Tydzień
temu w grafiku zaznaczyłam, że w ubiegły piątek mam pracę zaliczeniową z
przedmiotem zowiącym się "Doświadczenie religii i kultur w turystyce". W
tygodniu okazało się jednak, że przedmiot ten jest dopiero w tym
tygodniu(wyszło mi masło maślane). Czyli dostałam gratisowe 7 dni na
wymyślenie jakiejś super ekstra prezentacji przedstawiającej daną myśl.
Nie jest łatwo wpaść na to, w jaki sposób turysta może doświadczyć
religii i kultury innych krajów podczas podróżowania, a do tego jeszcze
opowiedzieć o tym w interesujący sposób w zaledwie 20 minut. Tym
bardziej, że profesorka prowadząca przedmiot od razu zapowiedziała, że
wszelkiego rodzaju pielgrzymki nie wchodzą w grę.
Pomysł
na przedstawienie tematu przyszedł mi na myśl podczas wykładu z "Miejsc
turystyki religijnej na trasach rejsów śródziemnomorskich". Prowadzący
zajęcia zaproponował wyjazd na weekend na Maltę, aby zobaczyć miejsca
związane z podróżami apostolskimi św. Pawła Apostoła. Od razu pojawiła
się aprobata grupy, zaczęli myśleć nad rezerwacją biletów samolotowych
na wiosnę. I nagle usłyszałam za sobą tekst mówiony półszeptem: "Nie, jedenaście biletów, bo jeszcze przecież jest XYZ".
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że cała nasza grupa
liczy 12 osób. A skoro z ową nieobecną tego dnia XYZ policzyli, że
potrzeba 11 biletów, to jasne jest, że kogoś nie wzięli pod uwagę. Kogo -
nie trudno się domyśleć, skoro na kilkanaście wycieczek przedmiotowych w
zeszłym roku wzięłam udział zaledwie w 1,5. I to nie dlatego, że nie
mogłam(chociaż tak było w jednym przypadku), ale dlatego, że za każdym
razem słyszałam od opiekuna grupy, że sobie nie poradzę. Oczywiście
swoją wiedzę oparł tylko na tym, że posiadam orzeczenie o umiarkowanym
stopniu niepełnosprawności, bez zweryfikowania moich faktycznych
możliwości. Tzn. według niego mogłabym jeździć na wycieczki, ale tylko z
indywidualnym opiekunem, bo on nie chce obciążać moją osobą całej
grupy.
![]() |
| Oxford :) |
Tymczasem
ja od 4 lat jeżdżę sama(czytaj BEZ OPIEKUNA) na zagraniczne wycieczki
organizowane raz w roku przez ojca jednego z moich przyjaciół, jeszcze z
czasów dzieciństwa. Co prawda są one organizowane stricte pod osoby
niepełnosprawne, prawda jest jednak taka, że gdyby chcieli, to też by mi
powiedzieli "nie, my cię nie weźmiemy, bo jedziesz bez opieki". Tym
bardziej, że właściwie tylko ja jeżdżę za każdym razem sama, wszyscy
inni niepełnosprawni jeżdżą zawsze z kimś. Owszem, w razie potrzeby mi
pomogą, no ale przecież nalać mi herbaty do szklanki, czy też zawiązać
sznurówkę to znów nie jest Bóg wie jaka pomoc i nikogo tak bardzo nie
obciąża(wiecie chyba co mam na myśli). Wszystko zależy od ludzkiego
zrozumienia i chęci. Tak jak już kiedyś mówiłam, bez tego żadna ze stron
daleko nie dojdzie.
Nie wiem, może organizator tych wojaży na początku miał pewne wątpliwości, czy powinien mnie brać, ale teraz sam do mnie dzwoni już nie z pytaniem czy nie pojechałabym tu i tu, tylko że mam zacząć zbierać pieniądze na to i na to, bo planuje tam wyjazd wtedy i wtedy. Myślicie, że jakbym była dla nich obciążeniem(pan M. wie, że nikt z rodziny ze mną nie pojedzie) proponowałby mi te wyjazdy? Nie bardzo. Dzięki niemu zwiedziłam m.in. Rzym, Asyż, Padwę, Kromeriż(chyba tak się to pisze), Wenecję, Wiedeń, Budapeszt, Paryż, Londyn i wymarzony Oxford. Przez ten czas chyba nikt nie narzekał, że musi mi zrobić herbatę, czy coś przynieść na stołówce. Wręcz przeciwnie, zawiązały się całkiem fajne znajomości. Doszło do tego, że nie mogę doczekać się września nie ze względu na moje urodziny, ale właśnie dlatego, że jest wtedy możliwość spędzenia tygodnia w wyborowym towarzystwie, w którym nie zwracają uwagi na twoją sprawność, ale na to, co sobą reprezentujesz.
Nie wiem, może organizator tych wojaży na początku miał pewne wątpliwości, czy powinien mnie brać, ale teraz sam do mnie dzwoni już nie z pytaniem czy nie pojechałabym tu i tu, tylko że mam zacząć zbierać pieniądze na to i na to, bo planuje tam wyjazd wtedy i wtedy. Myślicie, że jakbym była dla nich obciążeniem(pan M. wie, że nikt z rodziny ze mną nie pojedzie) proponowałby mi te wyjazdy? Nie bardzo. Dzięki niemu zwiedziłam m.in. Rzym, Asyż, Padwę, Kromeriż(chyba tak się to pisze), Wenecję, Wiedeń, Budapeszt, Paryż, Londyn i wymarzony Oxford. Przez ten czas chyba nikt nie narzekał, że musi mi zrobić herbatę, czy coś przynieść na stołówce. Wręcz przeciwnie, zawiązały się całkiem fajne znajomości. Doszło do tego, że nie mogę doczekać się września nie ze względu na moje urodziny, ale właśnie dlatego, że jest wtedy możliwość spędzenia tygodnia w wyborowym towarzystwie, w którym nie zwracają uwagi na twoją sprawność, ale na to, co sobą reprezentujesz.
Ja
zaś za każdym razem widzę szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi, który
mimo tego, że mają problemy z poruszaniem się, czy wręcz poruszają się
za pomocą wózka, chłoną informacje przekazywane im przez przewodników.
Zaś dzięki ich otwartości osoby takie jak ja mają możliwość zwiedzenia
obcych krajów, które dotąd mieli okazję zobaczyć w telewizji,
internecie, czy też na kartach książki. Wbrew pozorom i o nas trzeba
pamiętać pracując w biurach podróży jako np. pilot wycieczki. Bo
kierując się własnymi przekonaniami opartymi na stereotypach, możemy
stracić naprawdę sporą grupę klientów(nas jeździ średnio 40 osób).
Dzięki tym wycieczkom nie musimy siedzieć w domu i poznawać wszystkiego
wirtualnie, ale możemy na własne oczy, mamy też okazję poznać regionalną
kuchnię. A przecież przeżyć z tym związanych nikt nam nie zabierze, nie
ważne czy jesteśmy niepełnosprawni ruchowo, czy umysłowo. Zresztą tak
naprawdę osoby upośledzone umysłowo też na swój sposób przeżywają to co
zobaczą, usłyszą, czy nawet zwykłą zmianę środowiska. Czyż to nie
podchodzi rewelacyjnie pod tematykę zajęć? I jeszcze obrazuje jak wiele
da się zrobić, jeżeli pominiemy wiele stereotypów. A przecież to takie
ważne dla osób pracujących w branży turystycznej.
![]() |
| Watykan - październik 2013 r |
![]() |
| Wzgórze Gellerta w Budapeszcie |





Karolinko, choć dziś podróżować można wszędzie, niedługo pewnie nawet w przestrzeń kosmiczną, to jednak podróże poza granice stereotypów nadal sprawiają wielu osobom trudność. Przykre, że u Ciebie na roku ludziom zabrakło empatii i zrozumienia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i przesyłam uściski:)
Podoba mi się... Właściwie wszystko mi się podoba :) Nowy wystrój Twojego bloga (bardziej "klimatyczny" niż poprzedni, moim zdaniem), Twoja otwartość, Twój power, to, że tyle zwiedzasz i działasz...
OdpowiedzUsuńWidzę, że o paru miejscach marzymy wspólnie... Rzym, Londyn, Oksford....
Ściskam Cię mocno! :*
Piękne zdjęcia i cudowne miejsca w Rzymie kiedyś tam byłam, ale marzy mi się by jeszcze raz tam pojechać, czy się uda...raczej szanse marne. W każdym razie w ogóle Włochy to magiczne państwo.
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię pozdrawiam!!
Piękne zdjęcia, wspaniała wycieczka, wspomnienia, które nigdy nie zostaną zapomniane..Cudo!!! Dziękuję za odwiedziny u mnie, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!
OdpowiedzUsuńzazdroszczę Ci tych wszystkich wypraw, chciałabym tak z Gabrysiem ale własnie nie wiem czy dałabym radę, czy nie opóźniałabym całej grupy, więc musimy pozostać przy zwiedzaniu Polski ;) przykre że twojej grupie zabrakło empatii, przecież "obcują" z Tobą na codzień to chyba nie byłby problem dać Ci odrobinę wsparcia, świadczy to o tym że integracja i tolerancja w naszym kraju wciąż jeszcze kiełkują :/
OdpowiedzUsuńuściski od nas
Widziałam we Wrocławiu całe grupy młodzieży jadące z różnych krajów świata do Krakowa, wśród nich było wielu na wózkach i nikt się nie zastanawiał: dlaczego. Tym tzw. pełnosprawnym czasami brakuje kawałka serca, więc oni tez są niepełnosprawni i to jest cięższa wada.
OdpowiedzUsuńWycieczki świetne, wspaniałe zdjęcia i z pewnością wspomnienia. Cieszę się, że jesteś samodzielna. Nie potrzebujesz opiekuna, bo to jest ważne, że nie musisz czekać na czyjąś pomoc, po prostu robisz to co chcesz w danym momencie.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jeszcze w Twoim życie dużo takich wycieczek.
Karolinko, super, że jesteś odważna jak Stephen i pewnie dlatego osiągać cele. np. zobaczyć świat. Ludzie są w większości bardzo serdeczni, i jak to ktoś powiedział, czują się lepiej kiedy mogą komuś pomóc. Ale czasem zdarzają się egoiści, których celem jest własna wygoda. Fajnie, że Cię to nie zraża, choć rozumiem,że bywa bardzo przykro. Ale nagroda Cię spotkała, sami zaprosili, hehe. czasem trzeba czasu, żeby ktoś doszedł do rozumu. Właśnie zaczęłam posta z niebem, które Ci kiedyś obiecałam i chciałam wziąć link do Ciebie a tu taki super post przeczytałam. Podziwiam, a wręcz jestem zauroczona Twoją aurą :-)
OdpowiedzUsuńTo przykre, że zostałaś tak potraktowana, że nawet nie zapytali się Ciebie co o tym myślisz i czy dasz radę...
OdpowiedzUsuńJak się czegoś pragnie, to żadne ograniczenia nie stanowią problemu :) Podziwiam Cię, że zwiedziłaś tyle miejsc. Życzę dalszych podróży !
OdpowiedzUsuńKarolinko!
OdpowiedzUsuńczytam Twój post kolejny raz i powiem Ci, że nie mogę uwierzyć, że ludzie dla ludzi są tak bardzo źli. Może pamiętasz gdy dziewięciu niepełnosprawnych z fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko" zdobyło Kilimandżaro. Nawet tego nie można porównać pięciotysięcznik i rejs na Maltę.
Tak się cieszę, że poznajesz kolejne nowe kraje i wspaniałe miejsca z ciekawymi zabytkami.
Karolinko, życzę Ci dotarcia do wielu fantastycznych miejsc. Wiem, że dasz radę.
Całuję i pozdrawiam:)
Karolinko,
OdpowiedzUsuńbyłam ostatnio bardzo zajęta. Wpadałam do Ciebie, czytałam post i brakowało mi czasu na napisanie nawet kilku słów. Przepraszam.
Całuję i pozdrawiam:)