Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział pod tytułem podstawy przedsiębiorczości uważam za zamknięty

Pisaliśmy dzisiaj na kierunku technik administracji egzamin z przedmiotu podstawy przedsiębiorczości. Pisaliśmy go w elitarnym gronie, ponieważ większość naszych kolegów została zwolniona z chodzenia na podstawie oceny wystawionej na ich świadectwie ukończenia szkoły średniej. Ja co prawda też go miałam w liceum, jednak przepisy mówią, że ocena może być przepisana jedynie wtedy, kiedy od jej wystawienia na poprzednim świadectwie nie minie okres 3 lat. A ja szkołę średnią ukończyłam w kwietniu 2009 roku, czyli pięć lat wstecz. Tak więc przepisy mnie ominęły. No nic, przynajmniej miałam okazję utrwalić sobie pewne rzeczy. A z drugiej strony podstawy przedsiębiorczości były prowadzone w liceum w taki sposób, że nic z nich nie wyniosłam. Suma, sumarum na koniec dostałam ledwie, ledwie 4(w sumie to bardziej wyproszona 4 przez wychowawcę, bo inaczej świadectwo z wyróżnieniem przeszłoby mi koło nosa). Było, minęło. W szkole policealnej na realizację programu przewidzianych było 20 jednostek lekcyjnych. W tym pisaliśmy dwa sprawdziany oraz jeden referat, albo krzyżówkę na temat reklamy. Wybrałam krzyżówkę, ponieważ sama bardzo lubię tą formę spędzania wolnego czasu. Już na początku powiadomiłam prowadzącą, że jam nie bardzo piśmienny człek, więc ustaliłyśmy, że pytania zamknięte w pracach kontrolnych będę zaznaczać ręcznie, natomiast pytania otwarte pisałam na komputerze, a nauczycielka zgrywała je sobie na pendreiwe i gdzieś tam drukowała. Pierwszy sprawdzian - samo życie, 5 bez szemrania. Dzisiejszy trochę gorzej(jako definicję pieniądza bezgotówkowego podałam przeciwieństwo pieniądza gotówkowego, a także zmniejszyłam ilość filarów emerytalnych z trzech do dwóch - dobra jestem, prawda? Ale przynajmniej było śmiesznie na forum klasowym), ale i tak moja wiedza została oceniona na mocną czwórkę - do 5 zabrakło mi dosłownie jednego punkcika. Ma się to szczęście, albo pecha. Dzisiaj praca została sprawdzona na bieżąco, tzn. zaraz po jej napisaniu, ponieważ pracownicy "Progresu" nie mają możliwości korzystania ze szkolnych urządzeń biurowych. Trochę się zdenerwowałam, bo mój laptop ostatnio zamula, a chciałam znać już dzisiaj ocenę. Spokojnie jednak wszystko zaczęło działać i na kartce pojawiały się kolejne punkty. Zaczęłam się zastanawiać, czy dostanę 4, 4,5, czy też jakimś cudem 5. Na szczęście ocena z referatu przeważyła los mojej oceny końcowej(kobitka sama głowiła się nad niektórymi hasłami). W moim indeksie oraz w dzienniku przy moim nazwisku wylądowała piękna piąteczka. Cieszę się jak diabli, ponieważ na administracji jest to jedyny przedmiot, który kończymy w tym semestrze, a zasada w szkołach policealnych jest taka, że na świadectwo trafia ostatnia ocena końcowa z danego przedmiotu. Ale ja i 5 z pp? 

Tak dla równowagi wczoraj pisaliśmy egzamin z podstaw prawa cywilnego. Trochę mi się pomyliły ustawy i dostałam z niego cztery. A może babeczka nie mogła rozszyfrować mojego chińskiego pisma? W przyszłym semestrze trzeba wnioskować o pisanie zadań otwartych na komputerze. A za dwa tygodnie ostatni zjazd, za to pełen egzaminów. Pocieszam się tym, że jak mi nie pójdą ocenowo(bo 30% to nie jest tak trudno zdobyć), to zawsze mogę się podciągnąć w przyszłym semestrze.

1 komentarz: