Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 18 września 2014

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Rok temu spełniłam jedno ze swoich marzeń - pojechałam na tydzień do Włoch, gdzie zwiedziłam Wenecję, Asyż, Padwę, Rzym, a także byłam na audiencji generalnej u papieża Franciszka. Po propozycji długo zastanawiałam się, czy powinnam na nią jechać, czy też nie. Zwłaszcza, że zaczynał się rok szkolny, a ja jestem raczej obowiązkowa w tych sprawach i bez potrzeby nie opuszczam zajęć. W końcu po namowach rodziny, że raz się żyje i więcej taka okazja może się nie powtórzyć, zdecydowałam się jechać. Nie żałuję tej decyzji. Bardzo mi się podobało, tym bardziej, że wycieczka była zorganizowana głównie pod kątem i z myślą o osobach niepełnosprawnych. Dzięki temu może nie zobaczyłam wszystkiego, co było można zobaczyć, ale na pewno oprowadzono nas po najważniejszych miejscach. Szczególnie podobała mi się środowa audiencja u papieża. Co prawda nie udało nam się dotrzeć na zarezerwowane miejsca w sektorze dla niepełnosprawnych(gdybyśmy zdążyli przed zamknięciem go to być może udałoby mi się otrzymać błogosławieństwo od samego papieża), ale i tak byłam szczęśliwa, że tam jestem. Chociaż wycieczka była bardzo droga jak na moją kieszeń(kosztowała ponad 2000 złotych) udało mi się ją sfinansować z środków pozyskanych ze stypendium naukowego, które pobierałam na Uniwersytecie Śląskim oraz AWFie(czasami warto się uczyć). I nawet zostało mi coś na kieszonkowe. Chociaż Euro kupiłam sobie za pieniądze, które wygrałam w konkursie o Auguście Hlondzie. Wycieczka była pilotażowa, jej organizator nie wiedział czy wyjdzie ani czy spełni chociaż część swoich założeń. Tym bardziej, że jej uczestnikami były osoby mające problemy z chodzeniem i utrzymywaniem równowagi(jak na przykład ja), jeżdżące na wózkach, z upośledzeniem umysłowym, autyzmem, czy też zespołem Downa. I wśród nich osoby pełnosprawne, które pomagały nam w przemieszczaniu się po trasie wycieczki oraz w codziennej egzystencji. Co więcej, dzięki uprzejmości jednego z organizatorów wycieczki otrzymałam zdjęcia na CD. Jest to dla mnie o tyle ważne, o ile, jak już pisałam, nie mam jeszcze aparatu cyfrowego, a analogowy, bądź co bądź, ma ograniczoną możliwość ilości wykonania zdjęć(wiem, że pamięć w cyfrówce też kiedyś się kończy, to jednak co innego niż stary, poczciwy aparat kliszowy). Jeszcze raz dziękuję panie M. za te piękne chwile utrwalone w kadrze.
Cała grupa w Wenecji
Z kolegą z gimnazjum(synem organizatora wyjazdu) i jego mamą przed kościołem w Padwie
Bez komentarza - to po prostu trzeba przeżyć
Na placu w Rzymie
Wiem, wiem, jestem niefotogeniczna, ale co tam
Teraz już nie "beatus", a "sanktus"
Na Placu świętego Piotra 
Przed bazyliką na Luteranie - pierwszą siedzibą papieży
Potańcówki z T. w drodze powrotnej do Polski(na szczęście na czeskich autostradach)
Wycieczka udała się tak bardzo, że w tym roku zaplanowana została kolejna, tym razem do Czech, Austrii oraz Węgier. I to już w przyszły wtorek. Już nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że rok temu nie dość, że odnowiłam znajomości z czasów szkoły podstawowej i gimnazjum, to jeszcze nawiązałam nowe. Kto by się spodziewał, że na wyjeździe pojawią się też osoby z województwa lubuskiego? Ciekawsi mnie ile osób z zeszłego roku pojawi się i na tym wyjeździe? A ile będzie nowych? W sumie byłam już w Czechach i to kilka razy, ale tylko na zawodach sportowych. Na zwiedzanie nie było czasu, a może i ochoty. Teraz plan jest tak bogaty, że nie potrafię nawet wymienić wszystkich miejsc, które odwiedzimy. Z drugiej strony zeszłoroczny wyjazd był jakby nagrodą za naukę. Teraz raczej nie mam się czym chwalić. No, ale to jest temat na osobną notatkę. Jedyne co mnie martwi to to, że opuszczę pierwszy zjazd w policealnej szkole, ale na szczęście uzyskałam na to zgodę samej dyrekcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz