Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 22 września 2016

Opowieści sprzed ponad wieku, czyli wyprawa do Warszawy(cz. 1)

Wiedziałam, że za wszelką cenę musiałam zobaczyć mobilną wystawę, która na kilka miesięcy zawitała na czwarte piętro Pałacu Kultury i Nauki. Mówię tutaj o wystawie "Titanic the Exhibion", której elektroniczne reklamy bombardują mnie z wszelakich stron. 
Została nawet uruchomiona specjalna strona internetowa, na której można wyczytać wszystkie najważniejsze informacje na temat wystawy(http://titanic.cojestgrane24.pl/). Postanowiłam wygospodarować nadprogramowe pieniądze zarówno na pociąg do Warszawy i z powrotem, jak też na sam bilet wstępu. Tym bardziej, że historia "Titanica" wpisuje się w ramy moich zainteresowagą klń. Pozostał tylko termin wyprawy, który nieprzypadkowo padł na czwartek. Bo w czwartki do POLIN(Muzeum Historii Żydów Polskich) jest darmowy wstęp.
Pierwszy, i prawdopodobnie ostatni raz, pokonywałam trasę Sosnowiec - Warszawa głośnym Pendolino. Nie powiem, komfort jest całkiem niezły, całą trasę pokonałam w niewiele ponad 2 godziny. Odkryłam też tajemnicę szybkości tych pociągów - tutaj może nie tyle chodzi o prędkość, ile o ilość pośrednich stacji. Prawda jest taka, że jak ruszył z Sosnowca, tak zatrzymał się dopiero w Warszawie(tylko nie pamiętam czy we Wschodniej, czy w Zachodniej). Na miejscu byłam tuż po 9 rano. Nie zdążyłam przeczytać nawet 1/3 "Arki Czasu", którą wzięłam sobie na podróż :(. A książka poniekąd nawiązywała do muzeum POLIN - wszak opisuje piekło holokaustu widziane oczami ośmioletniego chłopca. Jeżeli ktoś z Was chciałby przybliżyć najbliższym ten tragiczny okres, to z czystym sumieniem mogę polecić tą pozycję - w prostych i przystępnych słowach opisuje tamte czasy, a nawet ja sama czasami zaśmiewałam się czytając niektóre fragmenty(to trochę tak, jak z filmem "Życie jest piękne" - któż z nas chociaż na chwilę nie zaśmiał się patrząc na Roberto Benigni?). W dodatku sieć oferuje jeden napój w ramach biletu(kawa, herbata, woda - pod warunkiem, że jedziemy drugą klasą, bo w pierwszej jest większy wybór), obsługa też profesjonalna i pomocna(pomimo tego, co słyszałam od innych niepełnosprawnych, no ale zależy na co kto liczy...). Tylko ta cena... Dobrze, że mam jeszcze studencką zniżkę. A następnym razem zamawiam bilet z wyprzedzeniem - tak podobno jest taniej.
W stolicy ostatnio byłam 10 lat temu, na początku mojej edukacji w szkole średniej. Zaś w samym Pałacu Kultury i Nauki byłam w II klasie gimnazjum, na jakiejś wystawie dotyczącej pracy ludzkiego mózgu(taki prototyp dzisiejszego Centrum Nauki Kopernik). Dlatego miałam małego pietra, czy w ogóle trafię do PKiN. Jednak tuż po opuszczeniu Dworca Warszawa Centralna okazało się, że słynny, komunistyczny budynek mam tuż pod nosem. Wystarczyło przejść kilka przejść dla pieszych i byłam na miejscu. O tym, że wystawa w dalszym ciągu jest tam, gdzie ma być świadczył afisz widoczny nad wejściem do budynku. 
Udałam się do kasy w celu zakupienia biletu wstępu na wystawę. I tutaj spotkało mnie pierwsze zaskoczenie - chłopak siedzący przy kasie oznajmił mi, że niepełnosprawni nie płacą za zwiedzenie wystawy(może ta informacja komuś się przyda - nie mam pojęcia co z opiekunami). Ucieszyłam się, tym bardziej że na stronie milczą na ten temat jak grób... Dodatkowo do każdej wejściówki otrzymuje się nieodpłatnie audioprzewodnik, który w przystępny sposób przybliża widzowi tajemnicę mitycznego statku. Zaś cała narracja prowadzona jest na tle ścieżki muzycznej z chyba najsłynniejszego filmu o tragedii "Titanica" z 1997 r.
Wystawę można podzielić na trzy, chronologiczne części: w pierwszej poznajemy historię powstania statku, jak i samej kompanii White Star Line, druga poświęcona jest samej podróży, jej komfortu oraz najważniejszym pomieszczeniom na statku, trzecia to dzieje statku po zatonięciu. Na wystawie możemy zobaczyć także wiele pasażerów "Titanica" - nie tylko załogę i najbardziej znane osobliwości, ale również wiele zwyczajnych osób podróżujących transatlantykiem. W gablotkach znajdują się rzeczy osobiste tych osób, niejednokrotnie wydobyte już z dna morskiego(nie da się nie wzruszyć na widok odnalezionej na dnie szalupy ratunkowej obrączki kobiety, która zamarzła uczepiona jej boku, eleganckiego garnituru zmarłego pasażera pierwszej klasy, kocyka, w który owinięto małe dziecko, czy też buciki dziewczynki, która tamtej pamiętnej nocy biegła w nich do jednej z szalup), obok niektórych zapisków można przeczytać ich polskie tłumaczenie. Patrząc na mapę trasy statku aż chce się krzyczeć: "Przecież on był tak blisko celu podróży!". Naprawdę, jeszcze dwa dni i parowiec dopłynąłby do Nowego Jorku. Zachwyciła mnie makieta "Titanica", wraz z zaznaczonymi kajutami poszczególnych klas. Wyraźnie na niej widać, jak marne szanse na ocalenie mieli pasażerowie trzeciej klasy chociaż, w porównaniu z innymi transatlantykami zadbano, aby i ich podróż była komfortowa. Wygodne łóżka(które też zrekonstruowano), umywalki w kabinach, posiłki w jadalniach - dla wielu z nich to prawdziwy luksus. Organizatorzy wystawy zadbali, aby oglądający nią zobaczyli tak niesamowite rzeczy, jak zastawa z jadalni pierwszej klasy, leżak wraz z firmowym kocem znajdujący się na spacerniku drugiej klasy, czy też lunetę pierwszego oficera Williama Murdocha, a nawet pocztówki przedstawiające statek. Każdemu dech w piersiach zapiera stanięcie przy trójwymiarowym zdjęciem słynnej klatki schodowej pierwszej klasy, przejście fragmentem korytarza pierwszej klasy, czy też dotknięcie autentycznego lodu. Mnie zachwyciły także kunsztowne rekonstrukcje kabin pasażerów trzeciej i pierwszej klasy, pokazanie toalety drugiej klasy, fragment węgla wydobyty z kotłowni w 2001 roku jak również kabinę radiotelegrafistów. Duże wrażenie robi również znajdująca się na końcu wystawy tablica z imionami i nazwiskami, a także wiekiem i klasą bądź pełnioną funkcją osób, które tej nocy straciły życie. Niekiedy były to wręcz całe rodziny!
Fantastyczna przygoda, miejscami miałam wrażenie, że sama uczestniczę w tym tragicznym w skutkach rejsie. Zachęcam Was do odwiedzenie tej wystawy, tym bardziej że czasu jest coraz mniej(wystawa w Warszawie jest tylko do 9 października, więc to naprawdę jest ostatni dzwonek. Jedyny mankament polegał na tym, że podczas oglądania ekspozycji nie można było robić zdjęć, znalazłam jednak film promujący wystawę:
I na koniec taka mała ciekawostka - zawsze myślałam, że historia miłości Jacka i Rose z "Titanica" Jamesa Camerona jest historią wymyśloną na potrzeby filmu. Okazało się jednak, że jest ona oparta na autentycznych wydarzeniach. Ich pierwowzorami są podobno Henry Samuel Morley, trzydziestodziewięcioletni właściciel sklepu, i dziewiętnastoletnia Kate Phillips, sprzedawczyni. Morley porzucił żonę i wraz z kochanką ruszył w rejs Titanikiem, by w Ameryce rozpocząć nowe życie. Finał historii jest niezwykle podobny; Morley ginie w czasie katastrofy, a Kate udaje się uratować - na pamiątkę po ukochanym zostaje jej naszyjnik i poczęte na statku dziecko.

8 komentarzy:

  1. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem,pozdrawiam weekendowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w ogóle historia statku jest bardzo ciekawa :)

      Usuń
  2. Fajna sprawa taka wystawa. Titanica oglądałam kilka razy, więc z pewnością taka wycieczka przypadłaby mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, zawsze można zaszaleć i lecieć do miasta, w którym wybudowano "Titanica", czyli Belfastu, gdzie też otwarli muzeum statku, w którym jest stała jego ekspozycja. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Byliśmy i my z młodszym synem - było naprawdę warto :)
    a tu nasze wspomnienia :)

    http://naszecamperowanie.blogspot.com/2016/04/warszawa-na-weekend-noca-i-dniem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie wybierałam tam od kwietnia i wiedziałam, że jak teraz nie pojadę, to nie zobaczę tej wystawy nigdy. Super, że zwiedziliście też Stadion Narodowy - mnie już na niego nie starczyło czasu.

      Usuń
  4. Gdybyś miała chęć jeszcze pozwiedzać Warszawę to służę. Ostatnio oprowadzałam koleżankę z Cieplic. Mam już trochę wprawy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z miłą chęcią. Bo Warszawa to naprawdę ciekawe miasto, tylko jak się go nie zna, to łatwo się zgubić.

      Usuń