Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 10 października 2017

588. Piękny gest Lewandowskiego i trochę niesprawiedliwa jego ocena

Chciałam o tym napisać już w niedzielę, niestety mój laptop nie wytrzymał presji czasu i dosłownie się rozpadł(ściślej mówiąc pękła mi obudowa monitora, tudzież górnej jego części tworząc z jednego urządzenia prawie dwa), zaś stacjonarny do dzisiaj nie może złapać doprowadzonego po kablu internetu. Na szczęście mój tata to przysłowiowa "złota rączka" i wczoraj prowizorycznie sklecił mi tą "kupkę złomu" w jedność, głównie po to, abym mogła sobie skopiować na pendreive najważniejsze dla mnie rzeczy. W sumie nawet gdyby laptop już "nie ożył", to istniała by jeszcze szansa na odzyskanie danych poprzez włożenie dysku głównego do innego komputera, wszak płyta główna jest w dobrym stanie... Na szczęście najbardziej istotne dla mnie dokumenty są już na zewnętrznej pamięci, a ja czekam na czwartek, albo piątek, kiedy tata obiecał mi nowy komputer w ramach zaległego prezentu urodzinowego, tym bardziej, że posiadanie laptopa jest dla mnie niezwykle ważne. Pewnie dla wielu z Was wyda się dziwne, ale prawda jest taka, że gdyby nie te nowinki, to nawet w studiowaniu byłabym ograniczona. No bo ręcznie sama notatki nigdy nie zrobię, ale za pomocą komputera - i owszem. Przy okazji korzystając z wolnego wczorajszego przedpołudnia przeczytałam wreszcie "Zaginiony symbol" Dana Browna. Zazwyczaj czytam wieczorem, przed snem, jednak książki Browna tak mnie wciągają, że np. wczoraj przeczytałam prawie 600 stron. Gdybym chciała tak czytać wieczorem, to chyba nie poszłabym spać...
Nie ma to jak skuteczna prowizorka
Łapka w górę kto oglądał niedzielny mecz naszych z Czarnogórą? Wygrana z wynikiem 4:2 dla biało-czerwonych skutkował awansem naszych na prestiżowe Mistrzostwa Świata, które już za rok odbędą się w Rosji. Piękne akcje naszych, emocje na trybunach oraz radość z każdego strzelonego gola - takie mecze aż chce się oglądać. Dla mnie jednak był jeden jedyny szczegół, który spowodował, że serce zaczęło mi szybciej bić. I to jeszcze przed rozpoczęciem meczu.
Od kiedy znam Franciszka? Chciałabym napisać, że od zawsze. Na jego bloga trafiliśmy kiedyś z mamą z bloga Antka, zwanego też Dużym. Od notatki do notatki przeczytałam całego prowadzonego przez jego mamę bloga i w sumie dalej go czytam. A także jestem z nim na bieżąco dzięki facebookowi. Zakochałam się w jego mega błękitnych oczach i sympatycznej twarzyczki, zachwyca mnie też swoją rezolutnością i ponadprzeciętną inteligencją. W tym wszystkim jego choroba, która z każdym dniem coraz bardziej pozbawia go sprawności, jakoś tak zeszła na drugi plan. Zresztą jego mama tak wspaniale opisuje życie Franka, że faktycznie, wózek i respirator nie grają w nim głównej roli.
Franek, tak jak wiele dzieci w wieku prawie 7 lat, ma swoje marzenia. Wśród nich spotkanie z małą Nelą(tą od książek podróżniczych), lot balonem oraz spotkanie z Robertem Lewandowski i wyprowadzenie Polskiej Reprezentacji przed meczem na boisko. A marzenia są od tego, aby je spełniać! Dlatego rodzice napisali list do pana Roberta, w którym opisali swojego synka oraz jego marzenie, pomijając jednak najbardziej istotny jego aspekt, czyli niepełnosprawność. Nie chcieli bowiem, aby piłkarz spotkał się z chłopcem z litości. O tym, że Franio porusza się za pomocą akumulatorowego wózka oraz oddycha przez respirator pan Robert dowiedział się dopiero podczas spotkania z chłopcem w hotelowym pokoju. Co ciekawe sam Franuś nie wiedział, jaka niespodzianka go czeka, a nawet był trochę zły, że zamiast zwiedzać w sobotę stolicę, rodzice zabrali go do hotelu. Dopiero kiedy poznał powód, z wrażenia zaniemówił. Sam piłkarz okazał się niezwykle sympatycznym i co ważne, empatycznym człowiekiem, który nie widział problemu w tym, żeby niepełnosprawny chłopiec na wózku wraz ze swoimi pełnosprawnymi kolegami wyprowadził drużynę na ten ważny mecz. Chłopaki długo ze sobą rozmawiali a potem... potem Franek wraz z nowym kumplem udał się na trening całej drużyny.
Następnego dnia, w niedzielne popołudnie, Franio wraz z innymi dziećmi wyprowadził drużynę piłkarską na piękną, zieloną murawę. Ubrany w reprezentatywny strój szedł, a właściwie jechał, w pierwszej parze z samym Robertem Lewandowskim. Szczęście biło z twarzy chłopca. A potem, wraz z piłkarzami, innymi dziećmi oraz zgromadzonymi na trybunach kibicami, z godnością odśpiewał "Mazurka Dąbrowskiego", po czym wrócił do czekających w pogotowiu rodziców. Warto zaznaczyć, że była to pierwsza tego typu sytuacja w historii polskiego futbolu.
Po tym wydarzeniu w Internecie zawrzało od komentarzy. Zarówno tych pozytywnych, jak i niestety, negatywnych. Ludziom przeszkadzało np. to, że kalekie dziecko psuło ogólny wizerunek meczu. Inni przyczepili się samego Lewandowskiego, twierdząc że zrobił to wszystko po to, aby poprawić swój wizerunek w mediach i pewnie to będzie jednorazowa akcja w stosunku do niepełnosprawnych oraz że piłkarz zrobił to wszystko dla kasy, czy też z litości nad śmiertelnie chorym chłopcem.
Ręce opadają. Bo tego dnia bohater był tylko jeden i bynajmniej nie był to sławny piłkarz. Gdyby rodzice Franka nie napisali listu do pana Roberta, spotkanie siedmiolatka z idolem dalej pozostawało by w sferze jego marzeń. Rodzice chłopca pięknie udowodnili, że nie wystarczy marzyć - czasami trzeba też zacząć działać, aby te marzenia móc zrealizować. Trudno aby ktoś, kto wiecznie siedzi w czterech ścianach mieszkania nagle pojawił się na murawie boiska, jako wyprowadzający reprezentacji. Marzeniom trzeba dać się spełnić, a rodzice Franusia pokazali, w jak łatwy sposób to zrobić. Kto wie - być może udało im się przetrzeć w tej kwestii szlaki innym niepełnosprawnym i ciężko chorym dzieciom. A co do samego Roberta Lewandowskiego to myślę, że niejeden z nas mógłby się od niego nauczyć empatii i zrozumienia. Dlatego na pamiątkę tego spotkania polski piłkarz dostał od Franka wyjątkowy prezent - książkę o świecie niepełnosprawnych dzieci z ich własnej perspektywy pt. "Duże sprawy w małych głowach".
Nawet nie wiecie jak bardzo jestem dumna z posiadania egzemplarza
tejże niepozornej, ale jakże ważnej książki

6 komentarzy:

  1. To bardzo ładne, czy budujące? Nie wiem,uczuć jest wiele. Takie mieszane,ale bez negatywnych. Raczej żal zmieszany z radością. Wiesz ! Mieszanka wybuchowa. Niby nie ma zbyt trudnych uczuć,choć czasem wszystko tak to się wszystko pomieszane. Na drugie mam Franek , wiec tym bardziej pozdrowienia dla Ciebie i Jego☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam meczu, bo akurat byłam w pracy.
    Piękny gest:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolinko, nie oglądałam meczu, bo - wstyd się przyznać - zupełnie nie interesuję się sportem.
    Cokolwiek ludzie mówią i myślą, każdy gest, który wnosi radość i słońce w życie dziecka jest piękny.
    Tulaski, kochana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Meczu nie widziałam bo nie oglądam telewizji.
    Widziałam Franka w telewizji. Jest świetny!!!!
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Meczu nie widziałam, bo byliśmy w podróży z gościny do domku, ale słuchaliśmy całą drogę relacji w radiu. Emocje były ogromne! Co do samego Franka, to na mnie wywarło ogromne wrażenie wyjście tego Małego Fana ze swoim Idolem :) Brawo Franek!!! Brawo Robert!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądaliśmy mecz ja z Gabim w domu, tata na trybunach 🙂 generalnie zawsze ogladamy i uwaga wiem co to spalony, tym razem najbardziej kibicowalismy Franiowi, żeby nic złego się nie wydarzyło ale też żeby wszystko odbyło się tak jak Franek by sobie to wymarzył, i co muszę dodać Franek super śpiewał hymn,uważam ze super gest także wielkie brawa dla Roberta, ale tez rodziców Frania i samego bohatera meczu, a co myślą inni mało mnie interesuje w życiu nigdy wszystkim nie dogodzisz
    Usciski

    OdpowiedzUsuń