Katowicach, gdzie kończył się trzeci etap tegorocznej edycji Tour de Pologne. Jeszcze wczoraj wychodząc z praktyk w biurze turystycznym zastanawiałam się, jak ja dzisiaj dotrę do niego i z powrotem do domu. Wszak Katowice to nie Dąbrowa Górnicza i w nich mam kawałek z centrum do biura. Co prawda dzisiaj zaczynałam je o 12., to jednak nie poprawiało mojej sytuacji. Im bliżej momentu wyścigu, tym większy paraliż miasta. Uznałam jednak, że będę tym martwić się dopiero dzisiaj. 
Wyszłam z domu odpowiednio wcześnie na pociąg. Jednak mijając przystanek autobusowy zauważyłam, że podjeżdża autobus do Katowic i to jeszcze z tych tzw. pospiesznych. Niewiele myśląc wsiadłam do niego. Ku mojemu zaskoczeniu, tuż przed Katowicami okazało się, że nie wjeżdża do centrum miasta i jedyne co jest nam w stanie zaoferować, to wysiadkę na ul. Porcelanowej. Szczerze powiedziawszy nic mi to nie mówiło, jednak zawsze lepiej wysiąść bliżej miasta, niż dalej. Na szczęście szybko okazało się, że tuż obok przystanku autobusowego był też tramwajowy. W dodatku zaraz nadjechał tramwaj, który dowiózł mnie na odpowiedni przystanek. Przynajmniej miałam pewność, że się nie spóźnię. Cztery godziny szybko minęły. Zdecydowanie za szybko. Kiedy wyszłam okazało się, że wszystkie ulice już są pozamykane i nie kursują ani tramwaje, ani tym bardziej autobusy. Cóż było robić - człowiek musiał użyć swoich dwóch kończyn i ruszyć na nich przed siebie. W dodatku akurat wystartował "Nutella mini Tour de Pologne" i na przejściach dla pieszych czy się chciało, czy też nie, musiało się przepuścić młodych kolarzy. Na szczęście większość mojej dzisiejszej trasy biegła przez Park Kościuszki, toteż nie dość, że mogłam spokojnie iść własnym tempem, to jeszcze korony drzew chroniły mnie przed słońcem. Musiałam tylko uważać, żeby wyjść odpowiednią ścieżką, potem poszłam jak do AWFu, odbijając w pewnym momencie w prawo i potem znowu plantami i bocznymi uliczkami prosto do dworca. Myślałam, że nie zdążę na pociąg do Częstochowy, na szczęście dobiegłam do niego w ostatniej chwili wywijając orła i rozbijając prawe kolano tuż przed samym wejściem do niego. Trzeba mieć talent... Nie zdążyłam w tym wszystkim podejść do kasy biletowej, na szczęście mogłam kupić bilet u konduktora. I tak też zrobiłam. I nawet gościu zrozumiał co do niego mówię. Kwadrans później wysiadłam już w centrum mojego miasta. Po drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu, bo w lodówce hula wiatr, a i rajstopy nowe musiałam kupić, bo w tych co miałam na sobie podczas upadku wytarła się dziura. No nic, jedni zaciągają oczka, a inni notorycznie drą kolana. 
Tak sobie myślę, że dzisiejszego dnia pokonałam niezłą trasę. Zważywszy na odcinek, jaki pokonałam od ulicy na której znajduje się biuro do wejścia do parku, a następnie ten, który przeszłam w nim oraz do dworca PKP, to myślę, że będzie to jakieś 4 km., jak nie więcej. I wcale nie jestem zmęczona. Zobaczymy czy jutro nie będę umierać z zakwasów.
A na koniec wrzucam filmiki obrazujące drugi etap wyścigu Tour de Pologne oraz amatorskie nagranie wczorajszej kraksy tuż przed metą. Miłego oglądania :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz