Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 29 stycznia 2016

Siódme miejsce też dobre...

Od dwóch tygodni, podobnie jak wiele naszych rodaków, żyję sportowym wydarzeniem, jakim są rozgrywające się w naszym kraju Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn. Wiem, wiem, specyficzne zainteresowanie jak na przedstawicielkę płci żeńskiej, aczkolwiek sama w liceum uprawiałam tą dyscyplinę sportu. Chociaż z perspektywy czasu wydaje mi się, że słowo "uprawiałam" jest tutaj zbyt wyniosłe, ja tylko stałam na bramce :D.
O mistrzostwach, które rozgrywały się m.in. w Krakowie, "mówiło" wszystko: bilbordy na słupach, banery na dworcu autobusowym, reklamy na tramwajach, trójwymiarowe loga na plantach, a nade wszystko zegar umieszczony na jednym z krakowskich rond, który odmierzał czas do rozpoczęcia igrzysk. Nic w tym dziwnego - chociaż rozgrywki toczyły się w wielu miastach, to jednak Kraków ze swoją Tauron Areną był ich głównym gospodarzem. Co tu dużo pisać - nawet gdyby człowiek chciał, to i tak by nie mógł się nie dowiedzieć o tym wydarzeniu.
Co ważniejsze mecze, a już na pewno te z udziałem polskiej reprezentacji, starałam się oglądać. Chłopcy dostarczyli mi emocji, nie ma co. Po doskonałym początku i trzech wygranych z Serbią, Macedonią i Francją(kilkoma punktami, bo kilkoma punktami, ale zawsze) zaczęły się schody. Pierwsza przegrana nastąpiła w rozgrywce z Norwegią - przegraliśmy z nimi 30 - 28. Ale to nic, po drodze był jeszcze mecz z Białorusią i wygrana 5 punktami. Nadzieja odżyła. Odżyła, zaledwie na dwa dni. Bo oto w minioną środę przyszło nam się zmierzyć z niezwykle dobrą w te klocki Chorwacją. Naszym od początku nie szło - kiedy Chorwaci wyczyniali cuda z piłką, nasi się po prostu z nią bawili. Widać było słabą organizację, a nade wszystko słabą współpracę. Najbardziej w tym wszystkim rozbawiali mnie komentatorzy, którzy do ostatnich chwil mieli nadzieję... Ta, widać że się nie bardzo znają na tym fachu. Nie da się w dziesięć bramek odrobić kilkunastu bramek. Bo co z tego, że chłopaki obudzili się tuż przed końcem rozgrywki? Tutaj trzeba było agresywnie grać od samego początku! Nie musieliśmy wygrywać - wystarczyła przegrana 4 punktami, abyśmy mieli szansę na finał. Tymczasem po dzisiejszej rozgrywce ze Szwecją wylądowaliśmy ostatecznie na 7 miejscu. Nie źle, co nie oznacza że nie mogło być lepiej(kurczaczek, zaczynam gadać jak mój trener piłki ręcznej).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz