Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

902. Młodość jest piękna

W miniony weekend już po raz drugi uczestniczyłam w Forum Młodych, odbywającym się w ramach Światowego Dnia Młodzieży, zorganizowanym przez Archidiecezję Krakowską. Piękna inicjatywa, mam nadzieję, że kiedyś do podobnej akcji przyłączą się też pozostałe diecezje i archidiecezje. Bo fakt, w każdej diecezji były obchody Światowego Dnia Młodzieży, ale chyba tylko tutaj one rozdzielone na trzy dni. Trochę mi to przypominało salezjańskie oratoriady, jednak nie ukrywajmy, mogą na nie jeździć tylko animatorzy salezjańscy z inspektorii wrocławskie. Krakowskie Forum Młodych jest skierowane dla wszystkich do 30 roku życia i, jak pokazuje mój przykład, wykracza poza teren archidiecezji.
Tegoroczne hasło forum nawiązywało do hasła Światowych Dni Młodzieży w Panamie, z tym że zostało ono skrócone do słów: "Oto ja...". Pierwsi uczestnicy zaczęli zjawiać się w szkole, która nas gościła, w piątek tuż po godzinie 16:00. Ja przybyłam ciut później(no wiecie, obiecałam synkom pani D., że pobawię się z nimi klockami). Szybka rejestracja, otrzymanie identyfikatora i zakwaterowanie w odpowiedniej klasie. Na 18:00 zaplanowana była kolacja. Nauczona zeszłorocznym doświadczeniem poszłam na parter, gdzie były rozstawione dłuuugie stoły. Tam z reguły siedzieli organizatorzy oraz ci, którzy przybyli na forum sami. Jeszcze tylko odśpiewanie "Pobłogosław Panie" i mogliśmy do nich zasiąść. Jedzenie przeplatało się z pogawędkami. Szukałam wzrokiem Konrada, którego poznałam w zeszłym roku, nigdzie jednak niem mogłam go dostrzec. Trochę mnie to zasmuciło, bo wiecie, wspaniale się z nim rozmawia. Po kolacji i krótkiej modlitwie wróciliśmy jeszcze na chwilę do swoich klas. Na wieczór zaplanowana była Droga Krzyżowa przy kopii krzyża Światowych Dni Młodzieży oraz Msza święta inaugurująca całe forum. Wszystko to w jednym z najstarszych krakowskich kościołów p.w. św. Mikołaja. Tegoroczne rozważania Drogi Krzyżowej oparte były o "rany", które zadajemy naszym życiem Panu Jezusowi. Wśród nich znalazły się m.in. rana braku miłości, rana nieczystości, rana pychy, czy też rana odrzucenia. Następnie odbyła się uroczysta Msza święta, podczas której w kazaniu nawiązano do postaci Sługi Bożego Carla Acutisa: "Wszyscy rodzimy się oryginałami, ale wielu umiera jako fotokopie". Inaczej mówiąc - każdy z nas może znaleźć swoją własną drogę do świętości, która może zupełnie różnić się od tych, które znamy. Po Mszy w uroczystym pochodzie, kopia krzyża została przeniesiona do szkoły, gdzie towarzyszyła nam w spotkaniu aż do niedzieli. Kiedy wchodziłam szkolną klatką schodową na piętro usłyszałam pełne entuzjazmu: "Karolina! Tak się cieszę, że cię widzę!". Konrad, a jednak jest. Padliśmy sobie w ramiona niczym starzy znajomi. Na dłuższą rozmowę nie było jednak czasu, bo oto na szkolnej auli już za chwilę miała się odbyć dalsza część otwarcia spotkania. Nie trwała ona nawet długo - schola odśpiewała tegoroczny hymn forum("Maryjo Matko mojego wezwania") i jeszcze kilka innych religijnych piosenek(bądź co bądź nie zaliczyłabym ich do pieśni), ksiądz-dyrektor wygłosił formułkę rozpoczynającą forum, wysłuchaliśmy krótkiego wykładu zatytułowanego "Panama - i co dalej"(oj, dał on wiele inspiracji do działania) oraz zrobiliśmy sobie pamiątkowe selfie, po którym udaliśmy się już do naszych sal, aby przygotować się do ciszy nocnej.
Sobotę oficjalnie rozpoczęliśmy o 7 rano od jutrzni, a następnie udaliśmy się na śniadanie. I dopiero wtedy mogłam sobie porozmawiać z Konradem(akurat siedzieliśmy obok siebie przy stole). Teraz to już z panem magistrem Konradem. Ale nawet awans tytułowy nie zmienił zbytnio jego osobowości. W dalszym ciągu pozostał skromnym, wrażliwym, mądrym człowiekiem, otwartym na kontakt z drugą osobą. Zresztą widać to nawet po blogu, który od niedawna prowadzi, a na który serdecznie Was zapraszam - https://bogaszukanie.home.blog/. Są jeszcze naprawdę wartościowi, młodzi ludzie... Po śniadanie moja grupa miała kwadrans czuwania w kaplicy zorganizowanej w jednej ze szkolnych sal. Półmrok i cisza sprzyjała wyciszeniu się i modlitwie z głębi serca. O 9 wyszliśmy ze szkoły i udaliśmy się na parking samochodowy, a stamtąd pojechaliśmy autokarami do położonej nieopodal Czernej. Byłam już tam w czwartej klasie, niewiele jednak pamiętam z tamtej wycieczki. Teraz miałam okazję wszystko sobie odświeżyć. Tym bardziej, że na miejscu zaplanowana była gra terenowa na terenie należącym do klasztoru. To doskonała okazja nie tylko na poznanie miejsca, ale też na dowiedzenia się czegoś więcej na temat karmelickich świętych, czy też integrację grupy. Na moment musieliśmy jednak przerwać zabawę, bowiem na 12:00 zaplanowana była Msza święta, a po niej obiad w tamtejszym Domu Pielgrzyma. Na Mszę, chociaż była ona głównie dla nas, przyszli też inni pielgrzymi odwiedzający to miejsce. Trochę mi się chciało śmiać podczas kazania, kiedy w dość komiczny sposób ksiądz opowiadał o bitwie pod Grunwaldem i późniejszych jej konsekwencjach. Wiem, że to nic śmiesznego, ale... Po obiedzie wróciliśmy do rozwiązywania zadań, mieliśmy jednak tylko dwie stacje do końca i szybko skończyliśmy. Zaoszczędzony czas spędziliśmy w księgarni. Było jednak ciut za zimno, aby chodzić po zewnętrznym kompleksie. Z Czernej do Krakowa wyjechaliśmy po 15. Podróż trwała godzinę, po czym wróciliśmy do szkoły. Kolejnym punktem dnia był bowiem panel dyskusyjny na temat pomagania innym osobom. Zaproszono przedstawicieli takich organizacji jak Camino bez barier, fundacji Ojca Pio, czy też stowarzyszenia Lekarzy bez barier, którzy opowiadali nam o swojej codziennej posłudze, a jednocześnie zachęcali do zasilenia ich szeregów jako wolontariusze. Następnie udaliśmy się na kolacje, po której odbyła się zabawa z Wodzirejami z Krakowa. Spokojnie, nie szaleliśmy jak opętani po parkiecie(chociaż kilka tańców integracyjnych było), tutaj bardziej chodziło o wzajemną integrację, przy której śmiechu było co nie miara. A ja zgapiłam kilka zabaw do oratorium. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je wykorzystać. Na zakończenie otrzymaliśmy Boże błogosławieństwo i mogliśmy szykować się do snu.
Niedzielę, trzeci i ostatni dzień forum, ponownie rozpoczęliśmy jutrznią, po której udaliśmy się na ostatnie już śniadanie. Na 8:30 zaplanowany był wymarsz na krakowski rynek, toteż do tego czasu trzeba było spakować swoje rzeczy i zanieść je na salę gimnastyczną. Na szczęście zdołałam ogarnąć swoje rzeczy jeszcze przed jutrznią, dzięki temu wszystko poszło mi w miarę sprawnie i o wyznaczonej godzinie stałam przed drzwiami wyjściowymi ze szkoły. Z małym opóźnieniem ruszyliśmy na miejsce zbiórki. Na czele naszego pochodu był niesiony krzyż oraz emblemat. W tym roku chłopcy mieli niełatwe zadanie, bowiem było ich wyjątkowo mało. Ale udało im się i po jakimś czasie krzyż znalazł się pod kościołem Mariackim. Chwilkę czekaliśmy na arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, który niczym Mojżesz Izraelitów, zaprowadził nas do Katedry na Wawelu. Na zamkowym dziedzińcu zgromadziło się już sporo osób, które z daleka nam machały gałązkami palmowymi. A my, jako rzesza radosnych ludzi, odpowiadaliśmy im tym samym gestem. Dotarłszy na miejsce, ustawiliśmy się pod pomnikiem Jana Pawła II i czekaliśmy na dalszy ciąg uroczystości. Wreszcie z bocznej nawy katedry wyszła procesja z księżmi, która po krótkim przywitaniu połączonym z poświęceniem palm, wprowadziła nas do jej wnętrza. Jednak zanim przekroczyliśmy jej próg, arcybiskup trzy razy zapukał w jej drzwi, a następnie je otworzył. Jakże wymownie brzmiały przy tym geście słowa refrenu pieśni śpiewanej na wejście: "Otwórzcie bramy co nietknione stały!/Bramy wieczyste! Bo idzie Król chwały./Któż ten Król chwały? I kto jest ten mężny?/Pan mocny w boju i Bóg nasz potężny./ Otwórzcie bramy, co nietknione stały/Otwórzcie bramy, bo idzie Król chwały./Któż ten król chwały? Pan o cnoty dbały/On w te drzwi wnidzie, on jest Królem chwały". Za procesją złożoną z księży szedł krzyż - chyba jedyny w świątyni, który nie był zasłonięty. Przez cały czas stał na jej środku. A my, my uczestniczyliśmy w Eucharystii. Podczas kazania, obracającego się głównie wokół niedawnej adhortacji papieża Franciszka, dowiedzieliśmy się, że wprowadzono nowe święto - rocznicę chrztu Polski, przyjętego właśnie 14 kwietnia 966 roku przez Mieszka I. Wielu współczesnych nie podziela tej decyzji, zarzucając jej przymusowe chrzczenie wszystkich, nawet tych, którzy sobie tego nie życzą(a raz przyjętego sakramentu nie da się "zmazać"). Ja jednak myślę, że to była bardzo dobra decyzja. Dzięki niej umocniliśmy się i nie zostaliśmy wchłonięci przez Prusy. A że przy okazji większość z nas została ochrzczona bez wiedzy i zgody(jako malutkie dzieci)... Cóż, coś za coś. Mnie tam nie przeszkadza, ale rozumiem, że nie wszyscy zgadzają się z tym brzemieniem. Po Mszy wróciliśmy do szkoły, po czym po odmeldowaniu się, mogliśmy wrócić do swoich domów.
To były bardzo dobre dni i nie żałuję, że spędziłam je tak, a nie inaczej.

15 komentarzy:

  1. Czytaj dumałam nad tegorocznymi rekolekcjami i stwierdzeniu przez kaznodzieję, że żaden człowiek ,,nie jest pomyłką" dla Boga. Każdy z nas, nawet jeśli buntujemy się i mamy żal o wiele spraw... tylko drogi, którymi chodzimy nie zawsze są takimi jakimi miały być, ale to już nasza wolna wola...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być czytając dumałam :)

      Usuń
    2. Bo to prawda - nikt nie jest pomyłką, ale najpiękniejszym Bożym stworzeniem

      Usuń
  2. To były dobre dni Karolinko, wspaniale je spędziłaś.
    Przesyłam serdeczne uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się cieszę, że mogłam tam być i przeżyć to wszystko

      Usuń
  3. bardzo szczegółowa relacja z bardzo intensywnych dni:-)
    Najważniejsze, że uważasz je za udane i skorzystałaś na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko, starałam się :). Chociaż do szczegółowej relacji to jej jeszcze daleko

      Usuń
  4. Na takie fajne spotkanie to i ja bym się wybrała☺️

    OdpowiedzUsuń
  5. o tak, młodość jest piękna. I piękne są takie spotkania.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż chciałoby się powiedzieć - młodości, trwaj zawsze :)

      Usuń
  6. Cieszę się że fajnie spędziłaś ten czas. W młodości jeździłam na Oazy, był to wspaniały czas.
    Odnośnie Twojego pytania - tak, można wysyłać ile się chce, ale ja będę wdzięczna choćby za jeden:)
    Pozdrawiam Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oazy to bardzo pożyteczna rzecz :). O ile oczywiście prowadzą je kompetentne osoby. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Świetne spotkanie, miło spędziłaś czas.Żałuję, że ja nigdy nie miałam okazji brać udziału w takich spotkaniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko żałuję tego, że tak późno dowiedziałam się o tym forum...

      Usuń