Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 9 września 2014

Bo w przedszkolu jest the best!

Dzisiejszy wolontariat odbywałam w grupie przedszkolnej. Chciałabym napisać, że w moim byłym przedszkolu, ale nie do końca. Inny budynek, inne wychowawczynie. I tylko w oczkach tych trzy i czterolatków widziałam to samo przerażenie przemieszane z ciekawością. Podejrzewam, że moja buzia w tamtym okresie wyrażała te same uczucia. Do przedszkola trafiłam w wieku czterech lat. Żeby była jasność, było to przedszkole dla dzieci niepełnosprawnych ruchowo, gdzie mieliśmy zapewnione zajęcia rewalidacyjne. Była to jedna z niewielu tego typu placówek w naszym województwie, bo o przedszkolach integracyjnych nikt chyba jeszcze wtedy nie słyszał. Z pomysłem przyszła mama mieszkającej w tym samym bloku co ja Kasi, która już tam uczęszczała. Czy to była słuszna decyzja? Chyba jedna z najbardziej słusznych podjętych przez moją mamę. Rodzice wielokrotnie powtarzali, że gdyby nie podjęli tej decyzji, to z całą pewnością nie nauczyłabym się tak szybko takich oczywistych rzeczy, jak chodzenie, mówienie, a nawet samodzielne jedzenie posiłków. Bo w domu wszyscy by mnie karmili łyżkami, użalając się nad "biednym Lolusiem". A w przedszkolu nie było zmiłuj - 5 łyżek z zupą samodzielnie próbowałam przenieść sobie do buzi(z różnym skutkiem, ale jednak), jedna podana przez opiekunkę. Poza tym moje ulubione zajęcia metodą PETO, które było prowadzone naprawdę fachowo. Myślę, że sporo z niego skorzystałam. Każdemu przedszkolakowi przysługiwało również kilka godzin indywidualnej rehabilitacji, zajęć z psychologiem, logopedą i pedagogiem szkolnym. Dzięki temu nasze usprawnianie szło jeszcze szybciej. W dodatku nasza placówka działała tak jak większość przedszkoli w naszym kraju - bawiliśmy się zabawkami, rysowaliśmy, chodziliśmy(albo jeździliśmy w wózkach) na wycieczki piesze, uczyliśmy się piosenek i wierszyków, a nawet wystawialiśmy przedstawienia. Raz nawet pojechaliśmy odwiedzić naszych kolegów w ich domach, ponieważ byli po operacjach. A także była wycieczka do Krakowa, gdzie nasza wychowawczyni przywiązała sobie jednego z moich kolegów do ręki, żeby jej nie uciekł. Zwyczajne przedszkole, prawda? Pamiętam, jak jako pięciolatka poszłam już do zerówki, a także nasze pierwsze, wstydliwe przyjaźnie. 
Dzisiejsze przedszkole specjalne właściwie niczym się nie różni od tego, które pamiętam sprzed kilkunastu lat. Może są nowe zabawki i inne panie, ale duch pozostał ten sam.
A tutaj macie małą Karolinkę jako przedszkolaczka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz