Jeżeli sięgnę pamięcią wstecz, gdzieś do otwarcia budynku parafialnego Domu Młodzieżowego, to robiono w nim dyskoteki dla scholi oraz ministrantów. Andrzejkowa, karnawałowa, na rozpoczęcie i zakończenie "sezonu" było ognisko i też jakieś potańcówki. Ostatnia tego typu impreza miała miejsce w listopadzie 2013 roku, jeszcze za księdza J. Pamiętam jeszcze, jak na moim poprzednim blogu wybuchła afera, bo jedna osoba stwierdziła, że skoro dyskoteka nazywa się "andrzejkowa" to na pewno będą wróżby. A skoro będą wróżby, to na pewno pójdziemy za nie do piekła bo w Piśmie Świętym(tutaj padła nawet księga, werset i rozdział) jest tak i tak napisane. Jednak po przedstawieniu naszej animatorskiej wizji tego wszystkiego księdzu proboszczowi uzyskaliśmy jego pełne poparcie. Wróżby też były, a raczej jedna - Bóg kocha każdego z nas(myślicie, że na pewno pójdę za nią do piekła?). A potem jakoś to ucichło. I kłótnie na blogu(cięta riposta sprawiła, że osoba ta już się nie wypowiadała), i wszelkie imprezy, nie licząc Światowych Dni Młodzieży.
Dlatego byłam szczerze zaskoczona pomysłem naszego nowego proboszcza, aby zorganizować dla dzieci zabawę z okazji sylwestra. Najpierw miała być ona na andrzejki, ale coś nie pykło. I została przesunięta na wczoraj, czyli 30 grudnia. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nikt nam właściwie nie powiedział, co my mamy na niej robić. Jeszcze w piątek, kiedy o 18:00 rozdzielaliśmy kadzidło i kredę do woreczków na 6 stycznia, zeszedł do nas ksiądz Oskar i słabiutkim głosem oznajmił nam, że ksiądz probi jeszcze mu nie powiedział, co mamy robić. W tej niewiedzy trwaliśmy do 15 następnego dnia. A nawet dłużej. Poszliśmy więc na spontan i po entej sprzeczce z proboszczem w końcu doszliśmy do kompromisu. Chociaż po 24 godzinach dalej nie wiem, dlaczego nie mogliśmy napompować balonów przed imprezą, a potem chłopcy na szybko musieli je pompować, bo nagle były potrzebne do zabawy. Dla mnie to trochę bez sensu, bo na jedno wyszło, ale dobra. Tak samo mam pewne zastrzeżenia co do listy przebojów, którą nam ksiądz proboszcz podrzucił. Wydaje mi się, że nawet ich nie przejrzał i tylko ściągnął jakieś playlisty, bo większość tytułów brzmiała nieco dwuznacznie. Dzieciaków przyszło z 30 sztuk, czyli o 100% więcej, niż wróżył w piątek ksiądz Oski. Niestety, nie dane mu było tego zobaczyć na żywo, bo walczył w swoim pokoju z przeziębieniem. Ale przynajmniej dzisiaj na Mszy był trochę bardziej do życia, niż przez ostatni tydzień. No i dzieciaki jako tako się bawiły, a to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze. Zresztą sami zobaczcie:
Po tych 2,5 godzinie zabawy padłam ze zmęczenia, a tutaj jeszcze trzeba było ogarnąć dół Domu Młodzieżowego, gdzie była zabawa. Na szczęście proboszcz poszedł już do kościoła na Mszę wieczorną, bo podejrzewam, że znowu było by ale, zaś jedyne co dobiegało do naszych uszu, to kaszel Boskiego Oskiego(w sumie dobry jest - mieszka tak jakby na 2 piętrze, licząc że jadalnia to parter, a słychać go trzy poziomy niżej). W godzinę uwinęliśmy się ze wszystkim i na koniec poszliśmy do pizzerii w ramach wspólnotowej wieczerzy wigilijnej. Nie pytajcie dlaczego w pizzerii na pizzy, a nie tradycyjnie przy stole wigilijnym, bo to dłuższa historia. Trochę nam żal było, że nasz opiekun leżał w łóżku(przynajmniej w teorii, bo praktyka mogła być różna), ale chyba lepiej, żeby chociaż przez tych kilka dni się podkurował, niż ciągać go w zimie przez pół miasta. Bo trzeba powiedzieć, że sypnęło nam wczoraj śniegiem, a i mróz się pojawił. Tym bardziej, że znając Boskiego to pewnie znowu założyłby polarek... Można i tak.
W pizzerii nie siedzieliśmy długo, akurat tyle, aby można było zjeść po dwa kawałki pizzy i pograć w zwędzony księdzu "Monopoly" w wersji karcianej. W sumie już o 21:30 byłam w domu. Nie miałam już siły włączać komputera, a i przy czytaniu książki(akurat kończę czytać książkę o księżnej Dianie "Diana. Nie spełnione sny") oczy same mi się zamykały, więc po prostu poszłam spać.
A dzisiaj, dziś już ostatni dzień roku 2017. A za razem święto Bożej Rodziny. I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie - jakie są te nasze rodziny. Każdy z nas chce, aby nasza rodzina była święta. Ale co to tak naprawdę oznacza? Czy święta rodzina musi być beztroska, bezkonfliktowa, taka, w której dzieci nie sprawiają żadnych problemów rodzicom? Niekoniecznie. Dla mnie święta rodzina to taka, jak ta z wiersza, którego słowa jakoś tak same przyszły mi do głowy:
Bogata jest moja rodzina,
nie materialnie, lecz duchowo.
Każdy szacunek sobie okazuje,
rodzic, dziecko z uwagą wysłuchuje.
A kiedy wrócimy z zajęć swych do domu,
przy stole w jadalni wspólnie rozmawiamy.
Nasze tematy dotyczą wszystkiego,
swoje problemy i radości znamy.
W naszej rodzinie przodują radości,
choć uczucie smutku jest nam dobrze znane.
Starsi wybaczają wszelkie niejasności,
i każde dziecko jest bardzo kochane.
I właśnie takiej atmosfery rodzinnej życzę każdemu z Was w tym nadchodzącym, 2018 roku. A teraz świętujcie tą ostatnią noc w tym roku, czy to na zabawie, czy to w domowym zaciszu. Do siego roku!
W pizzerii nie siedzieliśmy długo, akurat tyle, aby można było zjeść po dwa kawałki pizzy i pograć w zwędzony księdzu "Monopoly" w wersji karcianej. W sumie już o 21:30 byłam w domu. Nie miałam już siły włączać komputera, a i przy czytaniu książki(akurat kończę czytać książkę o księżnej Dianie "Diana. Nie spełnione sny") oczy same mi się zamykały, więc po prostu poszłam spać.
A dzisiaj, dziś już ostatni dzień roku 2017. A za razem święto Bożej Rodziny. I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie - jakie są te nasze rodziny. Każdy z nas chce, aby nasza rodzina była święta. Ale co to tak naprawdę oznacza? Czy święta rodzina musi być beztroska, bezkonfliktowa, taka, w której dzieci nie sprawiają żadnych problemów rodzicom? Niekoniecznie. Dla mnie święta rodzina to taka, jak ta z wiersza, którego słowa jakoś tak same przyszły mi do głowy:
![]() |
| "Święta Rodzina z ptaszkiem" Bartolomé Esteban Murillo źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ta_Rodzina_z_ptaszkiem |
Bogata jest moja rodzina,
nie materialnie, lecz duchowo.
Każdy szacunek sobie okazuje,
rodzic, dziecko z uwagą wysłuchuje.
A kiedy wrócimy z zajęć swych do domu,
przy stole w jadalni wspólnie rozmawiamy.
Nasze tematy dotyczą wszystkiego,
swoje problemy i radości znamy.
W naszej rodzinie przodują radości,
choć uczucie smutku jest nam dobrze znane.
Starsi wybaczają wszelkie niejasności,
i każde dziecko jest bardzo kochane.
I właśnie takiej atmosfery rodzinnej życzę każdemu z Was w tym nadchodzącym, 2018 roku. A teraz świętujcie tą ostatnią noc w tym roku, czy to na zabawie, czy to w domowym zaciszu. Do siego roku!

Wspaniałego i spokojnego Nowego Roku :)
OdpowiedzUsuńJa oglądałam film z bratem, wyszłam przed dom na fajerwerki i do łóżka, taki to Sylwester ;)
Dużo szczęścia w Nowym Roku, Karolinko - niech Ci się spełnią wszystkie piękne marzenia.
OdpowiedzUsuńLubię Murilla :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie, że zabawa się udała, dzień się udał :-)
OdpowiedzUsuńWyobraź sobie, syn przeczytał posta, w którym napisałam, że całe życie go wspierałam, potem podszedł do mnie, uściskał, ucałował i powiedział: tak, Ty zawsze mnie wspierałaś.
Rozpłakałabym się ze szczęścia, jakbym miała łzy, gdybym wiedziała, że tak bardzo to sobie ceni, mimo różnicy poglądów nieraz hehe
Uściski serdeczne, Karolino, Szczęśliwego Nowego Roku i radości z pracy z dziećmi!!