Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 22 września 2015

Strach ma zawsze wielkie oczy

Od jakiegoś czasu w okolicach dnia moich urodzin słyszę od lekarza kolejną zdrowotną diagnozę. Żeby jeszcze brzmiała ona jakoś pomyślnie. Niestety, tak nie jest. A każdy kolejny wprowadzany lek jest nie lada wyzwaniem nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla lekarzy specjalistów. Bo to oni muszą przemyśleć, czy dany składnik lekarstwa nie będzie kolidował z tymi, które przyjmuję na stałe, czy nie wywoła u mnie alergii, a jeżeli już to czym go można zastąpić. Kiedyś śmialiśmy się z rodzicami, że spokojnie mogłabym pójść na farmację, ponieważ jestem obeznana w tym co przyjmuję i w jakich ilościach. Studia farmacyjne jednak raczej mi nie groziły - bądź co bądź ani w gimnazjum, ani tym bardziej w liceum nikt nie zachwycił mnie chemią. A bez tego ani rusz.

Jakieś pół roku temu opublikowałam na blogu notatkę, w której zastanawiałam się nad przyczynami moich przewlekłych bóli brzucha. Potem co prawda milczałam na ten temat, co nie oznacza, że mnie nie bolało. Bolało, i to bardzo. Bywały dni, w których nie mogłam wstać z łóżka. Na szczęście takie sytuacje zdarzały się sporadycznie i w większości przypadków wystarczała mi zbawienna tabletka rozkurczowa. A miejsce na jeden dzień w szpitalu dostałam dopiero kilka miesięcy później. Bo ja jestem tak specyficzną osobą, której pewne badania trzeba robić pod narkozą i to nie ze względu na ból.

Na szczęście doczekałam się i na początku miesiąca dostałam termin zgłoszenia się na oddział - 23/24 września br. Dobrze, że jeszcze w tym roku, a nie w przyszłym. Bo przecież różnie z tym bywa, prawda? No i cieszę się, że wstrzeliłam się z terminem pomiędzy wycieczkę do Paryża, a rozpoczęcie zajęć na uczelni. Z wycieczki trudno by było się wycofać, a i szkoda mi opuszczać wykładów.

Tak więc biorę się za pakowanie rzeczy. A w bagażu na pewno znajdzie się miejsce na "Katedrę Maryi Panny w Paryżu" Victora Hugo oraz "Encyklopedię powszechną". Pamiętam, że jak dwa lata temu miałam robioną biopsję nerki, to też jedną noc spędziłam na oddziale. Dzięki temu nadgoniłam czytanie "Rekolekcji beskidzkich" Wandy Półtawskiej, książki zawierającej zbiór listów, które pisała do siebie z Karolem Wojtyłą. Książkę niezwykłą, bo otrzymaną za zajęcie 2 miejsca w ogólnopolskim konkursie literackim o Janie Pawle II. Czekała na przeczytanie, a potem była czytana miesiącami. Ale opłacało się. Zresztą ja i tak zawszę nudzę się leżąc w szpitalnym łóżku, więc przynajmniej zrobię coś pożytecznego(jeżeli tylko czytanie można tak nazwać). 

Kurczaczek, mam małego stracha przed tym, co mogę usłyszeć w czwartek. A mogę tak naprawdę usłyszeć wszystko...

1 komentarz:

  1. Wierzę, że się boisz, też bym się bala jak nie wiem, ale dobrze że już masz termin zbadają i będziesz wiedziała co dalej. Trzymaj się!!

    OdpowiedzUsuń