Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 21 września 2015

"Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali"

Te słowa wypowiedziane przez papieża Jana Pawła II na Jasnej Górze, a następnie powtórzone na Westerplatte niemal od zawsze było moją dewizą życiową. Szczerze powiedziawszy według mnie hasło to jest bardzo uniwersalne, pasuje do wszystkich ludzi bez względu na ich wiek, pochodzenie, a nawet wyznanie. Bo czy wyznawanie innej religii niż chrześcijaństwo, czy wręcz bycie ateistą zwalnia człowieka z wymagania od siebie pewnych rzeczy? Niekoniecznie.

Osobiście staram się wymagać od siebie dużo więcej, niż inni po mnie oczekują. Mam chore, niedoskonałe ciało, to fakt, na szczęście wszystkie cielesne braki zostały mi wynagrodzone umysłem. Staram się więc nie iść na łatwiznę, bo tak najlepiej. Sprawę szkolnej akademii z okazji wyboru Polaka na papieża rozwiązałam w ten sposób, że podzieliłam uczniów na dwie wymieszane ze sobą stopniami niepełnosprawności grupy - pierwsza wystąpi 16 października, druga kilka dni później podczas finału wiedzy biblijnej. Żeby zaś nie było, że dzielę na gorszych i lepszych, w obydwóch znaleźli się uczniowie z różnymi dysfunkcjami. Kilka dzieciaków wystąpi dwa razy. Wystarczyło wyjechać z Polski i problem sam się rozwiązał. Wiem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy. 

Na uczelni zazwyczaj sama notuję wszystkie wykłady. A jak czegoś mi brakuje, albo coś mnie szczególnie zainteresuje, to najczęściej idę do biblioteki i w książkach szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Rzadko przepisuję od kogoś notatki, to raczej ja staram się wszystkim wysyłać to, czego brakuje danej osobie. Nie uznaję ściągania na kolokwiach - wolę dostać gorszą, ale zasłużoną ocenę, niż oszukaną piątkę. Przyczyn swoich porażek szukam w pierwszej kolejności we mnie, dopiero później w innych(nie dotyczy to oczywiście tak skrajnych sytuacji, jaka miała miejsce na AWFie, gdzie wykładowca miał do mnie ewidentne uprzedzenia i nie zaliczył mi przedmiotu, bo mu się nie chciało).

Dzisiaj zaś wywołałam zaskoczenie na twarzy znajomego. Czym? Tym, że pamiętałam o jego urodzinach. Tak zwyczajnie, po ludzku. Co prawda obchodził je wczoraj, ale ja nie chciałam przeszkadzać w przyjęciu rodzinnym. Zresztą co to za różnica, dzień w tą, czy w tamtą? Ważne, że się pamięta, prawda? Bo przecież mogłam zapomnieć, tak jak większość ludzi zapomina o mnie. Ale czy o to chodzi? Czasami warto schować urazę i ludzką dumę do kieszeni i iść. Tym bardziej, że ja mam dobrą pamięć do dat urodzin, zwłaszcza tych, których znam osobiście. A pudełko marcepanowych cukierków chyba przypadła co niektórym do gustu. Swoją drogą to ciekawe, kiedy kilka lat temu przyniosłam jego żonie czekoladę nadziewaną truskawkami, usłyszałam od niej, że jest to jej ulubiona czekolada, dzisiaj zaś usłyszałam od znajomego, że najbardziej lubi właśnie takie cukierki marcepanowe. Umówili się, czy jak?

Skoro już jesteśmy w temacie urodzin, to pozwólcie, że pochwalę się jeszcze moim ostatnim pomysłem. Ostatnio kilkoro moich blogowych znajomych dzieciaczków miała urodziny. Nie mogłam osobiście każdemu wręczyć drobnego upominków, chociażby ze względów logistycznych. Mogłam jednak zrobić kartki z życzeniami. Wystarczyło tylko zdjęcie solenizanta, kilka postaci z bajek, które potem odpowiednio przerabiało się w zwyczajnym paincie(tak, żeby odpowiednie punkty były prześwitujące, a to umożliwiło nałożenie obrazka na zdjęcie). Zresztą cała kartka także powstała dzięki paintowi oraz edytorowi tekstu. Zawaliłam kilka nocy na zabawie z kolorowaniem, a w efekcie powstały takie twory:
Aleksowi
Franusiowi
Agusi
Kartki z opóźnieniem dotarły do solenizantów. Wszystkie zostały przyjęte, sądząc po wiadomościach zwrotnych z entuzjazmem. Mam nadzieję, że chociaż tym niewielkim gestem wywołałam chociaż cień radości w ich życiu.

A ja cieszę się ostatnimi dniami przed skończeniem ćwierćwiecza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz