Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

sobota, 20 stycznia 2018

660. "Bo ty masz chody u księdza"

Końcówka styczna wiąże się w mojej wspólnocie parafialnym z odpustem związanym z jej patronem - nawróconym św. Pawłem, którego liturgiczne wspomnienie przypada 25 stycznia(nota bene rok temu właśnie tamtego dnia zdawałam egzamin z... podróży św. Pawła). Jednak suma odpustowa będzie u nas sprawowana w niedzielę później, czyli 28 stycznia przez byłego proboszcza, księdza Z. Oj, zdziwi się widząc scholę, która była jego "dzieckiem", a raczej zmianami, które w niej zaszły - przede wszystkim "eksmisja" na chór, a poza tym mikrofony indywidualne zostały zamienione na ogólne "pojemnościówki". Bo schola została poproszona o obstawienie pieśni na ofiarowanie oraz Komunię świętą. Dlatego przez dwie próby nic innego nie będziemy robić, tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Aż do znudzenia.
Próba scholi zaczyna się w sobotę o 11:00 i trwa +/- półtorej godziny. Czasami udaje mi się wyrwać na nią z zajęć oratoryjnych. Aktualnie z powodu wizyty duszpasterskiej nie mamy sobotnich zajęć z dzieciakami, więc mogę bez wyrzutów sumienia iść na próbę, którą mamy w salce wspólnotowej animatorów z Oratorium, która jest w piwnicy budynku. I dlatego jest tam zimno. Dlatego jeszcze przed rozpoczęciem próby usłyszałam:
- Lolek, idź na górę i poproś księdza Oskara o jakiś grzejnik, przecież jako animator masz u niego chody.
Aha, tylko że nikt ze scholi tego nie wie, że aktualnie nie da się wejść na górę Oratorium ot tak sobie, bo wymieniono zamek w drzwiach na taki, który otwiera się tylko kluczem. Dlatego m.in. od października mamy próby w salce wspólnotowej animatorów Oratorium(bo jedna salka wspólnotowa została zamurowana, a w salce konferencyjnej są zajęcia z dzieciakami). Ale na szczęście miałam przy sobie telefon komórkowy, a w nim numer do Boskiego Oskiego, więc postanowiłam do niego napisać SMSa. Po jakiś 10 minutach usłyszeliśmy jak ksiądz tłucze się na klatce schodowej, po czym wchodzi do salki z grzejnikiem elektrycznym pod pachą:
- Szczęść Boże. Przyniosłem Wam grzejnik. Jakby co to zawsze możecie sobie ciepłej herbaty zrobić. Lolek wie, gdzie są saszetki i kubki.
I poszedł. Na szczęście nikt nie chciał herbaty, a zabraliśmy się do roboty. Przećwiczyliśmy kilka kolęd oraz kilka normalnych pieśni. I nawet nie wiadomo kiedy minął czas próby, po której wystartowaliśmy domu. Po drodze minęliśmy proboszcza, który pozwolił nam jednak zaśpiewać jutro jakąś kolędę(a jeszcze 7 stycznia usłyszeliśmy, że to ostatni raz, bo kończy się okres Bożego Narodzenia - co nie zmienia faktu, że tradycja śpiewania kolęd sięga do 2 lutego). Zaś pani U. musiała koniecznie sprawdzić, czy drzwi na górę faktycznie są zamknięte.
 - Ty, miałaś rację. Księża zabarykadowali się na Amen.
No ba, przecież mówiłam.
Już po raz drugi pani prowadząca scholę szła w moim kierunku na zakupy więc miałam z kim wracać do domu. Bo tak się złożyło, że z mojej ulicy na scholę chodzę tylko ja, więc zwykle idę sama. Trochę pogadałyśmy na temat tego, co się szykuje w naszej parafii, a w planach są kolosalne zmiany. Normalnie nie byłoby ku temu okazji. Fajnie tak czasami wygadać się komuś i być wysłuchanym. Zwłaszcza, że nie zdarza się to często.

A poza tym przeczytałam "Złotą skórę" Carli Montero. I choinka, rozczarowałam się jej treścią. Znam jej twórczość, wcześniej czytałam już "Szmaragdową tablicę" i "Wiedeńską grę" jej autorstwa i byłam zachwycona jej stylem. Myślałam, że ze "Złotą skórą" będzie tak samo, a tutaj klops. A raczej rozczarowanie. W planach mam jeszcze przeczytanie "Zimowego wiatru na twojej twarzy". Zobaczymy, może to tylko ta jedna książka nie przypadła mi do gustu?

9 komentarzy:

  1. ja w tym roku mam jakiś niedobór kolęd :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam niedobór kolęd, chętnie ptzyszlabym na Waszą próbę, może choć trochę bym połechtała własną duszę
    Uściski wciąż z Olsztyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tak daleko od siebie jesteśmy, bo z miłą chęcią zaprosiłabym Cię do nas na próbę :). Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  3. W czasach szkoły podstawowej uczęszczałam na zajęcia chóru przy kościele, prowadził je organista, miło to wspominam. Czasami wydaje nam sie, ze znamy jakiegoś pisarza, lubimy jego twórczość i nagle okazuje sie, że kolejną książkę jakby napisał ktoś inny, kompletnie nie to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas scholę założył jeden z ówczesnych proboszczów i ciągnie się ona po dziś dzień. A co do książek to zgadzam się w 100%.

      Usuń
  4. Czas śpiewania kolęd stanowczo za szybko się kończy.
    Buziaczki, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  5. W mojej rodzinnej parafii za moich dziecięcych czasów nie było scholi w kościele. Za to był szkolny chór, do którego oczywiście należałam. Trochę jeździliśmy z różnymi występami do pobliskich miejscowości i było fajnie. Tutaj gdzie mieszkamy teraz to jedna z mamuś za zgodą proboszcza utworzyła scholę. Tak od ponad pół roku dopiero działają. Ale z tego co się orientuję, to próby mają u tej mamuśki w domu. Więc wszyscy do niej muszą dojechać.

    OdpowiedzUsuń