Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 31 stycznia 2018

666. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli

 - Lolek, to jutrzejsze Drugie Czytanie dostała schola. Ale nie martw się, jak jeszcze kiedyś proboszcz poprosi Oratorium o przeczytanie czegoś, to będę pamiętał o tobie - łagodny głos księdza Oskara przeniknął przez mój umysł, a jego dłoń znalazła się na moim ramieniu w przyjacielskim geście. Jak na kogoś, kto jeszcze wczoraj walczył z własną niemocą, to wyglądał całkiem nieźle. 
Kilka dni temu ksiądz pytał się, kto z nas chciałby coś przeczytać na jutrzejszej wieczornej Mszy świętej z okazji wspomnienia świętego Jana Bosko. Bardziej dla sprawdzenia reakcji księdza Oskara,  jaka będzie jego argumentacja na "nie", niż w nadziei, że coś się uda wskórać, powiedziałam, że ja chcę. Oczywiście szanse na przystanie na to były znikome, ale były. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ksiądz powiedział, że nie ma sprawy i mogę mieć Drugie Czytanie. Myślałam, że się przesłyszałam. Wszak na przeczytanie Modlitwy Wiernych w scholi czekałam pięć lat. Na komentarz wstępny do Mszy świętej - kolejnych trzy lata. Do czytań jeszcze nie doszłam, pomimo dziesięcioletniej kariery. To dlaczego tutaj ma być inaczej?
 - Żartuje ksiądz, prawda? - zapytałam z niedowierzaniem.
 - W takich sprawach w żadnym wypadku - powiedział z nieudawaną szczerością.
Szczęka mi opadła. I to dosłownie. Bo oto ktoś po raz drugi uwierzył w to, że da się mimo wszystko. Nota bene pierwszą taką osobą, która we mnie uwierzyła i dała mi Pierwsze Czytanie, był ksiądz Franek, który pochodzi z tej samej parafii co ksiądz Oski. Zresztą pisałam o tym >>tutaj<<. 
 - Jak dam ci tekst we wtorek to go opanujesz?
 - Jasne.
Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że w wydarzenie będzie zaangażowana też parafialna schola. W końcu przez ostatnich kilka lat nikogo, oprócz prowadzącej scholę, nie widziałam tego dnia w kościele. Jednak już w niedzielę usłyszałam, że śpiewamy tego dnia, a i będzie rozmowa z proboszczem na temat tego, w co jeszcze moglibyśmy się zaangażować. Od razu serce mocniej mi zabiło, bo wiadomo, jeżeli komuś coś zostanie zabrane, to na 90% tą osobą będę ja. I tym sposobem możliwość przeczytania czegoś znowu odwlecze się do świętego nigdy. I nie pomyliły mnie moje przeczucia, chociaż wczoraj ksiądz chciał, abym jak najmniej poczuła się źle z tego powodu. W dodatku jakoś nie wierzę w to, aby szybko nadarzyła się okazja do przeczytania czegoś przez Oratorium.
Ale i tak doceniam Boskiego Oskiego. No bo wiecie, nie potrzebował lat, żeby mi zaufać i uwierzyć we mnie na tyle, aby mi pozwolić na przeczytanie czytania pomimo wady wymowy i tego, że moje ciało żyje czasami zupełnie swoim życiem. Co prawda słyszał już jak kilka razy czytam coś tam, ale i tak zaskoczył mnie tym swoim gestem. No ale wiecie - błogosławionymi będą ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
A mimo to jakiś żal pozostał. Moją wadą jest jednak to, że nie potrafię na niektóre tematy otwarcie gadać, zwłaszcza z prowadzącą scholę. Akurat wczoraj dzwoniła do mnie pani od scholi z zapytaniem w sprawie niedzielnych imienin księdza Oskara, co robi Oratorium. Dla nas jest jasne, że idziemy do niego z życzeniami, w końcu to nasz opiekun. A że od czasu do czasu ze smutku pociągałam nosem, to na koniec usłyszałam:
 - A co ty przeziębiłaś się?
 - Nie.
 - To co się stało?
 - Nic.
 - ... Aha, to trzymaj się i nie daj się przeciwnościom losu. I do jutra, widzimy się, prawda?
 - Jasne...
No przecież nie mogłam jej powiedzieć, co się dzieje, bo znowu bym usłyszała jakiś banalny komentarz. A może to mój błąd, że jej nic nie powiedziałam? Nie wiem, mam mętlik w mojej głowie.
I tak na sam koniec z okazji dzisiejszego dnia wrzucam Wam naszą ulubioną piosenkę o księdzu Bosko, najpierw w wykonaniu kleryków z seminarium salezjańskiego w Lądzie nad Wisłą, a następnie w wykonaniu naszych dzieciaków podczas jednych z półkolonii.

P.S. Przez przypadek usunęłam wczorajszy komentarz jotki na temat wspinaczki, który jakimś cudem trafił do spamu. Jotko, wybacz, moja nieuwaga.

10 komentarzy:

  1. Karolinko, zawalcz o siebie, przypomnij się, że chcesz, że potrafisz. Nasz ks. Proboszcz na zarzuty niektórych, że lektorzy źle czytają, odpowiada, że to nie teatr, a ci którzy mają wadę wymowy też chcą P. Bogu służyć na tej płaszczyźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz się zapytałam, dlaczego pominęli mnie w scholi podczas przydzielania czytań na Wielki Piątek. Co usłyszałam? Że się niewystarczająco udzielam. Akurat chodziłam wtedy do policealnej weekendowej szkoły na technika administracji, o czym prowadząca scholę wiedziała i nie mogłam być na wszystkich próbach i scholowych Mszach świętych. Ale przecież zawsze jak miało mnie na czymś nie być, to informowałam. Poza tym nie mieszkamy na bezludnej wyspie, są telefony, meile, widziała mnie na każdych Gorzkich Żalach i Drogach Krzyżowych. Zresztą inni też nie chodzili na próby i Msze ze względu na studia i jakoś z nimi można było się dogadać... Normalnie przykro mi się wtedy zrobiło, bo przez lata byłam na każde zawołanie scholi...
      "to nie teatr..." - piękne słowa.

      Usuń
  2. No cóż, osoby duchowne też nie są bez wad. U nas na jasełkach miał być proboszcz, ale dzwonił, że ma grypę jelitową. Tego samego dnia czytam na stronie miasta, że był na rynku na otwarciu szopki...
    Nieładnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniała mi się taka śmieszna sytuacja z moją studniówką, na której miał być tradycyjnie prezydent miasta. Ale nie był, bo wybrał... jasełka w mojej parafii. Wytłumaczył się "ważnymi obowiązkami zawodowymi". No tak, gdyby powiedział, że idzie na jasełka, to dziwnie by to brzmiało.

      Usuń
  3. Przykro mi, że zabrali Ci to czytanie! Ale wierzyć trzeba w to, że jeszcze będzie ku temu okazja i coś przeczytasz następnym razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, chociaż czasami jest trudno w to już wierzyć.

      Usuń
  4. Przykro mi, ale mam wielką nadzieję, że niebawem nadejdzie Twoja kolej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko, smutno mi, ze spotkała Cię przykrość.

    OdpowiedzUsuń