Jakiś czas temu na blogu Ani(https://zycienitkmalowane.blogspot.com), którym zainteresowałam się całkiem niedawno, pojawił się apel dotyczący jej dobrej znajomej, Basi. Basia to ten typ nauczycielek, które są na całego oddane swojej pracy pedagogicznej. Wuefistka, wychowawca klasowy, którą uwielbiają zarówno uczniowie, jak i koledzy z pracy. Do listopada 2016 roku wiodła życie takie samo jak większość z nas. I nagle ni z stąd ni zowąd pojawiły się problemy z mową, prawa ręka zrobiła się bezwładna. Wszystko wskazywało na udar mózgu, jednak zarówno tomografia komputerowa, jak i późniejszy rezonans magnetyczny wskazują, że coś jest w głowie. Lekarze uspokajają, że to prawdopodobnie niegroźny oponiak, że zrobią operację i będzie po wszystkim.
Podczas operacji okazało się jednak, że to nie oponiak. Co to jest mają potwierdzić dopiero badania histopatologiczne. Wynik przychodzi po świętach Bożego Narodzenia - to glejak wielopostaciowy IV stopnia. Wiadomość zwaliła rodzinę z nóg. Zaczął się wyścig z czasem, który bardzo trudno jest wygrać.
W styczniu rozpoczęto chemio i radioterapię, które trwały do 8 marca. Następnie przez pół roku, co miesiąc po 5 dni, Basia przyjmuje chemię w domu. Wszystko zmierza ku dobremu, jednak rezonans magnetyczny wykonany pod koniec roku wykazuje jakieś drobne zmiany. Lekarze twierdzą, że to nic groźnego, tylko jakieś pozostałości po zeszłorocznej operacji i nie ma się czym przejmować...
Nadchodzi marzec 2018 roku, a wraz z nim pojawiają się niewielkie i sporadyczne problemy z mową, a wraz z nimi strach i niepewność jutra. Niestety rezonans potwierdza wszelkie przypuszczenia i obawy - to jest wznowa choroby.
Rozpoczęło się drogie, niekonwencjonalne leczenie, chociaż będzie prawdopodobnie konieczna ponowna operacja. Neurochirurg nie ukrywa, że może się ona nie udać. Rodzinę kolejny raz czeka ciężka walka, być może jeszcze bardziej zaciekła niż poprzednio. Ale oni nie są z tych, którzy się poddają.
W walce z tym nierównym przeciwnikiem może pomóc klinika w Niemczech. Stosuje ona terapię NanoThetm, polegającą na wstrzyknięciu do guza płynu o właściwościach magnetycznych, który następnie rozgrzewany jest za pomocą pola magnetycznego. W wyniku działania powstałego ciepła, komórki nowotworowe zostają zniszczone lub uwrażliwione na dalsze metody leczenia. Jest to inwazyjna metoda, a co za tym idzie, bardziej bezpieczna niż zwykła operacja chirurgiczna. Niestety, koszt terapii, 40 tysięcy euro, wykracza poza możliwości rodziny. Dlatego Pan Ryszard zdecydował się w tajemnicy przed żoną otworzyć zbiórkę publiczną na portalu pomagam.pl. Dodatkowo Anna ze wspomnianego przeze mnie na początku bloga zorganizowała 20 kwietnia kiermasz, z którego dochód został przekazany na leczenie Basi. Również jedna z fundacji miała przekazać brakujące fundusze, jednak w ostateczności przekazała... 1000 złotych.
Nie wiadomo, czy Basia w ogóle zakwalifikuje się do tej terapii, być może będzie trzeba szukać innego rozwiązania. Wiadomo jednak jedno - cokolwiek by to nie było, na pewno będą potrzebne na to niemałe fundusze.
Wiem, że spora ilość czytelników mojego bloga czyta też Anię i wie o tej akcji, ale przecież nie wszyscy. Jeżeli ktoś o niej jeszcze nie słyszał, a zainteresowany by był pomocą Basi, odsyłam na stronę zbiórki -> >>klik<<. Poza tym w najbliższy piątek Basia ma mieć operację, więc szturmujmy niebo i ziemię, modlitwami, trzymaniem kciuków, zaklinaniem losu, aby się wszystko udało.

Kochani, dla Basi jest jeszcze być może szansa, dla młodej, niespełna czternastoletniej Madzi, miłośniczki zwierząt, a w szczególności koni już jej nie ma. To dzielne dziecko po kilku latach ciężkiej walki z mięsakiem odeszło wczoraj do wieczności. Już nie cierpi, nie musi przyjmować okropnych lekarstw, nic ją nie boli. Tylko tutaj na ziemskim padole pozostawiła zrozpaczonych rodziców. I konika Zivę, którego tak bardzo kochała. Madziu... dlaczego skarbie?
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..."

makabra z tymi chorobami... makabra...
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki,i dam datek, warto pomagać!
OdpowiedzUsuńOd dwóch tygodni walczy moja koleżanka, cóż można dodać?
OdpowiedzUsuńŚledzę sytuację związaną z Basią. Moja ciocia ma tętniaka w głowie i nowotwór mózgu, dalsza kuzynka ma SM.Rak od wielu lat jest obecny w naszej rodzinie. Bolesne to wszystko, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Trzeba pomagać sobie nawzajem.
OdpowiedzUsuń