Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 1 maja 2016

Sięgając pamięcią pięć lat wstecz

Mamy maj, jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku, kiedy to przyroda budzi się do życia. Na szarych dotychczas drzewach pojawiają się zielone pąki liści, wszystko kwitnie, trawa rośnie, ptaszki ćwierkają, robi się coraz cieplej. W maju studenci mają też swoje święto - juwenalia, a to oznacza kilka dni wolnych od nauki. Wszelkie szaliki, czapki i w ogóle ciepłe rzeczy powoli ustępują miejsca temu co lekkie i przewiewne. Dzisiaj na przykład zainaugurowałam sezon na noszenie spódnic, ubierając jedną z nich do kościoła. Co prawda całą Mszę świętą przebrana byłam w białą albę, ale co tam. Zawsze można się pokazać w drodze do, albo ze świątyni. Jedynym "skutkiem ubocznym" aktualnej aury są nasilające się u mnie objawy alergii. Na szczęście dzięki odpowiednio dobranym lekarstwom można w pewnym stopniu zniwelować nieprzyjemne objawy.
Czas szybko płynie na przód. Czasami zbyt szybko. Dzisiaj na przykład uświadomiłam sobie, że od beatyfikacji naszego rodaka Jana Pawła II minęło już pięć lat. A mnie się wydaje, że dosłownie wczoraj padły z ust Benedykta XVI te pamiętne słowa:
Wszystko widziałam na ogromnym telebimie ustawionym na wadowickim rynku. Dlaczego tam? Otóż zostaliśmy wtedy zaproszeni na spędzenie świąt wielkanocnych u znajomych mojej mamy. A że święta wypadły w tamtym roku w ostatni weekend kwietnia, postanowiliśmy przedłużyć sobie wyjazd do majówki. Rodzice wzięli sobie wolne w pracy, ja i tak miałam godziny rektorskie przez cały tydzień na uczelni. Do dziś się śmieję, że dzięki temu mogłam obejrzeć ślub księcia Williama i Kate :). 
Jak wspominam tamten dzień? Na wadowickim rynku zgromadziła się rzesza rozradowanych ludzi. Sześć lat wcześniej równie duża liczba wiernych przybyła, aby uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych papieża - Polaka. Wtedy jednak wszyscy płakali, teraz emitowała z nich radość i duma. W powietrzu powiewały flagi w kolorach ojczystych i papieskich, ludzie machali transparentami z wyrazami wdzięczności. Dzieci trzymały w rękach białe i żółte baloniki. Na bazylice znajdował się zasłonięty płótnem obraz, jak się potem okazało beatyfikacyjny. Przed 10 połączyliśmy się z Watykanem, aby usłyszeć tak ważne dla nas słowa. Co więcej, po ogłoszeniu Jana Pawła II błogosławionym, równocześnie z odsłonięciem jego obrazu wiszącego na Bazylice św. Piotra i w Wadowicach poczyniono ten gest:
Setki baloników wzniosło się w niebo, ludzie zaczęli machać flagami, a po rynku rozeszła się burza oklasków. Rozłączyliśmy się z Watykanem, aby odprawić Mszę Świętą, już nie błagalną, ale dziękczynną za spełnienie tak licznych podczas pogrzebu próśb - "Santo subito". Była to Niedziela Miłosierdzia Bożego, święto ustanowione przez samego Jana Pawła II, w którego wigilię odszedł do "Domu ojca". Lepszego terminu nie można było obrać. Ponieważ byliśmy jeszcze w oktawie Wielkiej Nocy, po raz ostatni rozbrzmiała sekwencja "Niech w święto radosne paschalnej ofiary". W sumie to dla mnie była nowość, ponieważ jedynym dniem, w jakim ją słyszałam była Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Nabożeństwo było sprawowane równie uroczyście jak w oddalonym o kilkaset kilometrów Watykanie. Wszak "w tym mieście w Wadowicach wszystko się zaczęło". Wszystko, wraz ze świętością. Ponownie połączyliśmy się z Watykanem na modlitwę "Anioł Pański". 
Następnie była cała masa przemówień, a pod wieczór transmitowany przez telewizję koncert dziękczynny. Dla mnie jednak była najważniejsza pierwsza część dnia, podczas której poszerzyło się grono niebiańskich orędowników. Bo chociaż wiara katolicka zapewnia zbawienie każdemu z nas(paradoksalnie nawet temu, który nie wierzy), to jednak są ludzie, którzy szybciej od innych dostaną się do Nieba. A Jan Paweł II z pewnością do nich należy.

10 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci Karolinko, że przypomniałaś te cudowne chwile. Od pewnego czasu codziennie odmawiam modlitwę o wyproszenie łask za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, to niezwykły Orędownik.
    Jeśli chcesz, proszę podaj na maila basia.olesno@gmail.comswój adres, a wyślę Ci tomik moich wierszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani bardzo, Pani Basiu. Napisałam to całkiem odruchowo, spontanicznie. Mam nadzieję, że poprzez modlitwę do naszego świętego wyprosi Pani potrzebne łaski

      Usuń
  2. Byłam wtedy w Krakowie, w Łagiewnikach, namówiłam rodziców na ten wyjazd, a pan ślubny został z Gabim w domu, pamiętam że strasznie padało, totalnie przemoczeni suszyliśmy się u wujka w chrzanowie, to był bardzo ważny dzień dla nas :) i wielka radość że mogłam tam być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Wadowicach też wtedy padało, chociaż wielkiej tragedii nie było. Postraszyło, postraszyło i wkrótce niebo się rozpogodziło. Tak, jakby cieszyło się z nowego świętego. Wyobrażam sobie tłum w Krakowie, ale z drugiej strony to lepiej przeżywać takie chwile wśród ludzi niż w pojedynkę.

      Usuń
  3. Czas leci nieubłaganie i kilka lat wydaje się jak kilka chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja ciągle mam wrażenie, że to wszystko działo wczoraj. A przecież minęło już 5 lat.

      Usuń
  4. Święty Jan Paweł był wyjątkowy ! Mi się marzy zwiedzić Watykan i poczuć coś z tej świętości. P.s też należę do alergików ale z biegiem lat czuję się coraz lepiej :P Ale i tak wiosną bez chusteczek ani rusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam okazję być w Watykanie, a nawet przyklęknąć przy grobie Jana Pawła II. Przeżycie niesamowite! Emocje naprawdę brały górę. Co do wyjątkowości papieża Polaka to chyba nie trzeba o niej przekonywać. Są oczywiście osoby, dla których będzie on neutralną postacią, a wręcz będą go potępiać. Nie każdy przecież musi wyznawać moje wartości, a nawet się z nimi zgadzać. Dla mnie jednak będzie kimś wyjątkowym i nietuzinkowym.

      Usuń
  5. Wiesz, wydaje mi sie, że tacy ludzie, jak JP II tak czy inaczej są/byli wspaniali i święci, a beatyfikacja to tylko ziemska formalność... Nie jestem osobą religijną, co nie przeszkadza mi podziwiać i doceniać św. Jana Pawła II :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzisz Gaju, osobiście uważam, że w tym wszystkim religia odgrywa drugorzędną rolę. Piszesz, że nie jesteś religijna, a podziwiasz Jana Pawła II. Tymczasem ja mam bardzo duży szacunek i podziw do wielu ludzi wyznających inną religię niż ja, a nawet będących ateistami. Dlaczego? Ponieważ wielu ludzi samym swoim życiem i jego dorobkiem wzbudzają w nas podziw i szacunek względem siebie. I tak naprawdę chyba to najbardziej się liczy.

    OdpowiedzUsuń