Mamy maj, jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku, kiedy to przyroda budzi się do życia. Na szarych dotychczas drzewach pojawiają się zielone pąki liści, wszystko kwitnie, trawa rośnie, ptaszki ćwierkają, robi się coraz cieplej. W maju studenci mają też swoje święto - juwenalia, a to oznacza kilka dni wolnych od nauki. Wszelkie szaliki, czapki i w ogóle ciepłe rzeczy powoli ustępują miejsca temu co lekkie i przewiewne. Dzisiaj na przykład zainaugurowałam sezon na noszenie spódnic, ubierając jedną z nich do kościoła. Co prawda całą Mszę świętą przebrana byłam w białą albę, ale co tam. Zawsze można się pokazać w drodze do, albo ze świątyni. Jedynym "skutkiem ubocznym" aktualnej aury są nasilające się u mnie objawy alergii. Na szczęście dzięki odpowiednio dobranym lekarstwom można w pewnym stopniu zniwelować nieprzyjemne objawy.
Czas szybko płynie na przód. Czasami zbyt szybko. Dzisiaj na przykład uświadomiłam sobie, że od beatyfikacji naszego rodaka Jana Pawła II minęło już pięć lat. A mnie się wydaje, że dosłownie wczoraj padły z ust Benedykta XVI te pamiętne słowa:
Wszystko widziałam na ogromnym telebimie ustawionym na wadowickim rynku. Dlaczego tam? Otóż zostaliśmy wtedy zaproszeni na spędzenie świąt wielkanocnych u znajomych mojej mamy. A że święta wypadły w tamtym roku w ostatni weekend kwietnia, postanowiliśmy przedłużyć sobie wyjazd do majówki. Rodzice wzięli sobie wolne w pracy, ja i tak miałam godziny rektorskie przez cały tydzień na uczelni. Do dziś się śmieję, że dzięki temu mogłam obejrzeć ślub księcia Williama i Kate :).
Jak wspominam tamten dzień? Na wadowickim rynku zgromadziła się rzesza rozradowanych ludzi. Sześć lat wcześniej równie duża liczba wiernych przybyła, aby uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych papieża - Polaka. Wtedy jednak wszyscy płakali, teraz emitowała z nich radość i duma. W powietrzu powiewały flagi w kolorach ojczystych i papieskich, ludzie machali transparentami z wyrazami wdzięczności. Dzieci trzymały w rękach białe i żółte baloniki. Na bazylice znajdował się zasłonięty płótnem obraz, jak się potem okazało beatyfikacyjny. Przed 10 połączyliśmy się z Watykanem, aby usłyszeć tak ważne dla nas słowa. Co więcej, po ogłoszeniu Jana Pawła II błogosławionym, równocześnie z odsłonięciem jego obrazu wiszącego na Bazylice św. Piotra i w Wadowicach poczyniono ten gest:
Setki baloników wzniosło się w niebo, ludzie zaczęli machać flagami, a po rynku rozeszła się burza oklasków. Rozłączyliśmy się z Watykanem, aby odprawić Mszę Świętą, już nie błagalną, ale dziękczynną za spełnienie tak licznych podczas pogrzebu próśb - "Santo subito". Była to Niedziela Miłosierdzia Bożego, święto ustanowione przez samego Jana Pawła II, w którego wigilię odszedł do "Domu ojca". Lepszego terminu nie można było obrać. Ponieważ byliśmy jeszcze w oktawie Wielkiej Nocy, po raz ostatni rozbrzmiała sekwencja "Niech w święto radosne paschalnej ofiary". W sumie to dla mnie była nowość, ponieważ jedynym dniem, w jakim ją słyszałam była Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Nabożeństwo było sprawowane równie uroczyście jak w oddalonym o kilkaset kilometrów Watykanie. Wszak "w tym mieście w Wadowicach wszystko się zaczęło". Wszystko, wraz ze świętością. Ponownie połączyliśmy się z Watykanem na modlitwę "Anioł Pański".
Następnie była cała masa przemówień, a pod wieczór transmitowany przez telewizję koncert dziękczynny. Dla mnie jednak była najważniejsza pierwsza część dnia, podczas której poszerzyło się grono niebiańskich orędowników. Bo chociaż wiara katolicka zapewnia zbawienie każdemu z nas(paradoksalnie nawet temu, który nie wierzy), to jednak są ludzie, którzy szybciej od innych dostaną się do Nieba. A Jan Paweł II z pewnością do nich należy.
Dziękuję Ci Karolinko, że przypomniałaś te cudowne chwile. Od pewnego czasu codziennie odmawiam modlitwę o wyproszenie łask za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, to niezwykły Orędownik.
OdpowiedzUsuńJeśli chcesz, proszę podaj na maila basia.olesno@gmail.comswój adres, a wyślę Ci tomik moich wierszy.
Dziękuję Pani bardzo, Pani Basiu. Napisałam to całkiem odruchowo, spontanicznie. Mam nadzieję, że poprzez modlitwę do naszego świętego wyprosi Pani potrzebne łaski
UsuńByłam wtedy w Krakowie, w Łagiewnikach, namówiłam rodziców na ten wyjazd, a pan ślubny został z Gabim w domu, pamiętam że strasznie padało, totalnie przemoczeni suszyliśmy się u wujka w chrzanowie, to był bardzo ważny dzień dla nas :) i wielka radość że mogłam tam być :)
OdpowiedzUsuńW Wadowicach też wtedy padało, chociaż wielkiej tragedii nie było. Postraszyło, postraszyło i wkrótce niebo się rozpogodziło. Tak, jakby cieszyło się z nowego świętego. Wyobrażam sobie tłum w Krakowie, ale z drugiej strony to lepiej przeżywać takie chwile wśród ludzi niż w pojedynkę.
UsuńCzas leci nieubłaganie i kilka lat wydaje się jak kilka chwil.
OdpowiedzUsuńTo prawda, ja ciągle mam wrażenie, że to wszystko działo wczoraj. A przecież minęło już 5 lat.
UsuńŚwięty Jan Paweł był wyjątkowy ! Mi się marzy zwiedzić Watykan i poczuć coś z tej świętości. P.s też należę do alergików ale z biegiem lat czuję się coraz lepiej :P Ale i tak wiosną bez chusteczek ani rusz
OdpowiedzUsuńMiałam okazję być w Watykanie, a nawet przyklęknąć przy grobie Jana Pawła II. Przeżycie niesamowite! Emocje naprawdę brały górę. Co do wyjątkowości papieża Polaka to chyba nie trzeba o niej przekonywać. Są oczywiście osoby, dla których będzie on neutralną postacią, a wręcz będą go potępiać. Nie każdy przecież musi wyznawać moje wartości, a nawet się z nimi zgadzać. Dla mnie jednak będzie kimś wyjątkowym i nietuzinkowym.
UsuńWiesz, wydaje mi sie, że tacy ludzie, jak JP II tak czy inaczej są/byli wspaniali i święci, a beatyfikacja to tylko ziemska formalność... Nie jestem osobą religijną, co nie przeszkadza mi podziwiać i doceniać św. Jana Pawła II :-)
OdpowiedzUsuńWidzisz Gaju, osobiście uważam, że w tym wszystkim religia odgrywa drugorzędną rolę. Piszesz, że nie jesteś religijna, a podziwiasz Jana Pawła II. Tymczasem ja mam bardzo duży szacunek i podziw do wielu ludzi wyznających inną religię niż ja, a nawet będących ateistami. Dlaczego? Ponieważ wielu ludzi samym swoim życiem i jego dorobkiem wzbudzają w nas podziw i szacunek względem siebie. I tak naprawdę chyba to najbardziej się liczy.
OdpowiedzUsuń