Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

środa, 14 listopada 2018

819. Bieg ulicami Katowic z historią w tle

Post trochę napisany na prośbę naszej Jadzi, która kiedyś w jednym z komentarzy na swoim blogu zaproponowała mi, abym też "oprowadziła" swoich czytelników po mojej małej ojczyźnie. Co prawda nie jest to moje rodzinne miasto, ale mam nadzieję, że stolica mojego województwa też się liczy 😀.
O biegu "Wolność na 5" odbywającym się w Katowicach w przeddzień 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości dowiedziałam się przez przypadek. Podczas "Półmaratonu jesiennego i biegów towarzyszących" każdy z nas otrzymał reklamówkę z pakietem startowym, w którym znajdowało się m.in. kilka ulotek reklamowych. Wśród nich była także ta, która zachęcała do wzięcia udziały w katowickim biegu organizowanym przez tamtejsze liceum im Adama Mickiewicza. 
Zaintrygowała mnie ona, więc po powrocie do domu postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o tym wydarzeniu. Komputer poszedł w ruch. Szybko odszukałam odpowiednią stronkę, przeczytałam regulamin i postanowiłam spróbować swoich sił. Zapisałam się na listę startową i czekałam na informacje, które sukcesywnie pojawiały się na fanpage wydarzenia. Chociaż muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam trasę biegu na 5 kilometrów(do wyboru była też na 10, ale na razie to nie mój poziom) to trochę mnie zmroziło.
Generalnie znam Katowice nie od dzisiaj, na ulotce podane były nawet nazwy ulic, którymi będzie się odbywał bieg, jednak im bliżej byłam tego wydarzenia, tym bardziej się denerwowałam. W dodatku tuż przed startem rozwaliłam rękę i obiłam kolana na tym nieszczęsnym chodniku, dlatego też miałam obawy przed kolejnym upadkiem i kolejnym rozwaleniem tej samej dłoni.
A jednak w sobotni poranek postanowiłam pobiec. Nie dla zwycięstwa, ale dla samej siebie. A może powiem inaczej: dla mnie zwycięstwem jest już samo dobiegnięcie do mety w limicie czasowym(ten zaś wynosił 60 minut), a jeśli jeszcze udałoby mi się pobić swoją życiówkę z sierpniowego biegu w Oświęcimiu to nic więcej do szczęścia by mi nie było potrzeba.
Przystanek autobusowy mieści się tuż obok liceum będącego organizatorem biegu. Budynek został wzniesiony w 1866 roku, o czym przypomina data wykuta na jego fasadzie.
To na jej dziedzińcu odbywał się start i meta obydwóch dystansów biegowych. Zanim jednak wystartowaliśmy, każdy z nas musiał odebrać swój pakiet startowy, czyli numerek startowy, chip do pomiaru czasu, button z wydarzeniem, baton energetyczny, wodę mineralną i jakieś ulotki, a wszystko to zapakowane w modny worek sportowy. A przy okazji musieliśmy podpisać oświadczenie. I tutaj miła niespodzianka - pakiety wydawała dziewczyna, która była też wolontariuszką na jesiennym biegu dwa tygodnie temu. I ona mnie poznała. Jeszcze tylko musiałam przypiąć sobie numerek startowy do koszulki(tej z czerwcowej sztafety niepodległości), przymocować chip do buta, zdać plecak do depozytu i mogłam iść na dziedziniec, gdzie wszyscy razem rozgrzewaliśmy się przed biegiem.
Start mojego dystansu rozpoczął się o 11:00 wystrzałem z pistoletu. Wszyscy ruszyliśmy przed siebie, a trasa biegu na 5 kilometrów wiodła ulicami(a raczej ich fragmentami) Mickiewicza, Sokolskiej, Chorzowskiej, Rondo Ziętka, Aleję Roździeńskiego, Ul. Uniwersytecką, Rondo Pietera, ponownie Ul. Uniwersytecką, Bankową, Pańki, Górniczą, Damrota, Powstańców, Francuską, Jagiellońską, Kochanowskiego, Pocztową, Rynek obok Urzędu Miasta, aż w końcu skończyliśmy ponownie na ulicy Mickiewicza. A przy okazji minęliśmy wiele ciekawych miejsc związanych z Katowicami i ich historią.
Po przebiegnięciu pierwszych dwóch ulic i wbiegnięciu na ulicę Chorzowską z daleka ukazał nam się dostojny obelisk upamiętniający Powstańców Śląskich walczących o odbicie Niemcom bezprawnie przywłaszczonych sobie ziem. Tuż obok znajduje się pomnik lokalnego polityka, Jerzego Ziętka.
Pomnik Powstańców Śląskich
I stojący przy nim Jerzy Ziętek
Po drugiej natomiast stronie pojawił się jeden z symboli miasta - hala sportowo - widowiskowa "Spodek".
Po chwili wbiegliśmy w osiedle bloków zasłaniających wszystko dookoła. Jeżeli jednak któryś biegach odwrócił swoją głowę w lewo, mógł dostrzec nowy, imponujący gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, który został wzniesiony na terenach poprzemysłowych dawnej Kopalni Węgla Kamiennego "Katowice".
Biegnąc dalej moglibyśmy dotrzeć do nowego Muzeum Śląskiego. My jednak skręciliśmy w prawo. Przebiegliśmy obok jednego z gmachów Uniwersytetu Śląskiego, posyłając uśmiech do stojącej obok niego studentki.
Naprzeciw stały też budynki innych wydziałów, co nie umknęło mojej uwadze.
Następnie skręciliśmy w boczną uliczkę, w sumie taką niezbyt znaną. Wszyscy mogliśmy podziwiać słynne osiedle Walentego Roździeńskiego z charakterystycznymi blokami w kształcie gwiazd. Są to drugie po "kukurydzach" najwyższe budynki mieszkalne w mieście.
Po dobiegnięciu do skrzyżowania wewnętrznych uliczek skręciliśmy w prawo. Tym sposobem dotarliśmy do ul. Górniczej, która łączyła się z ul. Damrota. Po prawej stronie zamajaczył nam kościół p.w. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.
Biegnąc dalej ul. Damrota minęliśmy po prawej stronie budynek Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego.
Kilkaset metrów dalej, tym razem po lewej stronie, pojawiła się dobrze mi znana Biblioteka Śląska. Stoi ona na obszarze dawnego cmentarza Ewangelicko - Augsburskiego, o czym świadczy tabliczka w parku okalającym bibliotekę.
Aktualnie cmentarz luterański znajduje się po drugiej stronie ulicy, tuż obok cmentarza katolickiego. Ciekawostką jest fakt, że spoczywa na niej m.in. Wojciech Korfanty.
Luterańska część cmentarza
Z tymi, na których oczach Polska odzyskała niepodległość
Nagrobek Wojciecha Korfantego
Pomnik poświęcony fundatorowi cmentarza
Okrążając cmentarz przebiegaliśmy obok wojewódzkiej siedziby Wojska Polskiego.
Uff... już bliżej było niż dalej. Biegnąc ulicą Francuską udało mi się nawet załapać na fotografa czyhającego na trasie na uczestników biegu:
Z Francuskiej trasa biegu prowadziła przez ulicę Jagiellońską, na której mieści się Samorządowe Kolegium Odwoławcze z pomnikiem Józefa Piłsudskiego oraz Gmach Sejmu Śląskiego, który został wpisany do rejestru zabytków i uznany za pomnik historii. Przed Sejmem znajduje się majestatyczny pomnik Wojciecha Korfantego.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze
Piłsudski na swojej Kasztance
Gmach Sejmu Śląskiego
Pomnik Wojciecha Korfantego 
Z ulicy Jagiellońskiej skręciliśmy w ulicę Jana Kochanowskiego. Po lewej stronie pojawił nam się jeden z zielonych skwerów nazwany Placem Miarki. W jego centrum znajduje się pomnik znanego muzyka, Stanisława Moniuszki.
Przede mną ostatni kilometr biegu.

Po przebiegnięciu pod mostem kolejowym i minięciem ulicy Pocztowej znaleźliśmy się na Rynku Głównym miasta. A na nim i budynek słynnych "Zenitu" i "Skarbka", i nowoczesny Urząd Miasta, i Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego.
Dawny dom handlowy "Zenit"
Galeria "Skarbek" pamięta jeszcze czasy PRL-u
Nowoczesny Urząd Miasta jest kontrastem dla zabytkowych kamienic
Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego
Ostatni zakręt, ostatnia prosta. W oddali już majaczył budynek liceum, będący metą biegu.
Zanim jednak dobiegliśmy do niej, minęliśmy miejsce, gdzie do II wojny światowej stała okazała synagoga żydowska. Dzisiaj znajduje się tam targowisko, a o bożnicy przypomina skromny obelisk.
Wbiegając na metę załapałam się na sesję fotograficzną.
To zdjęcie zrobiło furorę na facebooku
Meta!
Tak, dobiegłam. Co z tego, że ostatnia na moim dystansie(nota bene miałam jeszcze regulaminowy kwadrans w zanadrzu). Ja tam się cieszyłam, że dałam radę! Że nie poddałam się. Jeszcze tylko chwila niepewności w oczekiwaniu na oficjalne wyniki czasowe biegu. I jest, mamy to, wynik z Oświęcimia poprawiony o... ponad 5 minut! Oficjalny czas to 43:49. Dla mnie to jest prawdziwym zwycięstwem, jakkolwiek ludzie będą to komentować. Uhonorowaniem zmagań każdego biegacza był pamiątkowy medal.
A po zakończeniu imprezy jeszcze raz przeszłam trasę biegu, aby na spokojnie sfotografować mijane obiekty :).

23 komentarze:

  1. Gratuluję biegu :) I dziękuję za wycieczkę po Katowicach, nigdy tam nie byłam :)
    http://rhubarb-baby.blogspot.com/2018/11/placek-kakaowy-z-kawa-i-kokosem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Leno,
      cieszę się, że mogłam chociaż trochę pokazać Ci tajemnice Katowic.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Gratuluję Karolinko i jestem pełna podziwu dla Ciebie.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięć minut lepszy czas to według mnie wynik bardzo dobry. Ciekawy jestem ile mi by zajęło przejście tej trasy, bo raczej biec bym nie dał rady, no może z kilometr pierwszy. Widzę, że jeszcze co najmniej parę miast muszę odwiedzić w Polsce.

    Raczej od grudnia zacznę staż, pani kierownik w urzędzie mówiła raczej o początku grudnia jako możliwym terminie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo, Karolina, trening czyni mistrza. Z biegu na bieg bedzie coraz lepiej.
    W Katowicach bylam ponad 40 lat temu i w mojej pamieci bylo to takie szaro-czarne miasto. Z Twoich zdjec widze, ze wiele sie zmienilo, na lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Katowicach wiele się zmieniło - z szarego, zapyziałego miasta górniczego stał się nieźle prosperującym miastem :)

      Usuń
  5. W Katowicach byłam raz z moją matką, gdy odwiedzała swoją przyjaciółkę mieszkająca jeżeli dobrze pamiętam na ul.Tysiąclecia. Niestety nie zwiedzałam miasta tylko siedziałam z teściową gospodyni w domu. Tymczasem moja matka i pani Nina załatwiały swoje sprawy. Z tym większą ciekawością obejrzałam zdjęcia zamieszczone przy okazji opisu trasy. Podziwiam każdego, kto uprawia sport, a biegi w szczególności. Ja odpuściłabym sobie udział w jakiejkolwiek imprezie, mając skaleczoną rękę i rozbite kolano. Tym większe wyrazy uznania dla Ciebie, nawet gdybyś nie poprawiła wyników aż o 5 minut. Czytając o Twoich wyczynach, zawstydziłam się, że mnie trudno jest zmusić się do codziennej gimnastyki(tak przecież ważnej w moim stanie). Do miłego zobaczenia przy kolejnej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Osiedlu Tysiąclecia są jedne z najwyższych bloków w mieście. Osobiście chyba nie chciałabym tam mieszkać :).
      Biegi to moja pasja, którą w ostatnim czasie odkrywam na nowo.

      Usuń
  6. Karolinko, z przyjemnością zwiedziłam z Tobą Katowice, nigdy tam dotąd nie byłam. I wielkie gratulacje dla Ciebie, kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, w takim razie serdecznie zapraszam w te strony. W ostatnich latach Śląsk tak się rozwinął, że aż miło tutaj mieszkać :).
      Dzięki za gratulacje, to bardzo mobilizuje :)

      Usuń
  7. U mnie w kamienicy instalacja jest już dość stara, jednak jeszcze z rok temu po włączeniu wody po jakiejś naprawie problem nie był tak poważny. Widocznie coś trzeba będzie poradzić na zebraniu wspólnoty czy coś w tym stylu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Brawo!!! widzę jak biegniesz i dobiegasz :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ponieważ bieganie to nie moja bajka, podziwiam wszystkich biegających i startujących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo jotko. Kibicowanie też dodaje sił sportowcom :)

      Usuń
  10. Karolcia, gratuluję wytrwałości :) No i jestem w niebie, mieszkasz w pięknym mieście z piękną historią i mam nadzieję, że nadal je będziesz przed nami odkrywać. Super foty <3 Czekam na więcej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Jadziu i cieszę się z Twojej wizyty.
      Właściwie to nie jest moje miasto, tylko miasto wojewódzkie, aczkolwiek wydaje mi się, że ten bieg był doskonałym pretekstem do tego, aby je Wam pokazać. Na Dąbrowę też przyjdzie pora :)

      Usuń
  11. Karolinko - pobiegłam razem z Tobą!!!!
    Jesteś niesamowicie dzielna i masz silną wolę.
    Gratuluję Ci ze szczerego serca!!!

    OdpowiedzUsuń