Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 25 października 2017

599. Wiara w siebie czyni cuda

W niedzielę po Mszy świętej jak zwykle poszłam przebrać się na górę z oficjalnego scholowego stroju. I jak zwykle zajęło mi to najwięcej spośród wszystkich czasu. Co prawda po drodze przywitałam się z Boskim Oskim, który tego dnia został przechrzczony na księdza Rysia, ale przecież powiedzenie "Cześć księże", nawet w moim wykonaniu, nie trwa wieki. Jednak ogarnięcie zapinanej na plecach alby już tak. Zawszę można szarpać i w ten sposób rozpiąć uparty suwak, ale to przecież nie jest metoda. Wiedziałam jednak, że na dole jest jeszcze osoba prowadząca scholę i w razie potrzeby mi pomoże. Tak też się stało. Podziękowałam i wychodząc z salki rzuciłam jeszcze:
 - Do zobaczenia w środę (wszak dzisiaj mieliśmy, jako schola, przygotować cotygodniową nowennę do Maryi Wspomożycielki Wiernych o czym poinformowano nas jeszcze na kościele).
 - Zaczekaj momencik - usłyszałam w odpowiedzi. Kobieta wieszała swoją albę na wieszaku, po czym wzięła swoją torebkę i wyszła z pomieszczenia. Powoli schodziłyśmy schodami w dół. - Będziesz na nowennie?
 - Tak, raczej tak...
 - Mogłabyś przygotować komentarz wstępny do Mszy świętej? Znajdziesz go na mateuszu*.
Orzesz... Z wrażenia stanęłam na półpiętrze. Trochę niepewnie na nią popatrzyłam, zastanawiając się, czy na pewno dobrze słyszę. Niby uszy miałam umyte, ale... Dotychczas nie wychylałam się poza kilka wezwań modlitwy wiernych, które  miałam kilka razy w ciągu całej mojej kilkuletniej scholowej kariery, a tu mi nagle proponuje takie coś. Co prawda z dwa razy czytałam nawet Pierwsze Czytanie, jednak to nie było podczas Mszy świętej z udziałem scholi. W dodatku zwykle miałam coś do przeczytania faktycznie raz na jakiś czas, a teraz to już druga nowenna pod rząd, a po drodze było jeszcze przecież rozważanie podczas różańca świętego. Z emocji się zgodziłam.
A potem pojawiły się wątpliwości. No bo gdzie ja z taką wadą wymowy pcham się przed ołtarz. Lepiej stać w mroku, za wszystkimi w scholi. Tak jest bezpieczniej. Tylko, że taka druga okazja może się już nie powtórzyć. Rzuciłam okiem na tekst raz, drugi, trzeci. W sumie niewiele traciłam - w najgorszym razie mogłam na dłuższy czas pożegnać się nawet z modlitwą wiernych. 
Od rana stresowałam się przed wieczornym czytaniem. Tysiące myśli bombardowały moją głowę. W pewnym momencie miałam ochotę wykonać nawet telefon i zrezygnować z czytania. Ale z drugiej strony - jak upadać, to z honorem. A taka rezygnacja to po prostu podchodziłaby pod ucieczkę.  Poza tym zobowiązałam się do czegoś. To by było nie fair w stosunku do niektórych osób, gdybym zrezygnowała w ostatniej chwili. Poszłam. Przed nowenną zahaczyłam o różaniec święty. Łagodny głos Boskiego trochę mnie uspokoił. Facet minął się z powołaniem - z powodzeniem mógłby podkładać głosy pozytywnym bohaterom bajek. Czasami zastanawiam się, czy w wachlarzu jego uczuć jest złość. I jak brzmi głos wkurzonego księdza. Tak daleko jednak moja wyobraźnia nie sięga.
Z każdą chwilą godzina "0" była coraz bliżej. Kątem oka zobaczyłam panią od scholi, która krzątała się koło sprzętu muzycznego.
 - Świetnie że jesteś - usłyszałam jej szept.
 - Nie śpiewamy?
 - Widzisz Lolku, będzie nas prawdopodobnie tylko trójka: ja, ty i pani U. 
 - A reszta?
 - Nie przyjdzie. Chodź na dół, siądziemy sobie w tych ławkach pod obrazem Jezusa Miłosiernego. Masz swój tekst?
 - Pewnie.
 - Super.
Zeszłyśmy powoli na dół i zajęłyśmy miejsca w pierwszych ławkach. Po chwili dołączyły do nas pani U. i pani A., za której tatę była dzisiaj Msza święta, a która miała zaśpiewać podczas niej psalm oraz sekwencję Alleluja. Trochę czekaliśmy, aż księża wyjdą z zakrystii i udadzą się pod obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, aby odczytać prośby i podziękowania przyniesione przez wiernych. Następnie zabrzmiała pieśń na wejście, a ja wyskoczyłam z ławki i podeszłam pod ołtarz. Po drodze jeszcze usłyszałam ostatnie wskazówki:
 - Czytaj wszystko wolno. Nikt cię nie goni. Wiem, że potrafisz ładnie przeczytać tekst. Aha, i obniż sobie mikrofon przy ambonce, bo jest za wysoko. Dasz radę...
Jasne, że dam - powtarzałam sobie w duchu stojąc u stóp ołtarza. Tyle razy dawałam, to czemu teraz ma być inaczej? Co chwilę odwracałam się, licząc na znak, że mogę już startować. W końcu dostałam "zielone światło" i to nie tylko od scholi, ale też od kościelnego. Podeszłam spokojnie do ambonki (z przejęcia zapomniałam się ukłonić), obniżyłam sobie mikrofon i zaczęłam czytać:
 - Współczesny świat próbuje manipulować Ewangelią, opacznie interpretując jej przesłanie: Skoro do wolności wyswobodził nas Chrystus, skoro żyjemy dzięki łasce, to czy obowiązują nas jeszcze przykazania? Przecież wszystko i tak będzie nam wybaczone... Chrystus nas ostrzega: Pan sług z dzisiejszej Ewangelii ociąga się z powrotem do domu, jednak nie znaczy to, że mogą robić, co chcą. Jezus nie znosi Prawa, nie niweluje przykazań, lecz w sobie samym je wypełnia. Tylko pozostając w relacji z Nim możemy rzeczywiście żyć według zamysłu Bożego, zgodnie z przykazaniami. Nie próbujmy wypełniać Jego nauki o własnych siłach, tak jakbyśmy nie otrzymali Ducha Świętego.
Oczywiście czytałam na "moich zasadach", tzn. wolno, niejednokrotnie dzieląc wyrazy na sylaby, robiąc co dwa-trzy wyrazy wdech. Może to się wydawać dziwne, ale moja wada wymowy właśnie tego wymaga. Jestem świadoma swoich ograniczeń, ale przez to mogę tak czytać coś publicznie na głos, aby było to jak najbardziej zrozumiałe. W sumie nie wiem, ile ludzi mnie zrozumiało, ważne że Ten na górze zawsze zrozumie co paplam.
Dobrnąwszy do końca rzuciłam okiem w stronę, gdzie siedziała reszta. Uśmiech na ich twarzy mówił sam za siebie - dałam radę i było dobrze. Zresztą jak wróciłam do ławki, pani B. mnie objęła serdecznie i szepnęła do ucha, że wspaniale wyszło. A na koniec Mszy świętej, kiedy wychodziliśmy już z świątyni, zaproponowała mi, żebym przygotowała komentarz też na kolejną nowennę - a ta już 8 listopada. Wcześniej jednak zaczepiła mnie jakaś starsza kobieta, gorąco dziękując mi za tak piękne przeczytanie komentarza wstępnego. O-la-li, tylko problem w tym, że ja mam do tego czytania 1982677 zastrzeżeń i uwag, co do tego, co można w tym wszystkim poprawić.

P.S. 1. Mimo wszystko komentarz na 8 listopada przygotuję. Kto wie ile jeszcze będzie trwać moja dobra passa w tym względzie
P.S. 2. Jutro na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie prapremiera ogromnie ważnej dla mnie książki. Na razie nie zdradzę szczegółów, żeby nie było, że się przechwalam czymś i popadam w samozachwyt. Jeżeli jednak ktoś z moich czytelników wybiera się na nie (same Targi trwają cztery dni), to myślę, że warto zwrócić uwagę na stoisko 22C. Wydawnictwa św. Stanisława, a tam na pewną książkę w niebieskiej oprawie zatytułowaną "Młodość - projekt życia". Zapewniam, że warto ją nabyć 😁
P.S. 3. Ostatnio zostałam złośliwie nazwana "super hero". Tylko co ja poradzę na to, że po dzisiejszym tak się czuję. Chociaż nie, bardziej mi odpowiada "Super Hero". Ale takich dni jest naprawdę niewiele - takich, gdzie mogę o sobie powiedzieć - jestem Mistrzem.
P.S. 4. - Wiem, że niektórym trudno w to uwierzyć, ale ja nie siedzę cały dzień przed komputerem.

15 komentarzy:

  1. Jestem z Ciebie dumny Karolinko jakbyś była moją córką ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy w tej książce są też Twoje przeżycia związane z ŚDM?

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolinko, obyś się zawsze właśnie tak czuła. Bo jesteś wspaniałym, wartościowym człowiekiem.
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  4. A co ja takiego znowu wywlekam? Przecież przedwczoraj w komentarzach sama nazwałaś mnie super hero, każdy mógł to przeczytać, więc nie wydaje mi się, abym coś wywlekła teraz na zewnątrz. Zresztą Ty na swoim blogu nieraz opisywałaś różne tego typu sytuację(np. jak to ktoś napisał Ci na facebooku), że kończy obserwację Twojego bloga, bo Twoje przedstawianie niepełnosprawności jest zbyt dziecinne, poza tym na facebooku(zablokowanie nie oznacza, że nie można wejść na Twój profil, tylko tyle że nie mogę komentować) też piszesz o tej sprawie, więc wybacz - ale Ty możesz, a ja nie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Albo masz za słabe okulary, ewentualnie kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Przecież pisze Ci w poprzednim komentarzu(czyli komentarz przed Twoim), że np. była sytuacja, gdzie ktoś napisał Ci na facebooku, że kończy obserwację Twojego bloga, bo Twoje podejście do sytuacji jest zbyt dziecinne. Na drugi dzień cała ta sytuacja została opisana na blogu. Czym się tamta sytuacja różni od tej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, i oprócz siedzenia przed komputerem mam jeszcze trochę innych zajęć(niespodzianka, prawda?), toteż wybacz, że nie odpisuję Ci od razu na komentarze

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, dziękuję. Nie lubię pojawiać się tam, gdzie mnie nie chcą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie napisałam, że mi zbrzydłaś, tylko że poczułam wstręt do Twojego bloga, a to chyba jest różnica

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz, to chyba u Ciebie na blogu przeczytałam kiedyś takie stwierdzenie, że na czyiś blogach jesteśmy tylko gośćmi i tak powinniśmy się zachowywać, bo autor danego bloga może nas w pewnym momencie wyprosić. Niestety, napisałaś to po zamknięciu poprzedniego bloga po tamtym incydencie, toteż nie mogłam tego zastosować w stosunku do Twojego bloga(widzisz, jestem taka głupia, że sama na to nie wpadłam). Ale skoro sama wystosowałaś taką mądrość, to może pora samemu ją stosować? Bo niestety, nie jesteś u siebie.

    OdpowiedzUsuń