Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 27 maja 2016

"Niech ta chwila pozostanie w nas, w naszej pamięci, w naszej modlitwie"

Dziesięć lat.
Dokładnie tyle minęło od wizyty papieża Benedykta XVI na wadowickim rynku w ramach swojej pierwszej i jedynej pielgrzymki do ojczyzny swojego poprzednika, papieża Jana Pawła II przebiegającej pod hasłem "Trwajcie mocni w wierze". Zaledwie rok wcześniej papież Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca i wszyscy zdawali sobie sprawę, że nic już nie będzie takie samo. Czas nie u wszystkich jeszcze zaleczył rany, wielu czuło żal, że to już "inny" papież będzie do nich przemawiał. Sama jednak nie miałam nic przeciwko temu. W końcu papież, niezależnie od jego narodowości, jest pasterzem całego kościoła katolickiego.
Na spotkanie z papieżem zostaliśmy zaproszeni przez znajomych mamy. W sumie nie zastanawialiśmy się długo - w 1999 roku uczestniczyliśmy w spotkaniu z Janem Pawłem II w Sosnowcu i kilka dni później w Wadowicach, trzy lata później "spotkaliśmy się" na krakowskich Błoniach, a następnie w Kalwarii Zebrzydowskiej. Dlaczego więc nie mielibyśmy pojechać do Wadowic. Bo to nie "nasz" papież? Bzdura totalna i szczyt egoizmu!
Sobotni poranek przywitał wszystkich zebranych na wadowickim rynku chmurami i zimnem. Pogoda nie zniechęciła jednak rzeszy wiernych do opuszczenia placu. Wręcz przeciwnie - wszyscy zagrzewali się polską wersją ogólnego hymnu Światowych Dni Młodzieży "Jesus Christ you are my live" - "Chrystus Pan życiem jest mym", nad głowami powiewały flagi i transparenty. Wiele z nich głosiło - "Santo Subito". Atmosfera była naprawdę podniosła, a zarazem uroczysta.
Orszak papieski nadjechał na plac przed bazylikę Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny chwilkę po 10. Po przywitaniu przez przedstawicieli władz miasta oraz proboszcza świątyni papież udał się środka wadowickiej fary. Po modlitwie przed cudownym obrazem, przed którym tak często klękał mały Karol Wojtyła, Benedykt XVI przeszedł do muzeum znajdującego się w domu, w którym w młodości mieszkał jego poprzednik.
Nadszedł wreszcie moment pojawienia się Benedykta XVI na wadowickim rynku i przemówienie do zgromadzonych wiernych. Wejściu na specjalnie przygotowany podest towarzyszył radosny śpiew pieśni ćwiczonej przez cały czas - "Chrystus Pan życiem jest mym". Spotkanie trwało krótko, zaledwie 20 minut. Wszyscy spodziewali się, że podczas tego spotkania padną tak bardzo wyczekiwane przez słowa - kiedy Jan Paweł II zostanie oficjalnie ogłoszony świętym. Tymczasem papież poszedł zupełnie innym tropem: nawiązał w swoim przemówieniu do związków Karola Wojtyły z tutejszą farą. O jego chrzcie, poprzez który został włączony do wspólnoty kościoła i o jego wpływie na dalszą formację duchową przyszłego papieża. Wspomniał także o znaczeniu Matki Bożej w życiu Jana Pawła II, o zawierzeniu "Totus Tuus", któremu był wierny do końca życia. Swoje przemówienie zakończył zwyczajnym błogosławieństwem. 
Benedykt XVI przekazał miastu w darze ornat, miasto zaś podarowało mu przepiękny obraz przedstawiający Jana Pawła II modlącego się w oknie swojego rodzinnego domu. Wkrótce dźwięki pieśni "Abba Ojcze" i "Barki" odprowadziły Benedykta XVI na obrzeża tego niewielkiego miasteczka i ciągnęły się jeszcze przez jakiś czas w jego drodze do Kalwarii Zebrzydowskiej.
To było piękne spotkanie. I chociaż, tak jak już wcześniej pisałam, niektórzy mogli mieć żal, że to nie z papieżem Polakiem się spotykają, to podejrzewam, że Benedykta XVI pokochali równie mocno. Pokazali to swoim śpiewem, okrzykami, machaniem chorągiewkami. Być może przyjechał  jako "papież z Niemiec", ale z całą pewnością odjeżdżał już jako NASZ PAPIEŻ!
Pamiętam, że kiedy samochód z Benedyktem XVI powoli opuszczał rynek, konferansjer prosił wszystkich zgromadzonych, aby to sobotnie przedpołudnie zostało w naszej pamięci jak najdłużej. W mojej siedzi od 10 lat i w dalszym ciągu pozostaje żywe.

A trzy dni później otrzymałam Dary Ducha Świętego w sakramencie bierzmowania...

2 komentarze: