Końcówka styczna wiąże się w mojej wspólnocie parafialnym z odpustem związanym z jej patronem - nawróconym św. Pawłem, którego liturgiczne wspomnienie przypada 25 stycznia(nota bene rok temu właśnie tamtego dnia zdawałam egzamin z... podróży św. Pawła). Jednak suma odpustowa będzie u nas sprawowana w niedzielę później, czyli 28 stycznia przez byłego proboszcza, księdza Z. Oj, zdziwi się widząc scholę, która była jego "dzieckiem", a raczej zmianami, które w niej zaszły - przede wszystkim "eksmisja" na chór, a poza tym mikrofony indywidualne zostały zamienione na ogólne "pojemnościówki". Bo schola została poproszona o obstawienie pieśni na ofiarowanie oraz Komunię świętą. Dlatego przez dwie próby nic innego nie będziemy robić, tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Aż do znudzenia.
Próba scholi zaczyna się w sobotę o 11:00 i trwa +/- półtorej godziny. Czasami udaje mi się wyrwać na nią z zajęć oratoryjnych. Aktualnie z powodu wizyty duszpasterskiej nie mamy sobotnich zajęć z dzieciakami, więc mogę bez wyrzutów sumienia iść na próbę, którą mamy w salce wspólnotowej animatorów z Oratorium, która jest w piwnicy budynku. I dlatego jest tam zimno. Dlatego jeszcze przed rozpoczęciem próby usłyszałam:
- Lolek, idź na górę i poproś księdza Oskara o jakiś grzejnik, przecież jako animator masz u niego chody.
Aha, tylko że nikt ze scholi tego nie wie, że aktualnie nie da się wejść na górę Oratorium ot tak sobie, bo wymieniono zamek w drzwiach na taki, który otwiera się tylko kluczem. Dlatego m.in. od października mamy próby w salce wspólnotowej animatorów Oratorium(bo jedna salka wspólnotowa została zamurowana, a w salce konferencyjnej są zajęcia z dzieciakami). Ale na szczęście miałam przy sobie telefon komórkowy, a w nim numer do Boskiego Oskiego, więc postanowiłam do niego napisać SMSa. Po jakiś 10 minutach usłyszeliśmy jak ksiądz tłucze się na klatce schodowej, po czym wchodzi do salki z grzejnikiem elektrycznym pod pachą:
- Szczęść Boże. Przyniosłem Wam grzejnik. Jakby co to zawsze możecie sobie ciepłej herbaty zrobić. Lolek wie, gdzie są saszetki i kubki.
I poszedł. Na szczęście nikt nie chciał herbaty, a zabraliśmy się do roboty. Przećwiczyliśmy kilka kolęd oraz kilka normalnych pieśni. I nawet nie wiadomo kiedy minął czas próby, po której wystartowaliśmy domu. Po drodze minęliśmy proboszcza, który pozwolił nam jednak zaśpiewać jutro jakąś kolędę(a jeszcze 7 stycznia usłyszeliśmy, że to ostatni raz, bo kończy się okres Bożego Narodzenia - co nie zmienia faktu, że tradycja śpiewania kolęd sięga do 2 lutego). Zaś pani U. musiała koniecznie sprawdzić, czy drzwi na górę faktycznie są zamknięte.
- Ty, miałaś rację. Księża zabarykadowali się na Amen.
No ba, przecież mówiłam.
Już po raz drugi pani prowadząca scholę szła w moim kierunku na zakupy więc miałam z kim wracać do domu. Bo tak się złożyło, że z mojej ulicy na scholę chodzę tylko ja, więc zwykle idę sama. Trochę pogadałyśmy na temat tego, co się szykuje w naszej parafii, a w planach są kolosalne zmiany. Normalnie nie byłoby ku temu okazji. Fajnie tak czasami wygadać się komuś i być wysłuchanym. Zwłaszcza, że nie zdarza się to często.
A poza tym przeczytałam "Złotą skórę" Carli Montero. I choinka, rozczarowałam się jej treścią. Znam jej twórczość, wcześniej czytałam już "Szmaragdową tablicę" i "Wiedeńską grę" jej autorstwa i byłam zachwycona jej stylem. Myślałam, że ze "Złotą skórą" będzie tak samo, a tutaj klops. A raczej rozczarowanie. W planach mam jeszcze przeczytanie "Zimowego wiatru na twojej twarzy". Zobaczymy, może to tylko ta jedna książka nie przypadła mi do gustu?
ja w tym roku mam jakiś niedobór kolęd :)
OdpowiedzUsuńJa też :)
UsuńJa też mam niedobór kolęd, chętnie ptzyszlabym na Waszą próbę, może choć trochę bym połechtała własną duszę
OdpowiedzUsuńUściski wciąż z Olsztyna
Szkoda, że tak daleko od siebie jesteśmy, bo z miłą chęcią zaprosiłabym Cię do nas na próbę :). Pozdrawiam ciepło
UsuńW czasach szkoły podstawowej uczęszczałam na zajęcia chóru przy kościele, prowadził je organista, miło to wspominam. Czasami wydaje nam sie, ze znamy jakiegoś pisarza, lubimy jego twórczość i nagle okazuje sie, że kolejną książkę jakby napisał ktoś inny, kompletnie nie to...
OdpowiedzUsuńU nas scholę założył jeden z ówczesnych proboszczów i ciągnie się ona po dziś dzień. A co do książek to zgadzam się w 100%.
UsuńCzas śpiewania kolęd stanowczo za szybko się kończy.
OdpowiedzUsuńBuziaczki, Karolinko.
Dokładnie. Ale co za dużo, to też niezdrowo :)
UsuńW mojej rodzinnej parafii za moich dziecięcych czasów nie było scholi w kościele. Za to był szkolny chór, do którego oczywiście należałam. Trochę jeździliśmy z różnymi występami do pobliskich miejscowości i było fajnie. Tutaj gdzie mieszkamy teraz to jedna z mamuś za zgodą proboszcza utworzyła scholę. Tak od ponad pół roku dopiero działają. Ale z tego co się orientuję, to próby mają u tej mamuśki w domu. Więc wszyscy do niej muszą dojechać.
OdpowiedzUsuń