Towarzysząc Jezusowi w tych długich godzinach męki, przez sześć razy(w każdą niedzielę) starałam się napisać rozważania mające na celu, przygotować chętnych do walki ze swoimi słabościami. Do walki z pokusą, do walki ze złem. Te jezusowe lekcje miały przygotować do świąt Wielkiej Nocy. Ich tematami było:
- Lekcja 1 - chciwość
- Lekcja 2 - nieznajomość siebie
- Lekcja 3 - pragnienie wyższości
- Lekcja 4 - niebezpieczeństwo pokusy
- Lekcja 5 - porywczość
- Lekcja 6 - pewność siebie
Nie wiem ile osób je czytało, nie wiem, ile wzięło sobie to wszystko do serca, zastanowiło się nad nimi. Nie ważne, ważne, że ja mogłam się jakoś w ten sposób wewnętrznie "wyżyć". Wiem, że było mi to potrzebne. Nawet, gdyby to wszystko miało pójść w eter.
Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu chciałabym się z Wami podzielić przemyśleniami na temat wygłoszonego wczoraj do wiernych zgromadzonych w Kalwarii Zebrzydowskiej słowa przez arcybiskupa Krakowa - Marka Jędraszewskiego. Nie wiem ile z niego zostało transmitowane w mediach, bo szczerze powiedziawszy - nie miałam nawet czasu włączyć wczoraj dziennika(po powrocie z Kalwarii Zebrzydowskiej, niemal od razu udałam się na Liturgię Wielkiego Piątku do swojego kościoła, gdzie śpiewałam w chórze, a następnie na moment wróciłam do domu po albę i z powrotem udałam się do świątyni na adorację prowadzoną przez scholę, nawet miałam coś do czytania, na dobre wróciłam więc do domu ok 22:30). Jestem jednak jednym z ponad 100 tys szczęśliwców(bo według szacunków mediów tyle wiernych miało wziąć udział we wczorajszym kalwaryjskim misterium Męki Pańskiej), które mogły w całości i na żywo wysłuchać przemówienia.
Nie od dzisiaj wiadomo, że słowo skierowane przez arcybiskupa Jędraszewskiego do wiernych zgromadzonych w Wielki Piątek na Kalwarii Zebrzydowskiej, obraca się wokół problemów współczesnego świata. Dwa lata temu, podczas swojej pierwszej wizyty w tym charakterze, mówił o postprawdzie i zagrożeniach, jakie za sobą niesie. W tym roku przypomniał wszystkim zgromadzonym chrześcijańskie prawdy i zasady, że tylko prawda będąca Chrystusem, może wyzwolić każdego człowieka. Zaznaczył też, że zanim Zbawiciel został skazany na śmierć, musiał stawić czoła walczącym z nim arcykapłanom. Widzieli w nim człowieka, który uzdrawiając ludzi wchodzi w układy z diabłem i takiego go przedstawiali społeczeństwu. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że tworzą wokół niego czarny pijar mający za zadanie takie przygotowanie terenu, by w chwili aresztowania nikt nie stanął w jego obronie. Co ważne, w ciągu trwających 2 tysiące lat dziejów kościoła pełno było podobnych procesów politycznych, wytaczanych chrześcijanom przez kolejnych władców tego świata. Jak tłumaczył metropolita krakowski ich schemat wygląda w zasadzie tak samo: ten, kto jest wyznawcą Chrystusa i Ewangelii jest utożsamiany z wrogiem cesarza, króla, innego króla bądź też wysokiego urzędnika państwowego. Nawiązał do XX wiecznych szantaży chrześcijan, przedstawiając ich jako wrogów bolszewickiego I sekretarza partii, czy też Fuhrera. Dla mnie najbardziej obrazowe, a za razem "mocne" było przedstawienie obecnego szantażu, jako trzech etapów kuszenia, skonstruowanych na opisie współczesnych napięć kulturowych, jakiemu wszyscy jesteśmy codziennie poddawani.
Pierwszy z nich mówi, że jeżeli każdy chrześcijanin publicznie przyznaje się do Chrystusa i chce wprowadzić jego nauczanie na temat powołanego do szczęśliwości wiecznej człowieka do swojego życia, to znaczy, że należy się do Ciemnogrodu, że jest się wrogiem poprawności politycznej, że nie uznaje się zasady tolerancji, że nie zna się smaku prawdziwej wolności, jest się fanatykiem, faszystą, przeciwnikiem Światowej Organizacji Zdrowia, która zaleca demoralizację dzieci i pozbawienie ich niewinności już w wieku przedszkolnym, jest się homofobem walczącym z Kartą LGTB, że walczy się z postępem ludzkości.
Drugi etap jest wewnętrznym określeniem tego, kim tak naprawdę jest każdy z nas. Ściślej mówiąc chodzi tutaj głównie o to, aby stwierdzić, że przecież nikt z nas nie jest ani fanatykiem, ani faszystą, czy też homofobem. Przeciwnie, kochamy wszystkich ludzi oraz wolność, co sprawia, że jesteśmy tolerancyjni, a zatem zależy nam na postępie całej ludzkości.
Trzeci natomiast etap kuszenia nakłania ludzi do wydania wyroku śmierci na Chrystusa i Ewangelię. Chodzi tutaj z jednej strony takiego stylu myślenia i postępowania, jakby Boga w ogóle nie było, a z drugiej strony do walki ze wszelkimi zewnętrznymi, w tym symbolicznymi, przejawami jego obecności w świecie współczesnym.
Potwierdzeniem tych słów ma być ogromna fala lewackiego hejtu i potok niegodnych i pełnych pogardy słów, które rozlały się po całym świecie, w odniesieniu do tych wszystkich wiernych, które się modlą i które chociażby chcą wesprzeć materialnie odbudowę spalonej kilka dni wcześniej katedry Notre Dame w Paryżu. Tymczasem nam, katolikom, powinno pozostać jedno wielkie przeświadczenie: tylko prawda może nas wyzwolić! I o nią musimy prosić Pana, który dla nas umarł i zmartwychwstał. Bez obaw możemy prosić go o to, abyśmy nie ulegli kuszeniu, jakiemu jesteśmy poddawani przez współczesny świat i abyśmy każdego dnia naszego życia mogli być prawdziwie wolnymi ludźmi.
Nie wiem jak to nazwać, ale to przemówienie księdza arcybiskupa trochę podbudowało mnie na duchu. Jak wiecie, nie wstydzę się swojej wiary, pisząc o tym chociażby tutaj, na blogu. Co nie oznacza, że nie widzę grzechów popełnionych przez środowisko kościelne. Zawsze będę potępiać pedofilię i tym podobne występki. Ale czy to ma oznaczać, że moja wiara będzie słabsza? Nie, bo dla mnie Bóg jest na pierwszym miejscu, a nie człowiek, który z natury jest grzeszny. Tak jak już wcześniej pisałam i jak już sami to pewnie zauważyliście, motyw wiary często pojawia się na moim blogu. Staram się jednak pisać tak, aby nikomu nie narzucać mojego toku myślenia, nikogo nie obrażać. Ktoś mi kiedyś napisał, że pisanie o wierze w moim wieku jest niemodne, infantylne, że nie zdobędę w ten sposób czytelników, no chyba, że będę pisać o kościele same negatywne rzeczy. Ale ja tak nie potrafię. To nie było by w zgodzie z moim sumieniem. Staram się też nikogo nie potępiać za jego przekonania religijne, że wierzy w inne wartości niż ja. I naprawdę, ciężko mi jest, kiedy wchodzę na jeden czy drugi blog i czytam, jaki to cały kościół jest be, grzeszny i w ogóle najlepiej jest zlikwidować całą tą instytucję. Zwłaszcza, kiedy pisze to osoba, która deklaruje się jako niewierząca. Nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z tego, że swoimi kwiecistymi wywodami rani wiele osób i księży, którzy są księżmi naprawdę z powołania.
Dzisiaj jednak wiem, że jest to tylko jeden z procesów współczesnego kuszenia. Że takie osoby swoim wyśmiewaniem katolicyzmu, czy też islamu, obnażają tylko swoją małość. Że nie należy dać się im sprowokować, bo nasze argumenty zawsze zostaną zakrakane i puszczone mimo uszu. W przeciwnym razie dam dojść do siebie działanie szatana. A tego bym nie chciała. Myślę, że takie działanie ma też na celu zniszczenie w ludziach ich "zaściankową" wiarę. Ale gdyby ta wiara była płytka, to czy wczoraj na Kalwarię przybyłoby aż tyle wiernych? Nie sądzę...
Każdy z nas jest człowiekiem i nikt nie urodził się czysty i bez grzechu. Kościół stanowią ludzie.
OdpowiedzUsuńNie czytaliśmy poprzednich postów, w ramach możliwości będziemy starać się to nadrobić.
Wszystkiego dobrego na nadchodzące święta.
Dużo miłości i spotkań przy rodzinnym stole.
A ludzie są grzeszni...
UsuńDziękuję za życzenia i również pozdrawiam
Pięknych i Spokojnych Świąt:)
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Dziękuję bardzo Leno
UsuńSpokojnych świąt Życzymy
OdpowiedzUsuń🐣🐥🐇🐰🐑🐏🐤
Dziękuję bardzo
UsuńKarolino, niech każdy wierze w co chce, byle była to wiara prawdziwa i dająca spokój ducha.
OdpowiedzUsuńDobrych świąt:-)
Też tak uważam. Pod warunkiem, że tą swoją wiarą nie ranię uczuć religijnych innej osoby.
UsuńDziękuję za życzenia
Niestety czasami to właśnie osoby deklarujące się jako tolerancyjne są najbardziej wrogie Kościołowi. Ale może jeszcze nauczymy się szanować się nawzajem, dobrze by było.
OdpowiedzUsuńWzajemny szacunek to coś, co nie za bardzo nam wychodzi. Bo żądamy tego od innych, a sami jesteśmy z nim na bakier. Pozdrawiam serdecznie
Usuń