Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 3 września 2015

Na szary, jesienny nastrój...

Jeszcze tak niedawno wieczorami było na tyle jasno, że mogłam czytać książki bez konieczności włączania sztucznego światła. Tymczasem mamy 3 września, godzina 20 i jest już ciemno. I zimno. W zaledwie dwa dni pogoda zmieniła się diametralnie. Jako typowy wcześniak jestem typem ciepło(ale nie gorąco) lubnych homo sapiens. A tutaj za oknem leje, wieje, chociaż na dobrą sprawę mamy jeszcze lato. Pamiętam, jak chodziłam do liceum, to mieliśmy takiego wspaniałego wychowawcę, który na którejś lekcji zaczął się o nas martwić, że przez ten krótszy dzień jesteśmy na dobrej drodze do zapadnięcia na depresję. Miłe, że ktoś się o ciebie troszczy. Zresztą wychowawca to trochę tak jak rodzic. Na szczęście z pewnych powodów depresja mi nie grozi. Kiedy popadam w handrę, czy też melancholię, po prostu biorę moją kotkę na ręce i się wtulam w jej mięciutkie futerko. Tak śmiesznie wtedy mruczy... Aktualnie wpadłam też w wir pisania zaległych artykułów na parafialną stronę internetową. To co napisałam na temat Sosnowieckiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę wrzuciłam także na serwis wiadomości24, o tutaj - http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dwa_i_pol_dnia_wedrowali_do_maryi_336319.html. Na dobrą sprawę zostało mi jeszcze "nabazgranie" czegoś na temat Misterium Męki Pańskiej, o którym pisałam w TYM poście. Co prawda do samego przedstawienia mam pewne zastrzeżenia, nie mniej jednak nie chcę po raz kolejny pisać, że Wielki Post trwa 40 dni. W tle leci nastrojowa muzyka z repertuaru jednego z moich ulubionych zespołów muzycznych, czyli "Czerwonych Gitar". Kocham ten zespół podobnie jak Skaldów, czy też Waweli. Ogólnie lubię muzykę i teleturnieje muzyczne. Nie na darmo śpiewam w scholi parafialnym. Ponadto obiecałam pewnemu młodzieńcowi stworzyć krainę Jukoli. O co chodzi napiszę w przyszłości, a teraz zdradzę, że jestem na etapie projektowania tego wszystkiego. Sówka dla A-Połamańca też powoli nabiera kształtów. Do końca listopada powinnam zdążyć. Z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie nauki. Z technikiem administracji ruszam już w przyszłym tygodniu. Nie mogę się już doczekać. Tak samo jak powrotu na uczelnie. No i czytam, czytam i jeszcze raz czytam. A raczej męczę słynny "Kod Leonarda da Vinci". Czy zdążę do niedzieli w przyszłym tygodniu przeczytać całość? Muszę.

5 komentarzy:

  1. "Kod..." męczysz? Toż to czytadełko. Załatwiłam się z nim w jeden wolny dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyniu, pewnie miałabym podobne tempo, gdybym posiadała książkę w papierowej wersji. Tymczasem pdf skutecznie mnie spowalnia.

      Usuń
    2. No tak, pdf do mnie jakoś nie bardzo przemawia. Z pewnych powodów zdecydowałam się na zablokowanie mojego bloga. Żeby go teraz zobaczyć trzeba mieć zaproszenie. Wyślę ci je, jeśli podasz mi adres mailowy. Pozdrawiam :).

      Usuń
  2. Pogoda faktycznie nie nastraja jakoś radośnie, choć po tej suszy deszcz nie powinien smucić. Ja też jednak jestem zdecydowanie ciepłolubna:) Nie dziwię się, że tak aktywnej Kobiecie depresja nie grozi! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to znaleźć sobie jakieś zajęcie, wtedy depresja nie ma prawa nas dopaść. Bo depresja w dużej mierze bierze się z nudów. Zresztą Wojtkowi też chyba nie nudzi się w życiu.

      Usuń