Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 9 października 2017

587. Bez spiny

Z małą obawą pojechałam dzisiaj do Sosnowca na spotkanie w sprawie organizacji najbliższej Oratoriady. Na samą Oratoriadę co prawda nie jadę, ale przecież nie jest to problemem, abym pomogła w kwestii praktycznej, prawda? Zresztą ksiądz B. sam nam, jako sąsiedniemu Oratorium, zaproponował. A wiecie, pomaganie to moja pasja 😀. Byle tylko inni umieli dostrzec we mnie kogoś, kto chce się na coś przydać. W dodatku miało na niej nie być księdza Oskara, więc stwierdziłam, że nawet jak zobaczy mnie na Oratoriadzie przy czymś, to może i będzie zły, ale już raczej nie będzie mógł mnie zawrócić. Chyba... Chociaż cicha woda brzegi rwie...
Zebranie odbyło się w Urzędzie Miejskim. Szczerze powiedziawszy, nie za bardzo wiedziałam gdzie to jest, a i telefon mam raczej ubogi we wszelkie wspomagające w tym temacie aplikacje. No, ale przed wyjściem na nie popatrzyłam na mapę google i uznałam, że w najgorszym wypadku będę pytać ludzi. Statystycznie 1/10 osób powinna mi pomóc się odnaleźć. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Urząd Miasta migotał mi już z głównej ulicy. Ponieważ byłam trochę przed czasem, musiałam poczekać na resztę, czyli Oratorium z Sosnowca. Ale i oni wkrótce się zjawili. 
Wkrótce weszliśmy do okazałej sali posiedzeń Rady Miasta. Automatycznie przypomniały mi się piękne czasy gimnazjalne, kiedy reprezentowałam szkołę w Młodzieżowej Radzie Miejskiej. Piękna, pouczająca przygoda. Chwilę potem zaczęli nas przydzielać do poszczególnych zadań. Trochę śmiesznie było, kiedy ksiądz B. nie mógł sobie przypomnieć imion naszej trzyosobowej ekipy z DG, ale podejrzewam, że Boski Oski też miałby ten problem w stosunku do Sosnowca😄. W każdym razie wcisnęli mnie do gry miejskiej. Mnie tam odpowiada, wymagająca nie jestem. Spotkanie trwało, my sobie tutaj gadu-gadu, a tutaj nagle drzwi o mało nie wypadają z zawiasów, a za nimi stoi nie kto inny niż ksiądz Oski. Pięknie - przemknęło mi przez myśl i odruchowo dałam nura pod siedzenie, wywołując śmiechy i chichy na sali. Ksiądz chyba nie zauważył zamieszania, bo spokojnie usiadł sobie na końcu sali. Na wszelki wypadek wolałam jednak się nie wychylać przez całe spotkanie. Ale ono musiało się kiedyś skończyć. I wtedy wpadłam na księdza Oskiego. Taa... już zaczęłam szykować sobie argumenty, dlaczego przyjechałam, kiedy do moich uszów doszło "Cześć Lolku" połączone z przyjaznym uśmiechem...
Zaraz, zaraz. A gdzie reprymenda? Jakiś ochrzan? No nie wiem? Stałam przez chwilę oszołomiona, próbując przetrawić to wszystko. "Choć, ksiądz B. powiedział, że mnie podwiezie, to i ciebie przy okazji zabierzemy...". On na serio nie jest na mnie wściekły, zły, czy coś w tym rodzaju? Jeszcze się ze mną wykłóca co do tego, że lepiej mi będzie siedzieć na przodzie... A zawsze myślałam, że to długonodzy wolą siedzieć na przednich siedzeniach. Ale ok. skoro sam mi to zaproponował. 
Droga z jednego miasta do drugiego minęła nam dosyć szybko i sprawnie. Księża rozmawiali, ja siedziałam i słuchałam. Kiedy dotarliśmy pod Oratorium wyskoczyłam z samochodu żegnając się z księżmi tradycyjnym "Dziękuję, z Panem Bogiem". "Spokojnej nocy Lolku" łagodny głos księdza dobiegł do moich uszów, kiedy minęłam bramę prowadzącą pod Dom Młodzieżowy. "Dobranoc" odpowiedziałam mu już w myślach. Akurat przekroczył już próg swojego domu...

22 komentarze:

  1. Nie bardzo rozumiem dlaczego miałby być zły. Jesteś wolnym człowiekiem i masz prawo udzielać się gdzie chcesz. Skoro Twoje oratorium nie bierze udziału tym bardziej nie jest to dziwne że zaangażowałaś się gdzie indziej.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w sumie powinny pomagać osoby, które jadą na Oratorium. Od nas jedzie 10 osób. A skoro ja nie jadę to... no wiadomo, mogę tam być w ogóle nie mile widziana. No, ale po wczorajszym to chyba nie będzie tak źle :)

      Usuń
  2. Człowiek powinien mieć klasę- zawsze.I nie obrażać się:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt się na nikogo nie obrażał, spokojnie :). A Boski Oski kolejny raz pokazał, co to znaczy być księdzem Salezjaninem.

      Usuń
  3. A mi najbardziej podobał się skok pod siedzenie, to cała Ty. Według mojej wyobraźni☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był odruch bezwarunkowy - jesteś zagrożony-uciekaj gdzie się da :)

      Usuń
  4. w codziennym życiu trzeba jak najmniej się obrażać :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Pani czytała inny tekst, bo tutaj nie ma nic o obrażaniu się ☺

      Usuń
    2. Spokojnie, nikt się na nikogo nie obraził, bo nie miał o co. To raczej ja się trochę obawiałam reakcji księdza na mój widok. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie ma to jak pozytywne niespodzianki :) Mało znam osób które tak jak Ty pomagają bezinteresownie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, na pewno jakieś jeszcze się znajdą. W końcu bezinteresowna pomoc potrafi być taka przyjemna

      Usuń
  6. Karolinki, życie potrafi nas zaskakiwać. I ludzie także. Oby to były same takie pozytywne zaskoczenia.
    Podziwiam Twój entuzjazm i pasję w angażowaniu się w rożne dobre przedsięwzięcia.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, życie potrafią zaskoczyć. A co do pomagania, to chyba zawszę byłam takim typem społecznika. Tylko nie każdy umie to dostrzec... Całuję

      Usuń
  7. Czy ja wiem? Może wystarczy po prostu poszukać takich osób. Również pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, Ty nie jesteś z tych strachliwych ale fajnie to wypadło.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo, tu byś się zdziwiła. Czasami są sytuacje, które powodują u mnie paraliżujący strach... A ta do nich należała.

      Usuń
  9. Boski Oski mnie rozwalił! Karolciu jesteś De Best!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie on co chwilę rozwala... Nie, to jest taki kapłan, którego po prostu nie da się nie lubić :)

      Usuń