Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 14 kwietnia 2019

901. Wielkopostne rozmyślania: Cz. 6 - pewność siebie

Bez wątpienia Piotr był pewny siebie. I to było największą jego słabością. Bo chociaż był słusznego wyglądu, to w istocie był mało stabilny w środku. To dlatego w pewnych sytuacjach był zupełnie zdezorientowany, w którą stronę ma pójść, czy też jakie ma zająć stanowisko. 
Wyraźnie to widać w scenie z kajfaszowego domu. Jest dla nas ważną lekcją, a za razem przestrogą przed znalezieniem się w sytuacji, która nas może doprowadzić do zguby. Piotr przeszedł szereg etapów, które zakończyły się jego zdradą. Tak jak większość ludzi, którzy weszli na niebezpieczną ścieżkę pewności siebie. Trzeba jednak pamiętać, że świętemu Piotrowi udało się w końcu zejść z tej drogi. Co ważne, pokonał tą pewność siebie nie o własnych siłach, ale dzięki pomocy Jezusa. 
Święty Łukasz tak pisał: "Schwycili Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: «I ten był razem z Nim». Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: «Nie znam Go, kobieto». Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: «I ty jesteś jednym z nich». Piotr odrzekł: «Człowieku, nie jestem». Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: «Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem». Piotr zaś rzekł: «Człowieku, nie wiem, co mówisz». I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał." (za Biblią Tysiąclecia Łk 22, 54 - 62). Widzimy tutaj wyraźnie, że Piotr zapomniał o tym, że Jezus ostrzegał go przed otwartym zaświadczeniem, że go nie zna. Zapomniał, a może po prostu nie uwierzył w te jego prorocze słowa. Zapewne wydawały mu się one zupełnie nieprawdopodobne.  
Piotr trzy lata chodził razem z Jezusem i słuchał jego nauczania. Był świadkiem wielu uczynionych przezeń cudów. Nawet wśród tych, którzy nie byli jego przyjaciółmi. Widział nie jednokrotnie, że Jezus wiązał wszystko co jest w niebie i na ziemi. Dlatego wydawałoby się zupełnie nieprawdopodobnym, by ktoś taki wyparł się swojego Mistrza. Tak, jakby nie pamiętał już o przekazywanych lekcjach. 
Zlekceważenie przestrogi Jezusa zawsze wychodzi nam na złe. Kto bardziej ufa sobie, niż słowom Jezusa bardzo szybko popadnie w zbytnią pewność siebie - jest to pierwsza lekcja z "kajfaszowego podwórka". Pewność siebie podpowiadała św. Piotrowi, że nic się nie stało - to drugi, smutny etap na drodze pewności siebie. Piotr wszedł do domu najwyższego kapłana, widział w nim wielu ludzi, i był przekonany, że nic się nie stanie. Łatwo jednak było przewidzieć, że właśnie przez kogoś z tego ogromu ludzi, zostanie zdemaskowany. Niewiele wcześniej podczas pojmania Jezusa, był widziany przez sługi arcykapłana, którzy teraz przebywali w tym domu. Ponieważ noc była chłodna, św. Piotr podszedł do ogniska, aby się ogrzać. Blask ognia oświetlił jego twarz. Wszyscy przebywający na dziedzińcu mogli wyraźnie ją ujrzeć. I tak też się stało. Pewność siebie zmąciła jego ostrożność. Nie dostrzegł konsekwencji tej czynności. 
Każde zło, na które nie można się zgodzić, doprowadza do upadku. Wiedzą o tym jednak tylko ci, którzy w skromności patrzą na siebie. Gdy jedna z służących arcykapłana zobaczyła Piotra, przypomniała sobie, że chodził on razem z Jezusem i powiedziała o tym wszystkim. Piotr przestraszył się i zaprzeczył, że zna tego człowieka. Nic nie pękło w jego sercu. Nie przypomniał sobie ostrzeżeń swojego nauczyciela. Po chwili rozpoznał go ktoś inny, ale i tym razem zaprzeczył jego słowom. 
Nie wiemy, ile jeszcze razy święty Piotr byłby w stanie wyprzeć się swojego Mistrza, gdyby nie męka Pana Jezusa. Cz siedem razy, czy może siedemdziesiąt siedem. Pewność siebie sprawiła bowiem, że święty Piotr nie zwracał uwagi na swoje słowa i wypowiedzi. Miał dużo czasu na refleksję. Siedząc pośród sług arcykapłana mógł dokładnie przemyśleć to co powiedział. Jednak tego nie zrobił. Nie przemyślał tego kroku. Nie wiemy też co czuł, być może uważał, że właściwie to nic się nie stało. Nie odpowiadał też na swoje imię, co niewątpliwie dodawało mu pewności siebie. 
Nagle usłyszał zapowiedziane przez nauczyciela pianie koguta. Spojrzał w stronę, gdzie znajdował się Jezus. Dopiero teraz wszystko mu się przypomniało. Uświadomił sobie, że chociaż Jezus nie usłyszał jego słów, to dokładnie wie, co się wydarzyło. Powiedziało mu to jego spojrzenie. Był przecież świadkiem tych wydarzeń. Dopiero teraz zrozumiał, że popełnił zbrodnię i stracił pewność siebie. Nie dokonał by tego o własnych siłach. Także na kajfaszowym dziedzińcu pomógł mu Jezus. On, który nigdy nie wyprze się swojego ucznia, nawet wtedy, kiedy uczeń teraz wyparł się jego. Pierwszy raz od dłuższego czasu Piotr podjął dobrą decyzję. W miejsce swego upadku i targany uczuciem żalu, został zaproszony do swojego własnego nawrócenia, do zejścia z drogi zbyt dużej pewności siebie. Trzeba pójść w miejsce grzechu, trzeba doświadczyć żalu. Piotr doświadczył tego znajdując się na dziedzińcu pałacu, grzejąc się w blasku ogniska i oglądał się z pewnością za siebie. A za razem nie był świadom swojej słabości. Ważne są, te ostatnie słowa wypowiedziane przez Jezusa i udzielone przez niego lekcje. Lekcja o pewności siebie i owoce, jakie za nią trzeba zapłacić. Lekcja o zachłanności i lekcja o ludzkim nawróceniu. 
Pewność siebie jest bezwzględnie przyczyną większości popełnianych przez nas grzechów. To strach i smutek, jaki znajduje się na wielu z naszych dróg. To też możliwość zaparcia się własnego sumienia. Doświadczył tego Piotr, a przez to zmieniło się i jego życie. 
A w jaki sposób my walczymy ze swoimi słabościami? Ile już zaliczyliśmy upadków na podwórku własnej słabości? Potrzeba nam czujności, abyśmy nie zaparli się Jezusa jak święty Piotr. Opuścić teren grzechu i poczuć żałość - to jest prawdziwe nawrócenie.

Pewność siebie i pokora
Zamiast pewności siebie - pokora,
niczego innego me serce nie pragnie,
bo zbytnia pewność siebie
odbiera mi rozum.
I powoduje, że staję się pysznym
i zarozumiałym człowiekiem,
a to przecież nigdy nie jest dla mnie dobre...

4 komentarze:

  1. Witaj Karolino, dziękuje za odwiedziny. Niestety, choć jestem w świecie blogowym od bardzo, bardzo dawna, to od roku coraz rzadziej, gdyż jako emeryt odczuwam bardzo mocno szybkie przemijanie czasu , a przede mną jeszcze wiele zadań do wykonania -pasieka, działka , niedokończone wspomnienia z okresu minionego, porządkowanie spraw rodzinnych (kronika), działanie artystyczne, etc. Ciekawie piszesz i z pewnością jeszcze tu zajrzę . Pozdrawiam świątecznie i życzę wielu łaski od Zmartwychwstałego Chrystusa na te radosne święta i po nich . Tomasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Tomaszu za odwiedziny. To zaszczyt gościć Cię w moich progach. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kolejny temat do głębokich przemyśleń. I kolejny piękny wiersz, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń