Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 3 września 2018

776. Jak wychować niezaradne życiowo dziecko

Pisząc o mojej ostatniej pielgrzymce wspominałam o tym, że dzięki dziadziusiowi R. miałam zapewniony dach nad głową. Pisałam też wtedy, że wraz z dziadziusiem na pielgrzymkę poszły jego wnuczki młodsza D.(12 lat) i starsza P.(15 lat). Dla jasności do najbliższej rodziny zaliczamy jeszcze ich starszego brata M.(22 lata) oraz mamę A. 
Z dziewczętami znam się od lat - śpiewamy, lub też śpiewałyśmy w przypadku starszej z nich, w parafialnej scholi. Dlatego są już osłuchane z moją niezbyt wyraźną paplaniną. Teraz jednak miałam okazję poznać ich od nieco innej, bardziej domowej strony. I trochę jestem zszokowana starszą dziewczyną.
Powiedzcie mi jak można nazwać osobę zupełnie niezaradną życiowo? Bo ani się nie potrafi na czas wyszykować(ja rozumiem, że pobudka o godzinie 5 w wakacje jest abstrakcją, ale chyba w wieku 15 lat wiedziała na co się pisze), ani nie potrafi zorganizować sobie spania, mama musi jej robić kanapki, a jak okazało się, że zapomniała szczoteczki do zębów z domu to ojciec musiał specjalnie ją jej przywieźć samochodem(kurcze, jakbym ja czegoś zapomniała to po prostu bym tego nie miała). Wszyscy dookoła niej skaczą jak wokół jakiegoś pieska salonowego. A kiedy po drodze coś jej się stało w kolano i musiała jeździć na wózku, jej matka była bardzo oburzona faktem, że biskup nie zatrzymał się koło niej i jej nie pobłogosławił, a jeszcze bardziej tym, że nikt z nas nie powiadomił go(znaczy się biskupa) o tym, że jest tutaj osoba na wózku inwalidzkim. No padłam i myślałam, że już nie wstanę. Kochani, przez 28 lat mojego życia tylko raz zostałam pobłogosławiona przez kardynała i to zupełnie przypadkowo. Ja rozumiem, że każdy może mieć jakiś wypadek, ale bez przesady. Tym bardziej, że już tydzień później brykała jak młoda koza. 
Zresztą zawsze wszystko musiało być pod P. robione. Chciała śpiewać w parafialnej scholi, przyszła pierwszy raz i od razu śpiewała. Akademia parafialna bez frazy mówionej przez P? Mamusia poszła, pogadała z księdzem i od razu rola się znalazła(czemu moja mama tak nie robiła?). P. nie chodziła miesiącami na próby scholi? To nic, przecież ma chorą tarczycę/chodzi do szkoły muzycznej, więc jej wolno(ale innym nie i po dłuższej nieobecności byli wydalani z zespołu nie zależnie od tego, czy byli chorzy, czy też mieli problemy rodzinne). P. chciała zostać animatorką salezjańską podczas półkolonii w wieku 12 lat?(chociaż wymóg jest taki, że trzeba mieć ukończone 13 lat i przejść okres próbny) - i to się dało załatwić, kiedy do akcji wkroczyli rodzice. To nic, że wychowawca grupy skarżył się później, że ma dodatkowe dziecko zamiast pomocy, grunt, żeby P. była szczęśliwa. Hitem dla mnie było podwożenie P. do szkoły, bądź kościoła mieszczącego się tuż obok, chociaż miała raptem 150 metrów, no ale przecież ona nie może się przemęczać. Nikt nie mógł też P. skrzyczeć ani nic złego o niej powiedzieć... Kiedy otrzymała rolę w musicalu o Karolu Wojtyle, zrobiono z tego sensację na miarę Oscarów. Nie zdziwiłabym się, gdyby dochodziło do takich absurdów jak wczoraj, gdzie jakiś dzieciak zrobił aferę na cały krakowski rynek widząc jak wolontariusze jedzą hamburgera (z miłą chęcią bym mu go oddała, bo "kocham" tego typu jedzenie), a rodzice zamiast to zignorować po prostu poszli z nim w stronę Maca. Co prawda nie wiem czy weszli i mu go kupili, ale wniosek nasuwa się sam. A potem dziwimy się, że dzieci nie znają słowa "nie" w stosunku do ich samych.
Może i jej rodzice chcieli dla niej dobrze, ale wyrosła z niej rozkapryszona pannica, nie potrafiąca sobie zbytnio radzić w życiu. Ja mam nadzieję, że mama szykowała jej kanapki tylko dlatego, żeby było szybciej, a nie dlatego, że P. tego nie umie. Co ciekawe, D. to całkowite jej przeciwieństwo. Skromna, zaradna, spokojna, nie wywyższająca się ponad innych. I to właśnie D. bardziej lubię z tej dwójki. A jednocześnie dziękuję Najwyższemu za rodziców, którym mimo wszystko nie udało się zrobić ze mnie życiowej kaleki. Którzy co prawda kochali, ale potrafili też powiedzieć nie, a nawet opieprzyć w publicznym miejscu, jeżeli była taka potrzeba. Którzy nauczyli mnie, że na wiele rzeczy trzeba po prostu poczekać, na inne uczciwie pracować. Którzy nie ubolewali nade mną, nie wyręczali we wszystkim z powodu mojej niepełnosprawności, ale wymagali ode mnie adekwatnie od wieku i sprawności. To dzięki nim radzę sobie w codziennym życiu. Wiadomo, wszystkiego nie zrobię, ale przecież mogło być gorzej, prawda?

A tak w ogóle to skoro zaczęła się szkoła, to i ja się zaczęłam przygotowywać do zmagań matematycznych z panem M. Szósta klasa to nie przelewki, a mnie niekiedy brakuje sił, aby do niego dotrzeć.

17 komentarzy:

  1. " Skromna, zaradna, spokojna, nie wywyższająca się ponad innych"....tam się dopiero szykuje biedna osoba. Już jej współczuję. Nie wszystko jest takie proste Karolino, nie wszystko widać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że lepiej mają Ci, wokół których wszyscy tylko skaczą i chuchają, coby im się nic nie stało? A potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością, w której mamusia i tatuś nie pomogą i robi się problem...

      Usuń
  2. coraz więcej takich dzieci, czyli mających wszystko załatwione przez rodziców...
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, a potem dziwić się, że nie umieją sobie załatwić nawet najprostszej sprawy

      Usuń
  3. Ale to nie jest wina dziecka tylko rodziców ...a dziecko na tym cierpi, bo pójdzie w świat taka oferma ;) Wiesz Karolinko coraz więcej jest podobnych przypadków, że wszystko dla dziecka a ono bąki zbija gdy rodzic pracuje haha ale i spotykam takie przypadki gdzie starsze kobiety skaczą koło swoich mężów, a Ci nic nie robią ...ach
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że dużą tutaj rolę odgrywają rodzice. Od początku nie uczą dziecka odpowiedzialności i samodzielności, a potem efekty są jakie są...

      Usuń
  4. Oj, niestety znam takie przypadki i dobrze się takie wychowanie nie skończyło...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj rodzice! Oj biedni kiedyś współmałżonkowie onych pociech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym sobie pomyślałam. O ile oczywiście znajdą tych współmałżonków

      Usuń
  6. Karolinko, takich rodziców - helikopterów, którzy krążą nieustannie nad dzieckiem, wszystko mu załatwiając, ułatwiając i na tacy podając jest dziś niestety bardzo dużo.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z reguły rodzice są winni temu, że dziecko ma rózne problemy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh very interesting post darling
    xx

    OdpowiedzUsuń
  9. W takim razie Ty Kasiu zajmuj się samą sobą, a ja czasami zajmę się też innymi

    OdpowiedzUsuń